Dziurka w (żelaznej) kurtynie
Anegdotki często lepiej objaśniają różne – również polityczne –
zawiłości niż pretensjonalne i nudne wypociny pozbawionych pisarskiego talentu
utytułowanych propagandziarzy zwanych politologami. Pewnie dlatego Stalin tak
nie lubił „aniegdotczyków” i chętnie posyłał ich do budowania Kanału
Białomorskiego i innych strojek socjalizmu. Weźmy na przykład taką anegdotkę o
mężu, który wróciwszy wcześniej do domu, zastał żonę w sytuacji wskazującej na
zdradę małżeńską. W poszukiwaniu sprawcy energicznie otwiera drzwi do
poszczególnych pokoi, z mściwą satysfakcją oznajmiając żonie, że „tu go nie
ma!”. Wreszcie otwiera szafę, a tam widzi sprawcę cudzołóstwa, gołego, ale – z
pistoletem w ręku. „I tu go nie ma!” – woła przestraszony, zatrzaskując drzwi
szafy. Czyż to nie metafora polskiej publicystyki politycznej?
Właśnie Piotr Skwieciński podzielił się spostrzeżeniem, że być może
istnieje jakiś ośrodek koordynujący aferę hazardową. Na taką możliwość wskazują,
jego zdaniem, zeznania świadków, wykazujące znamiona koordynacji. Dodałbym, że
nie tylko zeznania świadków. Na istnienie koordynatora wskazują również pytania
zadawane świadkom przez posłów PO. Oczywiście w takich sprawach jesteśmy skazani
na domysły, ale skoro już tak jest, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się
śmiało! Ja na przykład domyślam się, że tym koordynatorem jest stara, poczciwa
razwiedka, której dobrego imienia właśnie zamierza bronić generał Marek
Dukaczewski na czele stowarzyszenia SOWA. Ponieważ premier Tusk, w ramach
ekspiacji za wcześniejsze próby podskakiwania, stworzył pozory legalności dla
monopolu razwiedki w branży hazardowej, to jest rzeczą oczywistą, że już nie
życzy ona sobie na ten temat żadnych hałasów i mężowie stanu dostali rozkaz,
żeby sprawę albo wyciszyć, albo – na wypadek gdyby wyciszenie się nie powiodło –
rozmydlić ją w powodzi coraz bardziej nieprawdopodobnych wersji, których mnogość
wszystkich szybko zmęczy i zniechęci. W języku razwiedki nazywa się to
dezinformacją i właśnie mamy okazję, by przyjrzeć się tej metodzie w
działaniu.
W 1985 r. zdymisjonowany został generał Mirosław Milewski pod
pretekstem kierowania tzw. aferą „Żelazo” polegającą na utworzeniu w MSW band
zbrojnych, które za granicą miały dopuszczać się rabunkowych morderstw, a łupy,
w postaci złota i kosztowności, przywoziły do Polski. W 1985 r. za czasów Biura
Politycznego KC PZPR z udziałem gen. Jaruzelskiego i Kiszczaka prokuratura
sprawę umorzyła. I ciekawa rzecz – mimo „transformacji ustrojowej” oraz
„przywrócenia praworządności” żaden z prokuratorów generalnych – ministrów
sprawiedliwości, nie miał odwagi podważyć tamtej decyzji, podjąć śledztwa na
nowo choćby po to, by ustalić, kto wziął i gdzie schował fanty. Nie uczynił tego
ani Aleksander Bentkowski w rządzie premiera Tadeusza Mazowieckiego, ani Wiesław
Chrzanowski w rządzie premiera Krzysztofa Bieleckiego. Nie zrobili tego także
Zbigniew Dyka – minister sprawiedliwości w rządzie premiera Olszewskiego, ani
Jan Piątkowski – minister w rządzie Hanny Suchockiej, którzy nigdzie nie byli
zarejestrowani nawet „bez swojej wiedzy i zgody”, a śledztwa też nie podjęli. O
Włodzimierzu Cimoszewiczu – ministrze w rządzie premiera Pawlaka, ani Jerzym
Jaskierni – ministrze w rządzie Józefa Oleksego, nawet nie wspominam. Nie mówię
też o Leszku Kubickim – ministrze w rządzie premiera Cimoszewicza, ani Hannie
Suchockiej – ministrze w rządzie charyzmatycznego premiera Buzka, ale warto
zwrócić uwagę, że śledztwa w tej sprawie nie podjął również Lech Kaczyński – od
12 czerwca 2000 roku minister w rządzie premiera Buzka. A przecież przestępstwa
były związane z członkami Biura Politycznego KC – i nie powinny być
przedawnione. Widzimy, że zasada: my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie
naszych, była i jest respektowana.
Oczywiście bywają momenty szczególne, jak
np. wybory tubylczego prezydenta, którym nawet w tej dziedzinie towarzyszą
zawirowania, spowodowane ingerencją starszych i mądrzejszych. Właśnie Helsińska
Fundacja Praw Człowieka, kolaborująca z wiedeńską Agencją Praw Podstawowych, po
przeanalizowaniu dokumentów Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej odkryła, że
samoloty CIA z uwięzionymi talibami jednak lądowały w Polsce i to co najmniej
sześciokrotnie. Najwyraźniej Nasza Złota Pani Aniela dyskretnie pomaga swojemu
faworytowi w oczyszczeniu przedpola z faworytów CIA. Ministrowi Sikorskiemu czy
marszałkowi Komorowskiemu?
Stanisław Michalkiewicz
