Czwarty rozbiór Polski 1-17 września 1939 r.W obronie Polski stanął cały Naród


„Wszyscy jesteśmy żołnierzami” – takie słowa usłyszeli Polacy w piątek, 1 września 1939 r., o godzinie 6.30 z Polskiego Radia. Nikt nie przypuszczał wówczas, jak były one prorocze. Zaczynała się wojna totalna, angażująca „wszystkie siły żywe i materialne społeczeństwa”. Żołnierzami Rzeczypospolitej byli zarówno rodak w mundurze Wojska Polskiego, jak i ten, który ginął 1 września pod gruzami własnego domu w Wieluniu, Garwolinie, Sulejowie czy w Warszawie. Także ten, którego agresorzy postawią później pod ścianą na ulicy w Bydgoszczy i w Warszawie, nad świeżo wykopanym dołem w Piaśnicy, w Katyniu, niemal w każdym polskim lesie, i nie tylko polskim. Także ten, którego pognają na Sybir, bo przecież z takich jak on był później żołnierz pod Monte Cassino.

Na naszej mapie widać gołym okiem dysproporcję sił i trudne położenie Rzeczypospolitej graniczącej z obydwoma agresorami: Rzeszą Niemiecką i ze Związkiem Sowieckim – sygnatariuszami tajnego paktu Ribbentrop – Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku – na pozbawionej naturalnych przeszkód Nizinie Europejskiej, na odcinku o łącznej długości 3324 kilometrów. Niech nikt więcej nie szydzi ze skuteczności polskiej obrony we wrześniu 1939 roku. Francja z linią Maginota i z brytyjskim korpusem ekspedycyjnym broniła się przed napaścią niemiecką przez taki sam czas!
Nikt nie potrafi powiedzieć, kiedy Polacy wyszli ze stanu wojny. Pierwsza narzucająca się odpowiedź to 8 maja 1945 r., kiedy Niemcy kapitulowały w Berlinie przed naszymi aliantami. Ale przecież dowódca podziemnego wojska gen. bryg. Leopold Okulicki wypowiedział pamiętne słowa przyjęte za swoje przez tysiące naszych rodaków opierających się nowej okupacji: „Polska, według rosyjskiej recepty, nie jest tą Polską, o którą bijemy się szósty rok z Niemcami, dla której popłynęło morze krwi polskiej (…). Obecne zwycięstwo sowieckie nie kończy wojny (…). Wojna ta skończyć się może jedynie zwycięstwem słusznej Sprawy”. Nigdy nie przestaniemy zadawać pytania, czy Polska naszych dni jest zwycięstwem słusznej Sprawy…
Wrzesień 1939 r. jest dla Polaków czasem niewysłowionych tragedii, po których pozostała niezabliźniona trauma karmiona dziś doniesieniami o upokarzających nas kłamstwach wyciąganych z archiwum propagandy jednego z agresorów. Wrzesień „to dziś, tylko cokolwiek dalej”, więc z wielką uwagą wysłuchamy tego, co mają nam do powiedzenia pani Merkel i pan Putin, każde ich słowo będzie ważne, bo chcielibyśmy już tę wojnę zakończyć. Najważniejsze są jednak pamięć i modlitwa, a to zależy wyłącznie od nas. Od każdego z nas.


Piotr Szubarczyk, IPN Gdańsk
drukuj