Ziemia Święta potrzebuje chrześcijan

 
Z JEm. ks. kard. Johnem Patrickiem Foleyem, wielkim
mistrzem Zakonu Rycerskiego Świętego Grobu Bożego w Jerozolimie, byłym
przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu, rozmawia ks.
Mariusz Boguszewski

Wielki Tydzień, w czasie którego rozważaliśmy dni Męki i Śmierci
naszego Zbawiciela, kieruje myśli do miejsc, które były świadkami wydarzeń
sprzed ponad 2 tysięcy lat. Jakie pierwsze skojarzenie towarzyszy Waszej
Eminencji w związku z nazwą: Ziemia Święta?

– Najważniejszą
informacją jest to, że Jezus Chrystus, Bóg-Człowiek, żył na tej ziemi. Tu dał
nam model życia, tu cierpiał, umarł i zmartwychwstał. Tym samym otrzymaliśmy od
Niego nadzieję, że możemy z Nim żyć na wieki.

Sytuacja w Ziemi Świętej jest trudna. Czy nawiedzający ją wyznawcy
Chrystusa z całego świata mogą się tam czuć bezpieczni?

– Byłem tam
wiele razy i czułem się bardzo spokojny. Częściej mniej bezpiecznie jest w
naszych miastach. Problemem nadrzędnym są tu tytuły artykułów gazet, które
pojawiają się po każdych zamieszkach pomiędzy Izraelczykami i Palestyńczykami.
One bardzo często są mocno przesadzone. Czasem ma się wrażenie, że więcej jest
ofiar według serwisów informacyjnych niż w rzeczywistości. To nie zmienia faktu,
że w Ziemi Świętej trwa konflikt i są tam bardzo realne problemy. Nasza
chrześcijańska, kościelna obecność i znajomość sytuacji może przyczynić się do
pokoju, uczyć przebaczenia.

Jednak liczba chrześcijan mieszkających na stałe w Ziemi Świętej
ciągle się zmniejsza?

– Tak, od prawie 20 proc. w 1948 roku do 2
proc. obecnie. Chrześcijanom trudno się tam żyje. Niestety, nie mają ciekawych
perspektyw. Są tam pewne przywileje dla wybranych nacji. Problemy w Palestynie
są większe od tych w Izraelu, gdyż jest to teren znajdujący się pod
okupacją.

A jaka jest sytuacja Kościoła w Ziemi Świętej?
– Sytuacja
Kościoła w Ziemi Świętej nie jest łatwa, wymaga on wsparcia. Aby uświadomić
sobie najlepiej potrzebę pomocy tamtejszym wyznawcom Chrystusa, proponowałbym
np. wizytę w jednej z tamtejszych wspólnot, parafii. Cenna byłaby też wizyta w
seminarium duchownym Łacińskiego Patriarchatu Jerozolimy w Beit Dżala. Znajduje
się ono poza Jerozolimą, na terytorium palestyńskim, niedaleko od Betlejem. Tam
właśnie widać desperację, w której znajduje się Kościół na tym terenie. Powołań
jest coraz więcej, brakuje pokoi dla kleryków i trzeba dobudować nowe. Wielu z
tych studentów bardzo cierpi, gdyż pochodzą np. z Jordanii i nie zawsze mogą
wrócić do swoich domów na święta. Spowodowane to jest brakiem odpowiednich
dokumentów. Często mają swe rodziny stosunkowo niedaleko, a nie mogą zobaczyć
się z najbliższymi.

Takie wsparcie to zadanie m.in. Rycerzy Świętego Grobu
Pańskiego?

– Oczywiście. Pierwszym zadaniem jest pamięć w naszych
codziennych modlitwach o braciach chrześcijanach z Ziemi Świętej i poprzez to
pogłębianie naszego życia duchowego. Ważne też jest wsparcie materialne,
szczególnie biednych rodzin. Organizujemy np. roczną zbiórkę pieniężną od każdej
damy i każdego rycerza na potrzeby Ziemi Świętej. Od roku 2000 przekazaliśmy
około 50 milionów dolarów Patriarchatowi Łacińskiemu.

Bycie damą lub rycerzem Świętego Grobu Pańskiego oznacza opiekę
duchową i materialną nad Ziemią Świętą?
– Tak, są dwa zakony
rycerskie uznane przez Stolicę Apostolską: Zakon Maltański i Zakon
Bożogrobowców. Są też inne, ale zorganizowane inaczej niż Rycerstwo. Mamy teraz
około 26 tysięcy członków. W ciągu najbliższych 10 lat Zakon Rycerski Świętego
Grobu Bożego zamierza przekazać ponownie 50 milionów dolarów na potrzeby Ziemi
Świętej, a może więcej.

Jakie konkretne projekty będą wspierane?
– Jednym z nich
będzie rozbudowa wspomnianego seminarium duchownego. Następnie wesprzemy nowy
uniwersytet katolicki w Madabie w Jordanii, który organizuje Łaciński
Patriarchat Jerozolimy. Bo jak wiemy, obejmuje on swoim zasięgiem nie tylko
państwo Izrael, terytorium Palestyńskie, ale także Jordanię i Cypr. W czerwcu
będę miał zaszczyt towarzyszyć Ojcu Świętemu podczas pielgrzymki na Cypr, tak
jak byłem razem z Benedyktem XVI w Ziemi Świętej w ubiegłym roku. Właśnie
goszcząc w Jordanii, Ojciec Święty poświęcił w Madabie kamień węgielny pod
wspomniany pierwszy uniwersytet katolicki w tym kraju.
Pomagamy zatem
utrzymywać Patriarchat w Ziemi Świętej, ale również wspieramy biedne rodziny
finansowo. Staramy się też wychowywać studentów w duchu katolickim. Pomagamy
budować domy nowym rodzinom, które chcą pozostać tam jako żywe kamienie. Gdyż
Ziemia Święta jest pełna kamieni, sanktuariów, ale te „żywe” są o wiele
wartościowsze.

Chrześcijanie w Ziemi Świętej są mocno podzieleni na różne wyznania.
Tam chyba szczególnie widać potrzebę dialogu ekumenicznego?


Różnorodność Kościoła katolickiego w Ziemi Świętej już jest wielkim wkładem w
ekumenizm. Jest to pewien model. Na tamtym terenie mamy np. więcej katolików
obrządku wschodniego niż łacińskiego. Są malachici, ormianie, asyryjczycy,
koptowie… Jest to już jakiś model, jakaś droga do ekumenizmu. Pokazujemy
jedność chrześcijańską wewnątrz Kościoła katolickiego.
Jeśli chodzi o
sytuację pomiędzy różnymi wyznaniami chrześcijańskimi, to mogę zapewnić, że dziś
jest ona o wiele lepsza niż np. podczas mojej pierwszej pielgrzymki do Ziemi
Świętej w 1964 roku. Oczywiście, było to przed wojną z roku 1967. Ale pamiętam
tę wrogość pomiędzy chrześcijanami – i to jest wielka tragedia. Podczas Soboru
Watykańskiego II byłem w Rzymie jako dziennikarz i z tamtego doświadczenia wiem,
że dialog ekumeniczny bardzo pomaga w rozwiązywaniu problemów Ziemi Świętej.
Przynosi także obopólną korzyść – to dobry sposób na zrozumienie i jedność
wszystkich chrześcijan. Oczywiście, kiedy to nastąpi, nie wiadomo. Ale
dzisiejsze relacje są o wiele bardziej ludzkie, cieplejsze, bardziej przyjazne.
Te relacje muszą być wzorem także dla dialogu pomiędzy religiami.

Wielkie doświadczenie Waszej Eminencji w zakresie środków społecznego
przekazu nie pozwala mi nie zapytać również o kwestię mediów…


Byłem bezpośrednim następcą Polaka ks. kard. Andrzeja Deskura na stanowisku
przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu. Warto
zauważyć jednocześnie, że z kolei dwaj jego poprzednicy to, tak jak ja,
Amerykanie.

A więc Ameryka i Polska mogą czuć się dumne z wkładu w rozwój
komunikacji w Watykanie i w Kościele. Ostatnio Benedykt XVI zwraca często uwagę
na potrzebę ewangelizacji „cyfrowego kontynentu”, jak nazywa internet. Jak tego
dokonać?
– Kiedy pełniłem funkcję przewodniczącego Papieskiej Rady
ds. Środków Społecznego Przekazu, byłem odpowiedzialny za założenie oficjalnej
watykańskiej strony internetowej: www.vaticano.va. Natknąłem się wówczas na
mnóstwo problemów. Najpierw np. mówiono, że w adresie ma być końcówka „.it”, tak
jak w Italii. Ja im odpowiadam: my jesteśmy „it”, ale nie tylko… Później mówią
„.org”, a ja im odpowiadałem: Tak, ale my jesteśmy czymś więcej niż tylko
organizacją, to wszystko do nas nie pasuje. Ostatecznie więc zgodzili się na
naszą prośbę i jest „.va”. To było bardzo ważne, gdyż możemy kontrolować
autentyczność tego, co jest zamieszczane na naszej stronie internetowej.
Jednocześnie kontrola i autentyczność, jak również kreatywność i aktywność,
szczególnie w relacjach z młodymi, według mnie, muszą charakteryzować ludzi,
którzy chcą ewangelizować przez internet.

Pewna anonimowość, którą zapewnia internet, staje się pokusą dla
wielu, aby w niewybredny sposób atakować Kościół, Ojca Świętego. Dzieje się to
też w innych mediach. Jak na to wszystko reagować?
– Oczywiście
media szukają zawsze negatywnych wiadomości, sensacji. Dla nich „ciekawe” jest,
że człowiek pogryzł psa, a nie że pies pogryzł człowieka. My jesteśmy
odpowiedzialni za propagowanie pozytywnych, dobrych wiadomości. Wielu zamyka się
na „good news”, na ewangelizację, ale nasza kreatywność ma im pomóc to zmienić.
Z mojego wieloletniego doświadczenia w pracy jako dyrektora jednego z tygodników
diecezjalnych wynika, że ludzie bardziej interesują się człowiekiem niż
dokumentami. Oczywiście, musimy mieć jakiś kontakt z dokumentami, ale jeszcze
większy z ludźmi. Bardziej owocne jest podać za przykład do naśladowania osobę
żyjącą, znaną, niż poprzeć argument jedynie jakimś dokumentem. Właśnie ten styl
proponuje Kościół, wynosząc na ołtarze ludzi świętych. Jednocześnie w świecie
dzisiejszych mediów bardzo liczy się czas. Stąd też nie możemy czekać przez lata
na pokazanie jakiegoś przykładu. Zawsze trzeba mieć pod ręką jakiś wzór życia,
żeby dać nadzieję, wskazać na cnoty jako sposób rozwiązania konkretnej sytuacji
życiowej.

Co powinno charakteryzować księdza, który wchodzi np. na
Facebook?
– Moje prywatne i wieloletnie doświadczenie podpowiada,
żeby nie wchodzić w tę rzeczywistość. Miałem wiele zaproszeń, by uczestniczyć w
niej, ale się nie zdecydowałem. Używam e-maila.

Czyli przede wszystkim wielka ostrożność?
– I jeszcze
coś. W naszej modlitwie, medytacji, duszpasterskim zaangażowaniu trzeba być
pewnym, czy rzeczywiście to, czym się zajmuję np. w internecie, to ewangelizacja
czy autopromocja. Musimy być nie tylko ostrożni, ale i pokorni.

Niedawno w Rzymie na papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża odbyło
się spotkanie na temat: „Robić reklamę Mszy Świętej”. Co Ksiądz Kardynał myśli
na ten temat?
– Dlaczego nie? Pamiętam, że kiedyś w Ameryce poparłem
akcję skierowaną do młodzieży po hasłem: „Wracać do domu na święta”. Często
młodzi ludzie nie chcą spędzać świąt razem z rodzicami, z rodziną i tym samym
tracą przyzwyczajenie, żeby pójść do Kościoła, by świętować według tradycji.
Chcę tu podkreślić wymiar rodzinny spotkania w świątyni na Mszy Świętej.

Jak media pomagają w ewangelizacji? Jak powinna funkcjonować
komunikacja np. w diecezji?

– Byłem dyrektorem tygodnika
diecezjalnego i wiem, że taki sposób dotarcia do wiernych stwarza rodzinny
klimat. Niestety, media drukowane nie są teraz tak mocne, jak były kiedyś. Taka
publikacja diecezjalna na stole w katolickim domu zawsze daje poczucie, że
również i my jesteśmy częścią jednej wielkiej rodziny Kościoła. Oczywiście,
również radio diecezjalne, jako towarzysz dnia codziennego, jest dobrym sposobem
dotarcia do słuchacza z Ewangelią. Ale musimy być obecni zarówno w rozgłośniach
świeckich, jak i kościelnych.

Jakie jest zadanie rzecznika prasowego diecezji?
– Musi
być wierny i zawsze odpowiadać na pytania. Żadne nie może pozostać bez
odpowiedzi. Replika: „no comment” jest pocałunkiem śmierci. Albo się odpowie
szybko, albo bezpowrotnie straci okazję na podanie prawdy.

W tych dniach wspominamy kolejną rocznicę odejścia do Domu Ojca
czcigodnego Sługi Bożego Jana Pawła II. Jaką rolę, zdaniem Księdza Kardynała, w
zachowaniu wielkiego dziedzictwa, które nam pozostawił, mają
Polacy?
– On był bardzo dumny z wielkiej wiary Polaków. Największym
pomnikiem, jaki Polacy mogą postawić Janowi Pawłowi II, będzie zapewne
zachowywanie i praktykowanie wiary katolickiej. To jest wielki dar od Pana Boga.
Widzieliśmy tu, w Watykanie, że dla Niego wierząca Polska była ogromną siłą i
zapleczem do prowadzenia Kościoła powszechnego.

Jakie przesłanie chciałby Ksiądz Kardynał przekazać Polakom jako
wielki kanclerz Rycerzy Świętego Grobu Pańskiego i człowiek
mediów?

– Nie straćcie waszej miłości do wiary katolickiej. Wiara
katolicka przez wieki określiła ducha Polaków. Kiedy nie mieliście wolności
narodowej, mieliście wiarę. Jeżeli stracicie wiarę katolicką, zaprzepaścicie
waszą tożsamość jako Polacy.

Proszę jeszcze o błogosławieństwo dla naszych Czytelników,
pracowników, ale i dla wszystkich mediów katolickich w Polsce.

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj