Bangladesz reglamentuje rodzicielstwo

Władze chcą wymóc na Banglijczykach, aby mieli nie więcej niż jedno dziecko. Kontrola urodzeń wprowadzana przez Bangladesz wzorem Chin ma obowiązywać od 2015 roku. Na początek do

programu depopulacyjnego będzie się można zgłaszać dobrowolnie.

„Nie więcej niż dwoje dzieci, a najlepiej jedno” – pod takim hasłem rząd Bangladeszu wprowadza politykę antynatalistyczną. W projekt zostanie zaangażowanych 21 ministerstw. Władze chciałyby

nakłonić do jego wsparcia również wszystkich przywódców religijnych w kraju.

Projektodawcy drakońskiego prawa kuszą coraz to nowymi obietnicami. Rodziny, które zdecydują się na politykę jednego dziecka, mają być adresatami specjalnych ulg i świadczeń. Będą miały

pierwszeństwo w przypadku załatwiania spraw urzędowych, w zapisach dziecka do szkoły czy podczas ubiegania się o różnego rodzaju dotacje finansowe i zasiłki. Według komentatorów, władze

wykorzystują plagę ubóstwa, by zyskać przychylność obywateli dla swoich pomysłów. Warto zaznaczyć, że Bangladesz to kraj o jednym z najwyższych na świecie wskaźników nie tylko biedy, ale i

analfabetyzmu.

Projekt od razu zyskał wsparcie organizacji i instytucji programowo zajmujących się wdrażaniem kontroli urodzin. Prezes Dyrektoriatu Planowania Rodziny Mohammad Abdul Qayyum powiedział w

rozmowie z chińską agencją informacyjną Xinhua, że pójście śladem chińskiej polityki jednego dziecka może w znacznym stopniu pomóc Bangladeszowi w sprawnym kształtowaniu polityki ludnościowej.

Jak podkreślił, rząd dołoży wszelkich starań, by pomysł ten został zrealizowany. Qayyum zaznaczył, że bardzo cenna dla Bangladeszu byłaby w tej sytuacji pomoc prekursora, czyli Chin. – Zależy nam na

rozwoju stosunków z chińskimi organami do spraw ludności, zwłaszcza w dziedzinie planowania szkoleń na temat wykorzystania nowoczesnych środków antykoncepcyjnych i innych spraw z tym

związanych – powiedział Qayyum, cytowany przez portal Bioedge.org.

Na razie nie wiadomo, czy Bangladesz będzie – tak jak Chiny – dyskryminował dziewczynki. Jak wiadomo, w Chinach wprowadzone zostały badania USG, na podstawie których stwierdza się płeć

dziecka. Jeśli to dziewczynka, lekarze zalecają rodzicom aborcję (stąd dysproporcja w liczbie kobiet i mężczyzn w Kraju Środka), możliwą nawet w trzecim trymestrze życia dziecka przed narodzeniem.

Wyjątkowo władze dopuszczają urodzenie drugiego dziecka w rodzinach rolników, jeżeli pierwsza urodziła się dziewczynka.

Wygląda na to, że Bangladesz nie chce widzieć konsekwencji tej nieludzkiej koncepcji. Z wywiadu, którego Qayyum udzielił gazecie „The Daily Star”, wynika, że rząd tego kraju będzie namawiał

kobiety do urodzenia tylko jednego dziecka, niezależnie od jego płci.

Liczący ponad 162 mln ludności (2008 r.) Bangladesz jest o ponad połowę mniejszy od Polski. Jest najgęściej zaludnionym krajem na świecie. Na jeden kilometr kwadratowy przypada tam ponad 1,1

tys. osób. Współczynnik dzietności wynosi tu około 2,7. Wysoki przyrost naturalny nie cieszy jednak rządzących. We własnych obywatelach widzą zagrożenie dla państwa.

Szef Dyrektoriatu Planowania Rodziny podkreśla, że „przeludnienie jest dużym obciążeniem dla państwa”. – Jeżeli nie uda się nam osiągnąć tego celu, by zmniejszyć obecną stopę urodzeń, to wkrótce

będzie trudno zaspokoić podstawowe potrzeby ludzi – utrzymuje.


Marta Ziarnik

Jan Maria Jackowski, autor wielu publikacji z zakresu praw rodziny i demografii:


Propozycje z Bangladeszu to kolejny przejaw neomaltuzjanizmu i upowszechniania fałszywego poglądu, że przyrost naturalny jest przeszkodą na drodze do rozwoju. Mając na względzie tzw. politykę

jednego dziecka w Chinach, widzimy, do czego ona prowadzi. Obecnie wiele milionów Chińczyków nie będzie w stanie znaleźć sobie żony, ponieważ w populacji, która wyrosła po wprowadzeniu bardzo

drastycznej kontroli urodzeń, doprowadzono – poprzez aborcję selektywną – do wymordowania wielu milionów dziewczynek. To jest zaledwie jeden z efektów działania chińskich władz. Na jego

przykładzie widzimy już jednak, że jest to droga donikąd. Jak wskazują doświadczenia innych krajów, mimo deklaracji władz Bangladeszu o dobrowolności tej polityki, oczywiste jest, że prędzej czy

później zostanie wprowadzone zmasowane i przymusowe zabijanie dzieci poczętych.

Tymczasem jedyną metodą rozwiązania problemów Bangladeszu byłby rozwój gospodarczy. Istnieją na świecie kraje, które mają porównywalną z Bangladeszem gęstość zaludnienia, a mimo to są

wysoce zaawansowane, jeśli idzie o rozwój gospodarczy. Na ich przykładzie widzimy, że zamiast antyludzkiej polityki depopulacyjnej lepiej jest wprowadzać programy, które będą ukierunkowane na

rozwój oraz będą zgodne z prawami człowieka.


not. MBZ
drukuj