Odświeżymy kadry na wybory

Z Grażyną Gęsicką, przewodniczącą Klubu Parlamentarnego Prawa i
Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Bober

To prawda, że będzie Pani twarzą kampanii PiS przed tegorocznymi
wyborami samorządowymi?

– Będę nią na tyle, na ile może być
przewodnicząca klubu parlamentarnego, który na pewno nie będzie w nią
bezpośrednio zaangażowany, bo nie może. Zwracają się do mnie parlamentarzyści,
którzy chcą kandydować na radnych, burmistrzów czy prezydentów miast. Ale nie
jest to kampania klubu parlamentarnego i jego przewodniczącej, tylko jego
poszczególnych członków.

W jaki sposób chce Pani wesprzeć działaczy Prawa i Sprawiedliwości w
samorządach?

– Popieram plany tych parlamentarzystów, którzy chcą
startować w wyborach samorządowych i mają realne szanse na wygraną. Klub
parlamentarny pomoże tym osobom. To ludzie zorientowani w polityce krajowej,
którzy wiedzą, jak stanowi się prawo, jak pracuje rząd, i te doświadczenia
przydadzą się im w działalności samorządowej. Ponadto, gdy ci parlamentarzyści
pójdą do samorządów, na ich miejsce przyjdą nowi ludzie z naszych list
wyborczych i przez następnych kilka miesięcy do przyszłorocznych wyborów
parlamentarnych zdobędą szlify w polityce krajowej, co również będzie korzystne
i dla nich, i dla nas.

Czyli chodzi o odświeżenie kadr?
– Myślę, że byłoby to
korzystne dla klubu.

Do samorządu chcą odejść znani politycy?
– Wśród
kandydatów pojawiają się znane nazwiska, jednak nie chcę ich ujawniać. Przyjdzie
czas, gdy sami ogłoszą decyzję o kandydowaniu.

Nie obawia się Pani osłabienia klubu w wyniku odejścia doświadczonych
polityków?
– Nie. Jestem pod tym względem optymistką. Po 2 latach
spędzonych w Sejmie czasem popadamy w rutynę, a doświadczenie samorządowe zawsze
przyda się posłom w ich dalszej karierze. Poza tym większość naszych kolegów
działała już w samorządach i należy przyznać, że wracają oni do tych czasów z
sentymentem. Oczywiście dla nowych posłów zorganizujemy szkolenia, które
przybliżą i ułatwią im pracę w Sejmie. Jednak ogólnie pozytywnie oceniam taką
wymianę kadr.

Ma Pani już konkretne plany, gdzie Pani pojedzie i kogo będzie
promowała w samorządach?
– Jeszcze nie mam takich planów. Będzie to
również element naszej polityki nagradzania posłów. Jedną z nagród byłoby
wspieranie przez znanych parlamentarzystów osób kandydujących w wyborach
samorządowych.

Jak Pani ocenia szanse kandydatów Prawa i Sprawiedliwości w tych
wyborach?
– Mamy większe poparcie we wschodniej Polsce oraz w
gminach i małych miastach niż w metropoliach. Dlatego będziemy starać się o
pozyskanie elektoratu w dużych miastach, co może być trudne, biorąc pod uwagę,
że w ostatnim czasie kilku prezydentów większych miast o profilu prawicowym
utraciło władzę.

Pani wybór na stanowisko szefowej klubu postrzegany jest jako krok do
zmiany wizerunku partii obliczony właśnie na podbicie jej notowań przed
zbliżającym się elekcyjnym maratonem: tegorocznymi wyborami samorządowymi i
prezydenckimi oraz parlamentarnymi – w przyszłym roku…
– Nie
rozumiem, dlaczego zmiany w kierownictwie Klubu Parlamentarnego Prawa i
Sprawiedliwości postrzegane są w sposób wizerunkowy. Mogę powiedzieć o tym, co
robię, jakie są moje plany i wizja funkcjonowania klubu…

Jaka w takim razie jest Pani wizja funkcjonowania klubu Prawa i
Sprawiedliwości w parlamencie?

– Na pewno należy zwiększyć
mobilizację m.in. z powodu zbliżających się wyborów, które będą wstępem do
przyszłorocznych – parlamentarnych, najważniejszych dla każdej partii.
Chciałabym, aby posłowie w większym stopniu, niż to było do tej pory, wiązali
realizację własnych ambicji i planów z wypełnianiem strategii partii.
Chciałabym, aby te dwie rzeczy łączyły się ze sobą.

Wcześniej tak nie było?
– Mam wrażenie, że trzeba położyć
na to mocniejszy nacisk. Potrzeba nam większego powiązania indywidualnych
ambicji i planów, nastawionych np. na reelekcję posła ze strategią zbiorową
partii lub klubu.

Czy strategie i plany, o których Pani mówi, dotyczą wyłącznie planów
partii, czy będzie Pani chciała prezentować więcej projektów istotnych także dla
kraju?
– Ważne jest, aby odpowiadać na istotne potrzeby, które
sygnalizują ludzie, a które często nie pojawiają się w debacie publicznej lub są
uważane za mało ważne. Tylko w obecnej kadencji Sejmu, gdy przewodniczącym
naszego klubu był jeszcze Przemysław Gosiewski, złożyliśmy ponad 150 projektów
ustaw. Większość z nich jest przechowywana w „zamrażarce” u marszałka
Komorowskiego albo została skopiowana przez PO i przedstawiona jako jej
projekty. To pokazuje, że czasami nie widać efektów prac klubu lub
poszczególnych posłów, i to wcale nie z ich winy. Dlatego teraz niekoniecznie
będziemy zgłaszać propozycje ustaw marszałkowi Sejmu, tylko zaczniemy je
prezentować publicznie. Mam nadzieję, że taki sposób rozwiązywania
najważniejszych problemów przyniesie pozytywne rezultaty – konkretne
pomysły.

I nie chodzi tu o zmianę wizerunku partii przed wyborami, jak
twierdzą media, a raczej o zmianę strategii?

– Nie rozumiem tych
spekulacji o zmianach wyłącznie wizerunkowych w Prawie i Sprawiedliwości.
Zastanawia mnie, dlaczego jest tak, że kiedy Donald Tusk ogłasza marny plan
konsolidacji finansów publicznych na lata 2010-2011, który zakłada
zaoszczędzenie tylko 7,5 mld zł, przy rocznym budżecie rzędu 300 mld zł i
rocznym deficycie w wysokości 52,2 mld zł, ten plan jest powszechnie cytowany, a
także komentowany. Tymczasem nasze propozycje na konferencjach prasowych –
chociażby dotyczące komputeryzacji kraju, finansowania jednostek samorządu
terytorialnego czy wreszcie budowy podwodnego Gazociągu Północnego [wezwanie
rządu Donalda Tuska, aby odwołał się od decyzji niemieckiego Urzędu Żeglugi i
Hydrografii, który zezwolił na budowę tego gazociągu powodującego m.in.
ograniczenie rozwoju portów w Świnoujściu i Szczecinie – red.] – są traktowane
przez media wyłącznie w kategoriach wizerunkowych. Takie „wizerunkowe” podejście
degraduje działania, które podejmuje Prawo i Sprawiedliwość.

Nie taki jest mój zamiar. Chciałbym, aby Pani zadeklarowała, czy
zamierza Pani zmienić także strategię i kierunek rozwoju partii. Niektórzy
uważają bowiem, że samo powołanie Pani na stanowisko szefa klubu Prawo i
Sprawiedliwość jest zapowiedzią bardziej konstruktywnego działania partii i
wyciszania konfliktów…
– To PO podporządkowuje swoje działania
względom wizerunkowym i notowaniom partii. Takie funkcjonowanie pod dyktando
sondaży stało się cechą charakterystyczną tego rządu. To, co robi Prawo i
Sprawiedliwość, jest naturalne i wynika z chęci rozwiązania problemów, z którymi
– jak widać – rząd sobie nie radzi. Działania PiS zmierzają do wyrażenia naszych
poglądów, programu wyborczego, a nie prezentacji wydumanego wizerunku. Nie
jestem osobą, która bierze udział w grach wizerunkowych. Jedynym wyjątkiem była
reklama Prawa i Sprawiedliwości, w której wystąpiłam jako „aniołek” prezesa
Jarosława Kaczyńskiego. Staram się robić to, co uważam za naprawdę
potrzebne.

Ale Pani i pozostali posłowie nie unikacie cenzurowania polityki
rządu. Zresztą, niektórzy komentatorzy uważają, że dotychczas PiS za mało nawet
prezentowało merytorycznych ocen działalności koalicji PO – PSL…


Konsekwentnie wypowiadamy się na różne tematy w wywiadach i na konferencjach
prasowych. Jesteśmy też aktywni w pracach komisji sejmowych. Czasami napotykamy
jednak na poważne przeszkody ze strony rządu. Na przykład, po zatwierdzeniu
przez rząd przedłużenia umowy między Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem
a Gazpromem na dostawy rosyjskiego gazu nie możemy się doczekać w Komisji Skarbu
Państwa na przekazanie informacji o instrukcjach, których polski rząd udzielił
negocjatorom tej umowy oraz na temat jej treści. Musimy toczyć o to ciężkie
boje, choć wydawałoby się, że w demokratycznym kraju, w którym parlament
nadzoruje prace rządu, nie powinno tak być. Niedawno w Komisji Spraw
Zagranicznych nasi posłowie dyskutowali też o tym, czy Polacy wejdą w skład
służb dyplomatycznych tworzonych pod kierownictwem nowej szefowej unijnej
dyplomacji Catherine Ashton.

Zamierza Pani, czy może inni posłowie PiS, przedstawić w najbliższym
czasie jakieś nowe propozycje ważne dla kraju?

– Niedawno
przedstawiliśmy nowy projekt Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz programu
informatyzacji Polski. Ten ostatni polega – w dużym uproszczeniu – na
finansowaniu z budżetu państwa zakupu sprzętu komputerowego. Nazwaliśmy to
programem „Komputer za drożdżówkę”, ponieważ tyle właśnie kosztowałaby osoby
kupujące sprzęt dzienna spłata udzielonej na ten cel pożyczki. W programie tym
zaproponowaliśmy też, aby gminy przeprowadziły układanie przewodów
światłowodowych potrzebnych do zapewnienia szybkich połączeń internetowych.
Wielokrotnie mówiłam też o zbyt niskim poziomie wykorzystania przez Polskę
środków z Unii Europejskiej. Według rządu, jesteśmy najlepsi pod tym względem w
Europie, tylko nie wiadomo, na czym opiera on takie przekonanie. Dane Komisji
Europejskiej tego nie potwierdzają. Ponadto, jeszcze w tym tygodniu
przedstawiliśmy nową koncepcję finansowania samorządu terytorialnego. Obecny
system z podatkiem „janosikowym” jest mało efektywny. Na utworzony w ten sposób
fundusz wyrównawczy dla województw płaci tylko jedno – mazowieckie. Trzeba
zmienić zasady.

Co Pani przygotowuje na marcowy kongres PiS? Podobno dzień później
rusza ofensywa partii przed maratonem wyborczym?

– Na kongres
przygotowuję wystąpienie na temat polityki rozwoju. Biorę również udział w
opracowywaniu koncepcji paneli kongresowych.

Jak skomentowałaby Pani ostatnie zarzuty Romana Giertycha
oskarżającego rząd PiS – którego Pani także była członkiem – o szukanie „haków”
na rywali politycznych, zwłaszcza wśród polityków PO?

– To kłamstwo!
Przez 15 miesięcy co tydzień uczestniczyłam wraz z ówczesnym ministrem edukacji
w posiedzeniach Rady Ministrów, siedząc obok Romana Giertycha. Nigdy nie mówił
on o żadnych naciskach, teczkach i dręczonych żonach innych polityków. Miał
jednak zwyczaj wtrącania – poza porządkiem obrad – różnych dodatkowych tematów
na posiedzeniach RM.

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj