Naganne dla MEN
Marginalizacja oceny z zachowania przez rezygnację MEN z obowiązku
niepromowania ucznia lub nieukończenia przez niego szkoły po otrzymaniu trzeciej
z rzędu oceny nagannej ze sprawowania grozi wzrostem zachowań chuligańskich w
szkołach.
Ministerstwo Edukacji Narodowej rozważa zmianę rozporządzenia w sprawie
warunków oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów oraz przeprowadzania
sprawdzianów i egzaminów w szkołach publicznych. – Trwają konsultacje dotyczące
rezygnacji w rozporządzeniu z zapisu o obowiązku niepromowania ucznia lub
nieukończenia przez niego szkoły po otrzymaniu trzeciej z rzędu nagannej oceny z
zachowania na rzecz pozostawienia tej decyzji radzie pedagogicznej – podał
resort. Powodem zmian ma być nieskuteczność obecnego systemu – minister
Katarzyna Hall uważa, że nie ma on wpływu na zachowanie uczniów.
Jednak
złagodzenie restrykcji za poważne wykroczenia uczniów z pewnością zachowania nie
poprawi. W ocenie komentatorów, MEN powinno raczej zastanowić się nad
zaostrzeniem kar za chuligańskie wybryki.
Jak podkreśla dr Artur Górski z
sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, zadaniem szkoły jest nie tylko
uczyć, lecz także wychowywać. – Ocena z zachowania jest jedyną weryfikacją
efektów wychowawczych szkoły. Obniżenie jej rangi spowoduje, że znikną ostatnie
hamulce dla nagannych zachowań uczniów – mówi poseł PiS. I wskazuje, że tego
typu zmiany nie przełożą się na wzrost bezpieczeństwa w szkole. – Trzeba raczej
uściślić kryteria ocen z zachowania, a nie rezygnować z ich dyscyplinującego
charakteru – dodaje Górski.
Podobnie inicjatywy MEN ocenia Stefan Kubowicz,
szef oświatowego NSZZ „Solidarność”. – Tego typu pomysły już nas nie dziwią. To
ministerstwo nie dba ani o nauczycieli, ani o przekazywanie historii Polski, a
będzie dbało o jakąś ocenę z zachowania? – podkreśla. Zdaniem Kubowicza, nota ze
sprawowania jest ważną motywacją dla uczniów. – Otrzymanie negatywnej oceny z
zachowania powinno być przeszkodą w promocji ucznia, to oczywiste – dodaje.
Kubowicz za błędny uważa brak społecznej troski o skutki tego typu decyzji, a są
one zauważane dopiero wtedy, gdy w szkołach dochodzi do sytuacji nagannych lub
tragedii. Szef oświatowej „Solidarności” sądzi, że program „Zero tolerancji dla
przemocy w szkole” (firmowany niegdyś przez ministra Romana Giertycha) był
dobrym sposobem na walkę z patologiami w placówkach edukacyjnych. – Oczywiste
jest, że im więcej dajemy uczniom broni do ręki, tym gorzej, bo ta broń w pewnym
momencie wystrzeli – dodaje.
Marcin Austyn
