Nie każdy pedofil to chory psychicznie

Sześć i pół miliona złotych – tyle Ministerstwo Zdrowia zamierza
wydać na przystosowanie ośrodków ambulatoryjnych oraz zakładów zamkniętych
prowadzących terapię farmakologiczną osób skazanych za czyny pedofilskie.
Narodowy Fundusz Zdrowia jest gotowy pokryć koszty związane bezpośrednio z
leczeniem pedofilów, podciągając to pod zaburzenia psychiczne. Tymczasem
psychiatrzy podnoszą, że osoby dopuszczające się wykroczeń na tle seksualnym nie
zawsze są chore psychicznie.

Ministerstwo Zdrowia już rozpisało konkurs na wybór jednostek, które zajęłyby
się leczeniem osób z zaburzeniami seksualnymi. Resort nie chce ujawnić, ile
jednostek do niego przystąpiło. Zdradza tylko, że wśród oferentów jest kilka
ośrodków psychiatrycznych.
W tworzonych placówkach można będzie prowadzić
obserwacje w celu ustalenia zaburzeń seksualnych np. osób skazanych za
pedofilię. Ministerstwo Zdrowia zapłaci za przystosowanie podobnych jednostek do
przyjęcia na terapię takich osób. Resort wyłoży na to aż 6,5 mln zł, m.in. na
dostosowanie infrastruktury danego szpitala czy przychodni, a więc wprowadzenie
w ośrodkach szeregu zabezpieczeń, takich jak monitoring telewizyjny, urządzenia
sygnalizujące niekontrolowane otwarcie drzwi i okien oraz urządzenia
uniemożliwiające samowolne opuszczenie zakładu.
Konieczność farmakologicznego
leczenia osób z zaburzeniami seksualnymi wynika z podpisania przez prezydenta RP
Lecha Kaczyńskiego w listopadzie ubiegłego roku nowelizacji kodeksu karnego i
karnego wykonawczego.
Z propozycją terapii farmakologicznej pedofilów
wystąpiło Ministerstwo Sprawiedliwości. Zgodnie z wprowadzonymi zmianami, o
potrzebie leczenia pedofila ma decydować sąd na sześć miesięcy przed
przewidywanym warunkowym zwolnieniem lub przed wykonaniem kary. W przypadku
gwałtu na osobie poniżej 15. roku życia lub osobie najbliższej sąd ma orzekać o
umieszczeniu sprawcy w zakładzie zamkniętym. W innych przypadkach sprawcy będą
mogli zostać skierowani na leczenie ambulatoryjne do ośrodka prowadzącego
terapię farmakologiczną i psychoterapię w celu obniżenia popędu seksualnego.
Przed orzeczeniem takiego środka sąd będzie musiał wysłuchać lekarzy
psychiatrów, lekarza seksuologa i psychologa, którzy wskażą właściwy sposób
terapii dla konkretnej osoby. Będzie to dotyczyło osób niepozbawionych i
pozbawionych wolności, z wyjątkiem niebezpiecznych przestępców.
Funkcję
jednostki koordynującej terapię pedofilów ma pełnić Regionalny Ośrodek
Psychiatrii Sądowej w Gostyninie-Zalesiu (woj. mazowieckie). Jak zapewnia
Ministerstwo Zdrowia, które jest jego organem założycielskim, jednostka ta
dysponuje odpowiednim wyposażeniem technicznym i zasobami kadrowymi
zapewniającymi należyte, bezpieczne wykonywanie obserwacji sprawców czynów
sprzecznych z wolnością seksualną. Stroną finansową zajmie się Ministerstwo
Sprawiedliwości. Nie sposób się jednak dowiedzieć, jakie środki resort na ten
cel przeznaczy. Informacji tej nie udziela też sama placówka. – Nie znam
bliższych danych – ucina dyrektor Agnieszka Lewandowska.
Ile dokładnie osób
ma być objętych leczeniem? Piotr Olechno, rzecznik prasowy MZ, stwierdza, że
liczba osób oskarżonych o pedofilię ciągle się zmienia, stąd – dysponujący
skądinąd zapleczem statystycznym – resort nie potrafi tego oszacować. Wiadomo
natomiast, kto poniesie koszty leczenia. Będzie to Narodowy Fundusz Zdrowia. Jak
zapewnił Andrzej Troszyński z biura prasowego Funduszu, NFZ będzie opłacał
terapie osób z zaburzeniami seksualnymi w ramach świadczeń zawieranych z
ośrodkami psychiatrycznymi. Czy jednak nieprawidłowości na tle seksualnym można
zaliczyć do zaburzeń psychicznych? NFZ uważa, że tak. – Każda taka osoba ma
prawo pójść do psychologa czy seksuologa. Jest to niewątpliwie jakaś dysfunkcja
na tle psychicznym – mówi Troszyński.
Sceptyczni są lekarze psychiatrzy.

Pod warunkiem, że w kontrakcie otrzymamy za to pieniądze ekstra – odpowiada dr
Wiesław Rutkiewicz, dyrektor ds. lecznictwa Szpitala Psychiatrycznego im. dr.
Stanisława Deresza w Choroszczy. NFZ milczy na ten temat.
Zdaniem lekarzy
psychiatrów, obniżenie popędu seksualnego przy wykorzystaniu środków
farmakologicznych nie jest stuprocentowo skuteczną metodą na zupełne wyleczenie
tych ludzi. – To jest tak jak z nadciśnieniem: póki się leczy, jest dobrze –
mówi Rutkiewicz. – Należy tu zaznaczyć, że osoby dopuszczające się wykroczeń na
tle seksualnym nie zawsze są chore psychicznie – dodaje.
W opinii medyków,
sens ma jedynie kompleksowa terapia, która nauczy pedofila kontroli nad swymi
zachowaniami. Leczenie trwa bardzo długo, czasem nawet dwadzieścia lat. Jednak
nierzadko najskuteczniejsze terapie nie są w stanie całkowicie zahamować
pedofilskich popędów: znaczna część „wyleczonych” osób ma nawroty choroby.
Dlatego konieczne jest stałe monitorowanie osób, które dopuściły się przestępstw
na tle seksualnym.

Anna Ambroziak

drukuj