Kto płaci, ten wymaga
Chodzi o internetowy portal NIEMCY-ONLINE.pl stworzony przez grupę naukowców współpracujących z Centrum Willy’ego Brandta. Jak przekonują twórcy portalu, ma on przekazywać podstawowe wiadomości na temat Niemiec, jest „niezależny politycznie i światopoglądowo”. Wśród artykułów znalazły się m.in. te dotyczące potrzeby stworzenia wspólnego polsko-niemieckiego podręcznika do nauki historii. Zdaniem krytyków portalu, byłaby to próba subiektywizacji historii w celu propagowania treści wygodnych dla Berlina.
Portal jest finansowany m.in. przez niemieckie fundacje, takie jak np. Fundacja im. Konrada Adenauera, Friedricha Eberta i Roberta Boscha, ulokowane przy konkretnych partiach politycznych.
Jak deklarują twórcy portalu, ma on na bieżąco informować o wydarzeniach w Niemczech „istotnych z polskiego punktu widzenia”. – Tworzymy portal, który ma najszersze i najbardziej profesjonalne informacje na temat Niemiec; odpowiednik warszawskiego Ośrodka Studiów Wschodnich – deklaruje Witold Raczyński z Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta na Uniwersytecie Wrocławskim. Staramy się informować o tym wszystkim, co dzieje się w życiu politycznym, kulturalnym i gospodarczym Niemiec. Jesteśmy niezależni politycznie i światopoglądowo – deklaruje Raczyński. Dodaje, że na portalu ma zostać rozbudowana specjalna zakładka „Edukacja”, przygotowywana wspólnie ze studentami kierunków germanistyki wrocławskich uczelni. Redaktor naczelny portalu Tomasz Sikora nie potrafił jednak sprecyzować, na jakich materiałach źródłowych te edukacyjne teksty mają się opierać. – Na rozlicznych, z jednej strony na bazie własnych doświadczeń, z drugiej strony – na podstawie… wszystkiego, co jest do dyspozycji – tłumaczy. Już teraz można tam znaleźć teksty, w których podkreśla się walory mającego powstać wspólnego podręcznika polsko-niemieckiego do nauki historii, który „należy do największych przedsięwzięć na polu naukowo-dydaktycznym w stosunkach polsko-niemieckich” i który ma być „symbolem autentycznego porozumienia między Polakami i Niemcami”.
– Idea wspólnego podręcznika jest niewykonalna. Jestem ciekaw, jak w takim podręczniku zostałaby przedstawiona kwestia ziomkostw niemieckich czy historia Górnego Śląska. Obawiam się, że taki podręcznik będzie prezentował stanowisko strony niemieckiej, że będzie to próba narzucenia niemieckiej wizji historii i gloryfikacji niemieckiej polityki „pokojowej”. Gdyby Niemcy chcieli pokazać prawdziwą historię relacji polsko-niemieckich, musieliby przedstawić drapieżny pazur swojej ekspansjonistycznej polityki wobec Polski, a na to się przecież nie zdecydują.
Ich pokora kończy się na posypaniu popiołem głów za holokaust. A co do owej niezależności światopoglądowej czy politycznej Centrum, to jest ona iluzoryczna. Przecież fundacje niemieckie, które wspierają Centrum finansowo, są usytuowane przy konkretnych partiach politycznych. Kto płaci, ten wymaga, a płacą Niemcy – konkluduje Artur Górski, poseł PiS.
Na portalu można też znaleźć m.in. teksty dotyczące wsparcia finansowego, jakie niemiecki rząd zadeklarował dla muzeum obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Koordynacją tego przedsięwzięcia ma się zająć Fundacja Auschwitz-Birkenau, której powstanie zatwierdził niedawno przewodniczący Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej Władysław Bartoszewski, członek Rady Fundacji. Znamienne jest, iż wśród jej członków znajduje się też m.in. – oprócz Henryka Fluga (Izrael), członka Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej – przedstawiciel Niemiec Jürgen Rüttgers, minister edukacji w rządzie Helmuta Kohla. Ponadto na portalu nie brak też artykułów poruszających temat niemieckich roszczeń „o odzyskanie rodzinnego majątku”, czego przykładem jest, zdaniem autorów, m.in. sprawa Agnes Trawny walczącej „o prawo do ojcowizny”.
Oczami krytyków
Zdaniem prof. Tadeusza Marczaka z Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, to przykład tego, jak aktywnie w Polsce kreowana jest niemiecka polityka. – Czy Niemcy nie będą mieli wpływu na ekspozycję muzeum obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, jeśli w radzie fundacji jest ważny figurant byłego rządu niemieckiego? Nie wiadomo, do czego to doprowadzi, gdyż Niemcy robią wszystko, by rozmyć kwestię obozów zagłady – przedstawiają je jako obozy koncentracyjne, a więc te o zmniejszonym rygorze. Poza tym jest jeszcze jedna kwestia – otóż, wiadome jest, że archiwum oświęcimskie zostało niegdyś wywiezione do Moskwy. Czy w ewentualnej manipulacji ekspozycją weźmie też udział Rosja? Przecież wiemy, że oba te kraje ze sobą współpracują, jeśli chodzi o kreowanie źródeł historycznych – dywaguje Marczak. – Oczywiście dla Niemców sprawa Trawny jest na rękę, tak jak wszystkie roszczenia wobec Polaków. Nie rozumiem jednak i tego, dlaczego honoruje się teraz Bartoszewskiego, który przecież zaniedbał sprawy odszkodowań wojennych dla Polski i nie zabrał w ogóle głosu w kwestii państwa Moskalików i Głowackich – mówi Marczak.
Według prof. Mieczysława Ryby, członka Kolegium IPN, wykładowcy w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, wszystko to zmierza w kierunku subiektywizowania historii. Przykładem jest też reklama na portalu niemieckich filmów traktujących o ogromie zniszczeń w powojennym Berlinie, który określa się tu jako „jedną z ofiar reżimu III Rzeszy”.
– Warszawa również była zniszczona, wymordowano bestialsko jej mieszkańców. Jest tendencja, by osłabić odpowiedzialność Niemiec za zbrodnie II wojny światowej. Świadczy o tym chociażby pomysł, by napisać wspólny podręcznik do historii, która nie była wspólna! Skądinąd domyślam się, że w takiej książce problem wojny potraktuje się bardzo ogólnikowo. Wszelkie tego typu inicjatywy dają możliwość złagodzenia wizerunku Niemiec. A to przecież Naród Polski był jednym z najbardziej pokrzywdzonych przez wojnę, skazany na kompletną zagładę – mówi Ryba.
Portal internetowy NIEMCY-ONLINE.pl działa niekomercyjnie. Centrum Willy’ego Brandta finansuje jedynie koszty związane z utrzymaniem serwera oraz wynagrodzenie redaktora naczelnego. Jak zapewnia Sikora, portal został uznany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Nie udało się nam jednak uzyskać w resorcie żadnych szczegółowych informacji na ten temat.
Anna Ambroziak
