Debata czy komedia?
Organizacja i przebieg niedzielnej debaty Komorowski – Sikorski
wskazują na faktyczne rozpoczęcie przez Platformę Obywatelską kampanii przed
wyborami prezydenckimi.
Widać, że partia ta jest mocno zdeterminowana do walki politycznej i że
chodzi jej nie tylko o urząd prezydencki. Celem jest zmonopolizowanie sceny
politycznej w Polsce, co może stanowić istotne zagrożenie dla demokracji i
autentycznego pluralizmu społecznego oraz politycznego. Z uwagi na to, że stawka
jest wysoka i że po ostatnich aferach notowania PO zaczęły spadać, kierownictwo
tej radykalnie pragmatycznej i bezideowej formacji wymyśliło sposób, żeby
zwrócić na siebie uwagę i za sprawą debaty telewizyjnej poprawić medialny
wizerunek. Dla tej partii są to kwestie fundamentalne, gdyż przy całej
nieudolności rządzenia i podatności na zewnętrzne sterowanie jej dalszy byt
polityczny zależy od doboru i stosowania różnych sztuczek socjotechnicznych.
Sztuczki socjotechniczne
Data, dzień i miejsce niedzielnej debaty nie były przypadkowe. Chodziło o to,
żeby radosny nastrój, który zwykle towarzyszy ludziom wiosną, wykorzystać choć w
części do zyskania społecznej sympatii dla kandydatów Platformy, a za ich
pośrednictwem dla całej PO; spotkanie odbyło się w niedzielę, żeby nie umknęło,
by zapadło w pamięć potencjalnym wyborcom. Zorganizowano je w Bibliotece
Uniwersytetu Warszawskiego, aby zjednać przychylność inteligencji, a sobie dodać
powagi. Z tą tylko różnicą, że Sikorski bardziej przemawiał i apelował do
młodzieży akademickiej, jego kolega natomiast starał się pozyskać względy osób w
średnim i starszym wieku. Można było zatem odnieść wrażenie, że obaj kandydaci
na kandydata chcieli zwrócić uwagę widzów nie tyle na siebie, ile na swoje
ugrupowanie. Nie dziwi zatem fakt, że owi politycy abstrahowali od palących
problemów społecznych i gospodarczych. Zaproponowano przejście ze „świata cudów”
do „świata marzeń”. Niewielka to odmiana, zważywszy, że oba te światy są tworem
demagogicznej wyobraźni, a zatem tworzą iluzję rzeczywistości. Główni aktorzy
„przedstawienia” ujawnili swoje prawdziwe poglądy w momencie, kiedy opowiedzieli
się za metodą in vitro. Jako przedstawiciele tzw. nowej prawicy mogą
„wielkodusznie” opowiadać się za tą metodą i być za „Testamentem Życia” (B.
Komorowski).
Podobieństwo kandydatów
Jeśli ktoś oczekiwał od tych polityków, że wystąpią z konkurencyjnymi
modelami prezydentury, to mógł się poczuć zawiedziony, gdyż skupili oni uwagę
przede wszystkim na subtelnej, a zarazem kłamliwej i uszczypliwej krytyce
obecnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przedstawiając prezydenta w sposób
karykaturalny, chcieli wywołać wrażenie, że tylko oni mogą przywrócić temu
urzędowi należną powagę. Z tym tylko, że zapomnieli, iż podstawą tej powagi nie
może być mniej lub bardziej „poważny” wygląd, ale zgodność mowy i działania z
rzeczywistością. A jej brak ujawnił się właśnie u obu kandydatów na kandydata, i
to nie tylko wtedy, gdy próbowali ośmieszyć i zdeprecjonować osobę urzędującego
prezydenta. Ten brak powagi merytorycznej wiązał się bądź z marzeniami o Polsce
i Europie, bądź z myśleniem życzeniowym. Niewiarygodnie (i przez to niepoważnie)
wybrzmiała deklamacja Sikorskiego, że on jako prezydent „zmusi Europę do
przyjrzenia się Polsce”. Swoją drogą ciekawe po co. Po to, żeby „pokazać światu
naszą energię, naszą determinację, naszą moc”. Sprawującym aktualnie władzę
zabrakło jednak determinacji w obronie naszego przemysłu stoczniowego; jako
rządzący są zamknięci na nowe i oddolne propozycje rewitalizacji np. Stoczni
Szczecińskiej. Odsłonili swą niemoc w budowie tzw. gazociągu północnego,
niemrawo reagują na przejawy dyskryminacji naszej mniejszości na Białorusi
itd… Przytoczmy jeszcze kolejną „złotą” sentencję Sikorskiego: „Moja
prezydentura pokaże światu naszą odwagę”. Problem w tym, że najpierw trzeba ją
mieć, a kiedy już się ją ma, to nie należy afiszować się z nią, mówiąc:
„patrzcie, jacy jesteśmy odważni”, ale roztropnie stosować ją w życiu, i to nie
tylko prywatnym, ale także w polityce krajowej i międzynarodowej. Na pewno
trzeba niemałej odwagi, żeby oprzeć się partykularyzmom wewnętrznym i
zewnętrznym. Wiele wskazuje na to, że PO pod tym względem poważnie niedomaga,
dotyczy to także „bohaterów” niedzielnej debaty, która de facto miała charakter
nudnej prezentacji.
Polityka to nie komedia
Kandydaci na kandydata zasugerowali nie tyle swoim kolegom z partii, ile
elektoratowi, że oto w Platformie są ludzie śmiali i ambitni- Sikorski, oraz
zacni i zachowawczy – Komorowski. I wybór powinien się dokonać pomiędzy nimi.
Oczywiście, uczyniono to w taki sposób, jakby nie było innej możliwości. W
związku z tym można tu mówić o celowym zniechęcaniu społeczeństwa do demokracji
i do autentycznego pluralizmu politycznego poprzez ośmieszanie i podważanie
wiarygodności oraz kompetencji polityków należących do innych formacji
politycznych. Tak jakby naprawdę liczyły się tylko formacje polityczne
koncesjonowane przez gremia międzynarodowe. Jeśli rzeczywiście tak jest, to ta
sytuacja wcale nie jest zabawna. Niech zatem politycy przestaną odgrywać
komedie, „czarować”, a lepiej zajmą się rozwiązywaniem realnych problemów. By
jednak tak się stało, trzeba najpierw chcieć je
dostrzec.
Dr Witold Landowski
Autor jest politologiem, wykładowcą z WSKSiM w
Toruniu.
