Możemy znowu budować statki!
Z Krzysztofem Piotrowskim, prezesem zarządu Stoczni Szczecińskiej
Porty Holding SA, wcześniej wieloletnim szefem przedsiębiorstwa w różnych
okresach jego działalności, rozmawia Mariusz Bober
Stocznia Szczecińska ma szansę znowu produkować statki i przyjąć
zwolnionych pracowników?
– Na świecie nic takiego nie stało się, aby
Polska musiała likwidować swój przemysł okrętowy i zastępować tę branżę rozwojem
innych gałęzi, np. paliwowej (wydobycia ropy i gazu oraz transportu tych
surowców) czy elektronicznej. Także dziś możliwe jest wznowienie produkcji
statków. Przecież zarówno nasza stocznia, jak i stocznia w Gdyni upadły nie z
powodów ekonomicznych, tylko w wyniku decyzji politycznych. Takie stanowisko
zaprezentował podczas dyskusji na temat upadku polskich stoczni w Vigo
(Hiszpania) przedstawiciel Niemiec w Parlamencie Europejskim. W ten sposób
odpowiedział na postulat polskiej delegacji w sprawie dodatkowych środków
finansowych dla stoczniowców. Przedstawiciele Polski nie zareagowali na to.
Warto też podkreślić, że w naszym kraju decyzję o likwidacji stoczni podejmowali
ludzie nieznający się na produkcji okrętowej. Dlatego ta sprawa jest bardzo
dziwna i nie można jej traktować jako skutku np. niedostosowania firmy do
sytuacji na rynku.
Ale przecież sytuacja na rynku stoczniowym jest trudna. Według
niektórych ekspertów, praktycznie nie ma zamówień na nowe statki.
–
Obecna koniunktura w przewozach przypomina tę z 2005 r., a więc jest w nie
najgorszym stanie. Bessa, która „zaskoczyła” nas w 2008 r., nie była jakimś
nadzwyczajnym wydarzeniem. To oczywiste, że po siedmiu latach hossy kiedyś
koniunktura musi się skończyć. Ale nawet teraz stocznie w innych krajach nadal
funkcjonują, jakoś nie słychać o fali upadłości.
Jednak do przywrócenia funkcjonowania stoczni potrzeba układu
upadłościowego i co najmniej pół miliarda złotych zdeponowanych na koncie
syndyka.
– Stocznia Szczecińska Porta Holding SA (SSPHSA) w latach
1992-2002 zbudowała i sprzedała armatorom 160 jednostek na kwotę około 4 mld USD
i dała zatrudnienie 11 tys. pracowników – tylko w Szczecinie, a w Polsce co
najmniej 44 tys. kooperantów. Tylko jedna stocznia! Wznowienie działalności
wymagać będzie zgody wierzycieli na warunki zaproponowane przez Zarząd SSPHSA i
pieniędzy, których właścicielem jest Stocznia Szczecińska Porta Holding SA, a
syndyk jedynie je gromadzi.
Uczestniczył Pan w poniedziałek w manifestacji przed bramą
szczecińskiej stoczni. Zgadza się Pan z zarzutami związkowców, według których to
Sąd Rejonowy w Szczecinie blokuje rozpoczęcie postępowania układowego z
wierzycielami stoczni?
– Pretensje do sądu mają związkowcy i
Stowarzyszenie Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego. Mnie interesuje przede
wszystkim to, dlaczego sąd przez wiele miesięcy zastanawia się nad podjęciem
decyzji w sprawie wszczęcia postępowania układowego, czyli prostej procedury,
nieobciążającej budżetu państwa. Tymczasem w 2002 r. ogłoszenie upadłości firmy
(która miała szansę porozumieć się z wierzycielami) zajęło sądowi kilka godzin.
Mam wrażenie, że sądom i innym instytucjom w Polsce zależy na tym, by
doprowadzić stocznię do ruiny. A przecież w ciągu ostatnich 10 lat zainwestowano
w nią ponad 200 mln USD. Czy jesteśmy już na tyle bogaci, by taki majątek, który
może przynosić wszystkim korzyści, zrównać z ziemią? Przecież takie decyzje będą
miały skutki na dziesięciolecia!
Co stałoby się z zobowiązaniami stoczni wobec
wierzycieli?
– Gdyby w sądzie zostało wszczęte postępowanie
układowe, wierzyciele mogliby uzgodnić jakąś ugodę z upadłą stocznią. Sytuacja
jest trudna, dlatego postulowalibyśmy 100-procentową redukcję wierzytelności.
Nie widzę innej możliwości. Stoimy przed wyborem: albo wszyscy wierzyciele
otrzymają pieniądze zdeponowane na koncie syndyka, a wówczas każdy dostanie po
przysłowiowej złotówce i stocznia zostanie całkowicie zlikwidowana, albo
zrezygnujemy z tych środków, uruchomimy stocznię, a wówczas mamy szansę
zaistnieć znowu na rynku.
Kto poniósłby największy ciężar tzw. redukcji
wierzytelności?
– Zakłady Hipolit Cegielski Poznań SA, której
Stocznia Szczecińska Porta Holding SA była winna ponad 100 mln złotych. Ale HCP
również bardziej zależy na wznowieniu produkcji w Stoczni Szczecińskiej niż na
jej upadku. Bo przecież przedsiębiorstwo to zajmuje się przede wszystkim
produkcją silników okrętowych, które zamawiałaby właśnie stocznia, gdyby
wznowiła produkcję.
Także inni wierzyciele byliby skłonni na całkowitą
redukcję długów?
– Przemysł okrętowy czeka na nowe zamówienia, jeżeli ich nie
będzie, cała branża zginie. Stracimy ludzi, ich wiedzę i umiejętności, a więc te
atrybuty, które stanowią o sile przedsiębiorstw XXI wieku – opartych na
wiedzy.
Wierzy Pan, że w obecnej sytuacji gospodarczej Porta Holding SA
będzie w stanie zdobyć kontrakty na budowę statków, wywiązać się z nich w
terminie i dać pracę zwolnionym stoczniowcom?
– Rzeczywiście, nie ma
tylu zamówień, co w okresie hossy zakończonej w 2008 r., ale bylibyśmy w stanie
funkcjonować także obecnie. Przecież możemy produkować np. statki
specjalistyczne. W sytuacji obecnego kryzysu stoczniowcy np. w Hiszpanii
otrzymują trochę niższe wynagrodzenia niż wcześniej w okresie koniunktury, tzn.
ok. 1800 euro (ok. 7,2 tys. zł, tymczasem stoczniowcy w Polsce zarabiają nawet
mniej niż połowę tej sumy), ale można za to przecież przetrwać bessę. Przez 11
lat, począwszy od 1991 r., zbudowaliśmy nie tylko 160 statków, ale jednocześnie
rozwinęliśmy inne formy działalności, tworząc holding. Przy czym należy dodać,
że nie otrzymaliśmy w tym czasie nawet złotówki zarówno od państwa, jak i od
Unii Europejskiej. Dlatego nie zgadzam się z opiniami przekazywanymi przez
dziennikarzy, że z przemysłem okrętowym zawsze były problemy i budżet państwa do
nich dopłacał.
Ale przecież to sprawa pomocy publicznej, która – zdaniem Komisji
Europejskiej – naruszyła zasady unijnego rynku, była formalnym powodem decyzji o
zamknięciu stoczni.
– Upadek stoczni zafundował nam polski rząd i
jego ministrowie, którzy zarządzali przemysłem okrętowym w latach 2002-2010.
Wśród dokumentów przesyłanych do Unii Europejskiej, szczególnie w ostatnim
okresie, były materiały, które świadczą o tym, że w roku 2001 Stocznia
Szczecińska Porta Holding SA była 100-procentową własnością Skarbu Państwa.
Po reaktywacji stocznia w Szczecinie będzie miała także szansę na
rozwój nawet w sytuacji światowego kryzysu?
– Obecnie najważniejszą
siłą jest myśl ludzka. XXI wiek i wszystkie następne będą oparte na wiedzy.
Stocznia Szczecińska Porta Holding SA miała duże doświadczenie w budowie statków
i wyszkoloną kadrę. Ale teraz biuro konstrukcyjne zostało zlikwidowane,
inżynierowie zwolnieni, wielu z nich znalazło pracę za granicą. Otrzymuję jednak
sygnały, że chętnie wróciliby do Polski, gdyby stworzono im warunki do pracy.
Szansę na to daje odtworzenie biura konstrukcyjnego i postawienie na nogi Porty
Holding SA, w skład której wchodziła nie tylko stocznia, ale też inne zakłady,
które dotychczas pomagały stoczni utrzymać stabilność finansową.
Ilu pracowników mogłoby znaleźć zatrudnienie w reaktywowanej
stoczni?
– To zależy od wielkości zamówień. Dlatego trudno dziś
dokładnie to ocenić. W 1992 r. stocznia w Szczecinie zatrudniała 4 tys. ludzi, a
pod koniec minionego tysiąclecia zwiększyliśmy zatrudnienie do 11 tysięcy!
Reprezentowana przez Pana firma złożyła Skarbowi Państwa ofertę kupna
majątku stoczni. Sprzedaż części jej majątku w ubiegłorocznych przetargach nie
utrudnia wznowienia działalności?
– Porta Holding złożyła taką
propozycję, choć jesteśmy w sytuacji, jakbyśmy kupowali swoją własność od
pasera. Przykro to powiedzieć o własnym państwie, ale taka jest prawda. Bowiem
majątek Stoczni Szczecińskiej został przejęty przez Skarb Państwa niezgodnie z
prawem. Zanim Komisja Europejska podjęła decyzję przesądzającą o likwidacji
Stoczni Szczecińskiej, otrzymała fałszywe informacje od polskich urzędników, że
np. w 2001 r. należała ona do państwa. Tymczasem wtedy byłem jeszcze prezesem
stoczni i mogę zapewnić, że była to wówczas spółka prywatna. Co prawda Skarb
Państwa miał niecałe 10 proc. akcji na okaziciela, ale później okazało się, że
„zgubił” je. Mimo to urzędnicy rządowi na nasze pytania w tej sprawie wysyłali
wymijające odpowiedzi.
Kierowany przez Pana holding podobno chce skierować sprawę do
sądu?
– Rozważamy taką możliwość.
Dziękuję za rozmowę.
