Krytykują ustawę Pitery

Julia Pitera, pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją, nie może się
pochwalić znaczącymi sukcesami w swojej pracy, a wszystko wskazuje na to, że i
sztandarowe przedsięwzięcie pani minister – projekt ustawy Prawo antykorupcyjne,
jest legislacyjnym bublem.

Podczas posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego
dokument został skrytykowany przez samorządowców za zbyt restrykcyjne zapisy.
Wskazywali oni np. na bezsensowny obowiązek składania oświadczeń majątkowych
także przez urzędników, którzy nie mają uprawnień do wydawania żadnych decyzji
administracyjnych, a więc nie ma ryzyka, że ktoś będzie próbował ich korumpować.
Samorządowcy skarżyli się też, że Julia Pitera ignoruje ich wszystkie uwagi
zgłaszane do projektu. A jedna z propozycji poprawek mówi o ograniczeniu liczby
urzędników składających oświadczenia majątkowe przynajmniej o ponad połowę w
stosunku do projektu Pitery. Jeśli minister przeforsowałaby swoje pomysły, w
urzędach musiałyby także zostać rozbudowane służby kontroli wewnętrznej. Zdaniem
samorządowców, to drogie i bezsensowne rozwiązanie, tym bardziej że Julia Pitera
nie zajęła się problemem, w jaki sposób zmienić prawo, aby uniemożliwić
działania korupcyjne. Chodzi zwłaszcza o wyeliminowanie uznaniowości w
procedurach administracyjnych, bo to właśnie udzielenie urzędnikom zbyt
szerokiej władzy powoduje, że powstają warunki do zachowań korupcyjnych, gdy za
pieniądze lub inne „prezenty” można uzyskać potrzebną decyzję urzędu. Sprawa
projektu ma wrócić na kolejnym posiedzeniu komisji, bo do tej pory, mimo
kilkumiesięcznej dyskusji, prawo antykorupcyjne nie uzyskało akceptacji
samorządowców. I dopóki minister Julia Pitera nie zrezygnuje z forsowania
kontrowersyjnych zapisów, takiej zgody nie będzie.

KL

drukuj