Czego boi się policja

Szef sejmowej komisji śledczej Marek Biernacki wnioskuje, by
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji odtajniło dane policjantów,
którzy mieli zabezpieczać przekazanie okupu porywaczom Krzysztofa Olewnika. Jak
dowiedział się „Nasz Dziennik”, stosowny wniosek jest już w
resorcie.

Ujawnienie danych policjantów pozwoliłoby na przeprowadzenie konfrontacji
między policjantami a siostrą Krzysztofa, Danutą Olewnik-Cieplińską. Chociaż w
styczniu z wnioskiem o odtajnienie danych wystąpili prokuratorzy apelacyjni z
Gdańska, to ministerstwo odmówiło, tłumacząc to „dobrem policji”. Zbulwersowany
postawą resortu Włodzimierz Olewnik, ojciec Krzysztofa, wysłał list do premiera
Donalda Tuska, protestując przeciwko takim działaniom. O kłopotach z
konfrontacją mówiła podczas przesłuchania przed komisją Danuta
Olewnik-Cieplińska. Opowiedziała posłom swoją wersję zdarzeń, do których doszło
przy przekazywaniu okupu porywaczom w lipcu 2003 roku. Jednak wersja
przedstawiona przez policjantów jest zupełnie inna. Prokuratorzy z Gdańska na
wniosek rodziny chcieli skonfrontować obie strony, jednak MSWiA – ku zaskoczeniu
pokrzywdzonych, ich pełnomocników i posłów – w styczniu br. zdecydowanie
odmówiło. Zdziwienia nie ukrywają pełnomocnicy rodziny. – W odpowiedzi MSWiA
mówi, że oni nie odtajnią danych funkcjonariuszy, którzy twierdzą, że
zabezpieczali przekazanie okupu. A wersja przebiegu akcji Danuty Olewnik i tych
policjantów różni się całkowicie – mówi mecenas Bogdan Borkowski. – Mamy
pewność, że pani Danuta jechała z okupem, a nie mamy pewności, że ci
funkcjonariusze zabezpieczali jej przejazd. Dlatego zaistniała potrzeba
konfrontacji. Jednak MSWiA odmawia odtajnienia danych tych funkcjonariuszy dla
prokuratury, tłumacząc to dobrem policji – dodaje.
W czasie przesłuchania
Danuty Olewnik-Cieplińskiej komisja obiecała zająć się sprawą. – Przewodniczący
Marek Biernacki wystąpił oficjalnie w imieniu komisji do MSWiA, informując, że
komisja dowiedziała się, iż ministerstwo blokuje dostęp do informacji, o które z
wnioskiem wystąpiła prokuratura – informuje nas poseł Andrzej Dera,
wiceprzewodniczący komisji śledczej badającej prawidłowości działań organów
administracji rządowej w sprawie uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa
Olewnika.
Dlaczego MSWiA tak boi się konfrontacji? Jak mówi Dera, z materiału
dowodowego wynika, że w pierwszym etapie śledztwa policja niewiele robiła w celu
wykrycia rzeczywistych sprawców. – Z przesłuchań policji wiemy, że nie robili
rozpoznania w miejscowym światku przestępczym, a Danuta Olewnik powiedziała
wyraźnie, że wiedza na temat tego środowiska była oczywista. Już w szkole
wiedziała, z kim nie powinna się kontaktować. Policja nic nie zrobiła, żeby
wówczas to środowisko rozpracować – wyjaśnia poseł.
Nieoficjalnie wiadomo, że
w śledztwie pojawiają się przypuszczenia, że zleceniodawca porwania może
wywodzić się właśnie z kręgów policji. – Nie wykluczamy, że mogli to być
funkcjonariusze – mówi mecenas Borkowski. Rzecznik gdańskiej prokuratury
Krzysztof Trynka nie chce wypowiadać się na temat wątków prowadzonego
śledztwa.
Zdaniem posła Dery, pytanie, czy policja bezpośrednio uczestniczyła
w porwaniu, zlecając je, czy bezpośrednio biorąc w nim udział, jest trudne do
zweryfikowania. – Nie jesteśmy w stanie tego teraz zweryfikować. W materiałach
nie mamy takich przesłanek. Materiały wskazują na to, że policja mogła chronić
przestępców. Czy było coś więcej? W tej chwili nie wiemy – mówi Dera.
Przypomina, że policjanci lansowali tezę o samouprowadzeniu, nie mając do tego
podstaw.
W poniedziałek Włodzimierz Olewnik, ojciec zamordowanego Krzysztofa,
protestując wobec postawy MSWiA, skierował list do premiera Donalda Tuska. Jak
nas poinformował, stwierdza w nim, że decyzja MSWiA jest w jego przekonaniu
„nieuzasadniona i błędna, ale przede wszystkim w dalszym ciągu chroni
przestępców”. Skarży się, że mimo nagłośnienia sprawy i powołania komisji
śledczej wciąż podejmowane są działania i decyzje takie jak ta, które utrudniają
jej wyjaśnienie. Jest zdeterminowany i wyraża wolę całkowitego wyjaśnienia
sprawy. Jak poinformowano nas w KPRM, nie wiadomo, kiedy będzie reakcja premiera
Tuska na list.
Tymczasem „Rzeczpospolita” ujawniła wczoraj kolejne
nieprawidłowości, informując, że według ustaleń gdańskich śledczych próbowano
ukryć błędy popełnione w 2006 r. podczas badania DNA odnalezionego ciała
Krzysztofa Olewnika. Przeprowadziło je Laboratorium Kryminalistyczne Policji w
Olsztynie. Na początku grudnia 2009 r. gdańscy śledczy przesłuchali sześciu
pracowników laboratorium, w tym biegłego Bogdana Z. Według trójki z nich, po
wizycie śledczych odbyło się spotkanie z naczelnik laboratorium. „Kobieta miała
na nim poinstruować pracowników, by zeznawali, że badania wykonano zgodnie z
procedurą, choć tak w rzeczywistości nie było. Niektórzy z przesłuchanych
pracowników sugerowali, że czuli się zastraszeni. Co chciano ukryć? Między
innymi informacje o czasie naświetlania próbek kości, czasie trwania badań i o
wynikach, które podawały w wątpliwość, że odnaleziono ciało Olewnika”.
Według
„Rz”, prokuratorzy mogą postawić szefowej laboratorium Jolancie Ł.-B. zarzut
nakłaniania świadków do fałszywych zeznań, a Bogdan Z., ekspert, który wykonał
feralne badania, może usłyszeć zarzut niedopełnienia obowiązków. Od stycznia w
laboratorium trwa kontrola zlecona przez Komendę Główną Policji.

Paweł Tunia

drukuj