Polski karp na Wyspach
Za kilka dni ruszy sprzedaż wigilijnych karpi, ale nasze ryby trafią nie tylko na polskie stoły. Część z nich udało się wyeksportować, m.in. do Wielkiej Brytanii i Irlandii. To w dużej mierze skutek tego, że jest tam liczna kolonia Polaków, którzy nie wyobrażają sobie Wigilii bez karpia, najlepiej pochodzącego z polskich hodowli.
Karpie ostatnie dni przed świętami spędzają w basenach-magazynach, skąd trafiają do ubojni, hurtowni i sklepów. Część ryb jest sprzedawana po uboju, gdy są już oczyszczone z łusek i wnętrzności, wystarczy wtedy tylko je przyrządzić. Ale wiele gospodyń nadal woli kupować żywe ryby, które dopiero w domu są przygotowywane na wieczerzę wigilijną. Taką sprzedaż prowadzą nie tylko handlowcy na targowiskach i w małych sklepach, ale również w supermarketach.
Produkcja karpia w całym kraju jest dość stabilna i wynosi 18-20 tys. ton rocznie. W tym roku ma być podobnie. W jednym z największych gospodarstw rybackich w Starzawie k. Przemyśla odłowiono 500 ton karpia. W ocenie rybaków, ceny tej typowo świątecznej ryby w porównaniu z ubiegłym rokiem nie powinny wzrosnąć, ale będą one różne w zależności od regionu i sklepu. Jednak nie w powinno to być więcej niż 15-18 zł za kilogram. – Gospodarstwa rybackie są hodowcami ryb, a w mniejszym stopniu handlowcami. W naszym przypadku sprzedaż prowadzona jest wyłącznie na terenie gospodarstwa, a znakomitą większość ryb sprzedajemy hurtowo. Tym samym nie mamy wpływu na cenę finalną karpi – wyjaśnia Tadeusz Róg, prezes gospodarstwa w Starzawie. Tutaj karp jest sprzedawany po 12 złotych za kilogram.
W tym roku karpie ze Starzawy trafią też za granicę, m.in. do Wielkiej Brytanii czy Irlandii. – Firmy handlowe wyszły naprzeciw potrzebom i nasze karpie, może nie w żywej postaci, ale jako produkt zamrożony, np. dzwonka czy nawet całe tusze, trafią do zagranicznych sieci handlowych zaopatrujących naszych rodaków. Wszystko po to, by mogli oni przeżyć Wigilię zgodnie z polską tradycją – dodaje prezes Tadeusz Róg.
Także karpie z innych gospodarstw trafią do Polaków mieszkających za granicą. Niektóre sieci handlowe część zamówionych ryb kierują do swoich sklepów w Niemczech czy na Wyspach Brytyjskich, tam gdzie są duże skupiska Polaków. Bo w innych krajach karp nie jest rybą pożądaną przez konsumentów, więc nie prowadzi się jego hodowli. Źródłem dostaw jest Polska i kilka innych krajów z naszej części Europy, np. Czechy.
Okazuje się też, że coraz więcej Polaków stawia na wigilijnym stole nie tylko smażonego karpia. Coraz większą popularnością cieszą się także inne ryby słodkowodne, jak: szczupak, sum, sandacz, lin, amur, tołpyga. Rybaków może to tylko cieszyć, bo jest szansa, że zaczniemy jeść więcej ryb, co wpłynie na wzrost hodowli.
Mariusz Kamieniecki
