Steinbach atakuje Westerwellego

Po decyzji Związku Wypędzonych (BdV) o czasowym wstrzymaniu się od oficjalnej nominacji Eriki Steinbach do rady Fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie” szefowa związku ostro atakuje wicekanclerza i ministra spraw zagranicznych Guido Westerwellego, który zablokował jej kandydaturę.

Erika Steinbach zarzuciła szefowi niemieckiej dyplomacji, że kosztem jej osoby i wszystkich „wypędzonych” Niemców poprawia swój polityczny wizerunek. – Minister spraw zagranicznych bardzo szybko i całkowicie niepotrzebnie, bez najmniejszej presji z Polski przyjął fałszywe stanowisko w tej sprawie – powiedziała Steinbach, dodając, że w tej chwili piłeczka jest po stronie niemieckiego rządu, który musi zdecydować, „jak wygląda w tym kraju prawo do wolności”. Szefowa BdV uznała, że dyskusja na temat objęcia przez członka związku stanowiska w radzie fundacji musi zostać przesunięta z mediów do rządu. – To będzie rzeczywisty test na demokrację w naszym kraju – dodała. Związek Wypędzonych wciąż jasno i wyraźnie powtarza, że ich jedynym i ostatecznym kandydatem na stanowisko w radzie fundacji jest i pozostanie Erika Steinbach.
– Cały czas jesteśmy po stronie Związku Wypędzonych i wspieramy panią Steinbach – powiedział z kolei w Radiu Brandenburg sekretarz generalny bawarskiej CSU Alexander Dobrindt, i dodał: – Wierzymy, że związek będzie miał możliwość samodzielnie i dobrowolnie zadecydować, kogo obsadzi w radzie Fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”. Natomiast inny współkoalicjant – partia CDU – wraz ze swoją szefową i kanclerzem Angelą Merkel milczy. Politycy tej partii po decyzji o wstrzymaniu kandydatury Steinbach nie udzielają wywiadów, zapewniając, że będą prowadzone rozmowy na ten temat. Opozycja także wykorzystuje zaistniałą niezręczną dla Merkel sytuację i naciska, by kanclerz zdecydowała, czy opowie się za Steinbach i tym samym postawi na szali stosunki z Polską, czy wyraźnie odetnie się od jej osoby i poprawi relacje z Warszawą. Angela Merkel (podobnie jak przed wyborami) przyjęła taktykę na przeczekanie i po prostu milczy, udając, że sprawa sama się wyjaśni. Media przyznają, że jest w wielkim kłopocie, bo z jednej strony nie chce konfliktu z prawym skrzydłem swojej partii, a z drugiej musi chronić stabilności koalicji.


Waldemar Maszewski, Hamburg
drukuj