II wojna światowa nadal trwa

Niektórzy twierdzą, że II wojna światowa jeszcze się nie skończyła. „My ją toczymy, a ona toczy nas. Nie ma już armat, czołgów i wojska, ale walka nie ustaje. Obszarem, na którym prowadzone są działania wojenne, jest front symboliczny”1. Przyjrzyjmy się z bliska, jak ten front symboliczny przebiega dzisiaj, na konkretnych przykładach: założeń programowych powstającego w Gdańsku Muzeum II Wojny Światowej, dyskusji wokół odpowiedzialności za zbrodnie II wojny światowej, wywołanej niedawno głośnym artykułem z „Der Spiegel” o pomocnikach Hitlera oraz wystawy „Polacy i Niemcy. Otchłań i nadzieja”, którą otwarto w Niemieckim Muzeum Historycznym w Berlinie.

Na przełomie 2008 i 2009 roku trwała ożywiona dyskusja na temat projektu gdańskiego Muzeum II Wojny Światowej. Będzie to kolejna po Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Historii Polski i Muzeum Historii Żydów Polskich placówka muzealna utworzona w wolnej Polsce po 1989 roku. Po ujawnieniu w mediach fragmentów dokumentu programowego autorstwa doktorów Pawła Machcewicza (dyrektora muzeum) i Piotra M. Majewskiego (jego zastępcy), w którym stwierdzono m.in., że nie będzie to muzeum chwały oręża polskiego ani martyrologii Narodu Polskiego, pojawiły się głosy polemiczne wobec planowanych ekspozycji tematycznych i form ich prezentacji. Profesor Jan Żaryn przestrzegał przed groźbą relatywizacji pamięci ofiar, zatarcia różnic między katem i ofiarą: „Narratorem nie może być każdy i nikt – czasem Polak, czasem Niemiec, czasem kat, czasem ofiara”. Publicyści Piotr Semka i Tomasz Gmyz postawili autorom projektu pytania dotyczące przyjętego przez nich problemowego ujęcia ekspozycji: „Dlaczego muzeum II wojny światowej ma odrzucać logikę chronologii? Czynnika przypominającego, że Polacy walczyli najdłużej ze wszystkich europejskich narodów. Dlaczego w momencie, gdy świat zapomina o skali eksterminacji narodu polskiego, mamy uciekać od przypominania o naszych stratach?”. Ja z kolei wyraziłem obawę, iż „przekaz poznawczy i ideowo-wychowawczy, tak ważny w edukacji młodzieży, która zapewne w pierwszej kolejności będzie odwiedzać muzeum, może okazać się zbyt mało wyrazisty. Powstanie patchwork, który wizualnie będzie się dobrze prezentować, za to w jego treści może zapanować chaos”.
W dokumencie programowym muzeum2 oraz podczas samej dyskusji przywołano przykłady szacownych instytucji zajmujących się upowszechnianiem wiedzy historycznej o II wojnie światowej: Yad Vaschem w Jerozolimie, Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie oraz nasze Muzeum Powstania Warszawskiego. Do tej listy dopisałbym też Imperial War Museum w Londynie posiadające nie tylko jeden z największych na świecie zbiorów militariów z obu wojen światowych, ale też ogromną kolekcję nagrań wywiadów ze świadkami wojen oraz holokaustu wykorzystywanych na co dzień przez badaczy dziejów XX wieku. Ogromnym atutem tej placówki działającej nieprzerwanie od 1917 r. (powstała dla upamiętnienia poległych podczas Wielkiej Wojny) jest jej doświadczenie.
1 września nastąpi uroczyste wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę w Gdańsku Muzeum II Wojny Światowej, dokładnie w 70. rocznicę jej wybuchu. Czy stanie się autentycznie znanym i cenionym przez zwiedzających miejscem tłumaczącym trudną przeszłość czasów wojny, jak to z powodzeniem czynią wspomniane powyżej muzea Powstania Warszawskiego i Imperial War? Czas pokaże.
18 maja 2009 r. niemiecki opiniotwórczy „Der Spiegel” opublikował obszerny artykuł poświęcony „europejskim pomocnikom Hitlera”. Pretekstem do napisania tego tekstu była sprawa Johna (Iwana) Demianiuka, Ukraińca, który ma obecnie stanąć przed niemieckim sądem (wcześniej został wydalony ze Stanów Zjednoczonych, ponieważ w latach 50. ubiegłego wieku we wniosku wizowym nie ujawnił informacji o swojej służbie w niemieckim obozie zagłady w Sobiborze) jako jeden z wielu pomocników w holokauście. Tygodnik wśród pomocników Hitlera wymienia: żandarmów ukraińskich, policjantów łotewskich, żołnierzy rumuńskich i kolejarzy węgierskich. A także polskich chłopów, holenderskich urzędników odpowiedzialnych za ewidencję ludności, francuskich merów, norweskich ministrów i włoskich żołnierzy. Wszyscy oni, zdaniem „Spiegla”, pomagali „w dokonaniu bezprzykładnej zbrodni, jaką był Holokaust”3. Zastanawia brak na tej liście Rosjan, z których – obok Ukraińców, Litwinów i Łotyszy – rekrutowano formacje pomocnicze SS i niemieckiej policji na Wschodzie. Z kolei wymienienie polskich chłopów, jako grupy zawodowej, która współpracowała czynnie z Niemcami podczas okupacji, przyczyniając się do zagłady Żydów w Europie, sugeruje, że tak naprawdę większość społeczeństwa polskiego (Polska wtedy była krajem rolniczym) kolaborowała z okupantem w odróżnieniu od Węgrów, Norwegów czy Francuzów, gdzie problem zdrady narodowej dotyczył nielicznych – kolejarzy, merów i ministrów. Taki tok rozumowania potwierdza kolejny passus: „Przypadki denuncjowania były w Polsce tak częste, że na określenie płatnych informatorów pojawił się nawet specjalny termin – „szmalcownicy” (z początku określano tak paserów). Co szczególnie zasmucające, często bywało tak, że szmalcownik i jego ofiara wzajemnie się znali”.
Liczbę sprawców niebędących Niemcami, którzy „przygotowali mordercze akcje, przeprowadzali je lub je wspierali”, oszacowano na 200 tys., czyli tyle, ilu było sprawców spośród Niemców i Austriaków. Zaznaczono przy tym od razu, że „pod względem okrucieństwa nieraz nie ustępowali w niczym hitlerowskim oprawcom”. Według autorów artykułu i przywoływanych w nim znanych niemieckich historyków, m.in. z Instytutu Historii Najnowszej w Monachium, Niemcy sami nie byliby w stanie dokonać mordu na milionach europejskich Żydów. „Wobec tak niewyobrażalnej liczby ofiar – czytamy – nasuwają się niepokojące pytania,(…)czy tak zwane ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej nie było przypadkiem europejskim przedsięwzięciem, którego uzasadnienia nie należy szukać tylko w specyficznych przesłankach niemieckiej historii?”. W konkluzji stwierdzono: „Ostateczny osąd europejskiego wymiaru Holokaustu z jego sześcioma milionami wymordowanych Żydów nie został jeszcze dokonany. Dopiero później, gdy większość sprawców już nie żyła, Francuzi czy Włosi zaczęli dokładniej rozpracowywać ten fragment swojej historii. Inni, jak Ukraińcy czy Litwini, do dziś mają z tym problemy, albo też – jak Rumuni, Węgrzy czy Polacy – są dopiero na początku drogi”.
Znany polski poeta i historyk literatury Jarosław Marek Rymkiewicz (rocznik 1935) napisał: „Doskonale pamiętam – w czasie wojny i po wojnie nie było żadnych nazistów, coś takiego nie istniało, nikt o czymś takim nie słyszał. Byli tylko Niemcy”4. Na przykładzie tekstu „Pomagierzy Hitlera” można zaryzykować sąd, że wraz z upływem czasu od zakończenia wojny coraz częściej pojawiają się próby relatywizowania pojęcia ofiary i sprawcy, podobnie jak próbuje się relatywizować pojęcie dobra i zła. Sprawcy stają się anonimowi, mówi się i pisze o nazistowskich zbrodniach czy hitlerowskich zbrodniarzach, o „europejskim projekcie Holokaustu”. A więc może za kolejne siedemdziesiąt lat będziemy już tylko pamiętać o zagładzie europejskich Żydów, dokonanej przez Europejczyków z inicjatywy Europejczyka – Adolfa Hitlera?
I jeszcze jedna uwaga. Ani razu nie przytoczono w „Der Spiegel”, choćby dla wyważenia sądów, znanej (także w tłumaczeniu na język niemiecki) pracy „Wartości a przemoc” polskiej socjolog o światowej renomie Anny Pawełczyńskiej. Pawełczyńska sformułowała nowatorską definicję „gangu przestępczego” w odniesieniu do elit urzędniczych i partyjnych III Rzeszy oraz ogółu Niemców: „W łonie narodu niemieckiego powstał silny gang przestępczy zróżnicowany według stopnia udziału w podejmowaniu decyzji i według stopnia udziału w ich realizacji oraz stopnia osiąganych korzyści. Społeczeństwo niemieckie w swej znacznej części stało się niezdolne do samodzielnej refleksji moralnej, zaakceptowało działalność przestępczą przez świadome uczestnictwo lub bierność, odnosząc różnorakie korzyści z przestępstw popełnianych w różnych krajach Europy. Postawa taka była w małym stopniu zależna od przynależności społecznej i poziomu wykształcenia”5. Pisała również: „Sytuacja [w Niemczech – przyp. red.] po roku 1933 powodowała, iż wartości humanistyczne przestawały stopniowo stanowić podstawowy układ odniesienia. Eksponowane były natomiast takie wartości, jak: siła, wyższość narodu niemieckiego nad innymi, wyższość „rasy” germańskiej, wyższość człowieka silnego nad słabym, a także zmienił się sens i zaostrzyła się kategoryczność nakazów, wynikających z norm instrumentalnych funkcjonujących dawniej. Z normy posłuszeństwa wynikał nakaz ślepego posłuszeństwa władzy hitlerowskiej, a z uznania wartości siły wynikał nakaz brutalnego stosowania siły. Z uznania wyższości narodowej i rasowej wynikał nakaz tępienia „niższych” ras i narodów. Społeczeństwo niemieckie w swej znacznej części okazało się zdolne do akceptacji tych zaostrzających się nakazów usankcjonowanych przez siłę i władzę państwową – w imię megalomanii narodowej. Autorytet brutalnej siły zajął miejsce wszelkich autorytetów moralnych”.
W Niemieckim Muzeum Historycznym w Berlinie 27 maja 2009 r. otwarto wystawę „Polacy i Niemcy. Otchłań i nadzieja” (potrwa do 6 września). Wystawa pokazuje polsko-niemieckie stosunki od rozbiorów Polski aż do przełomu w 1989 roku. Ze zrozumiałych względów okres II wojny światowej zdominował ekspozycję. Przypomina w należyty sposób o cierpieniach Polaków i Żydów wywołanych ostatnią wojną światową. Co najważniejsze, bez żadnych niedomówień wyraźnie wskazano, kto jest katem, a kto ofiarą. Pokazano tragedię polskiej ludności cywilnej podczas niemieckiej okupacji, cierpienia trzech milionów robotników przymusowych i kolonizację ziem polskich (Zamojszczyzna). Nie zapomniano o Polskim Państwie Podziemnym, Armii Krajowej i Powstaniu Warszawskim 1944 r. (tak przecież często na Zachodzie mylonym z powstaniem w getcie warszawskim 1943 r.). Niemieccy okupanci ukazani zostali nie jako anonimowa masa, lecz z imienia i nazwiska. Jak gruppenführer SS Heinz Reinefarth, jeden z dowódców grupy bojowej odpowiedzialnej za masakrę ludności cywilnej, podczas Powstania Warszawskiego, po wojnie szanowany polityk zachodnioniemiecki (w latach 50. burmistrz na wyspie Sylt), kochający ojciec6. Nie poniósł żadnej kary (uniewinniony przez sąd w RFN), podobnie zresztą jak wielu innych niemieckich zbrodniarzy mieszkających w obu państwach niemieckich, Austrii oraz za granicą (np. w Ameryce Łacińskiej).
Wystawie towarzyszy niemieckojęzyczne wydawnictwo Die Deutschen in den Augen der Polen während des Zweiten Weltkrieges (Niemcy w oczach Polaków w czasie II wojny światowej, Warszawa 2009), w istotny sposób uzupełniające prezentowany w berlińskim muzeum bogaty materiał ikonograficzny. Autorem broszury jest prof. Tomasz Szarota, który jest też współautorem scenariusza ekspozycji. Jest w niej m.in. mowa o motywach działania narodu sprawców. Z konspiracyjnego „Biuletynu Informacyjnego” (21 maja 1942 r.) przytoczono odpowiedź na pytanie „Czy Niemiec jest odważny?”: „Niemiec jest przede wszystkim karny. Darzy z góry zaufaniem dowódcę i władzę. Jeżeli dowództwo zapewni mu przewagę techniczną nad przeciwnikiem, jeżeli widzi się dobre wyniki prac organizacyjnych dowództwa – Niemiec idzie karnie za głosem rozkazu. Jest wtedy odważny. Odważny odwagą wilka, zdolnego nawet w pojedynkę rzucić się na stado owiec. Ale jeśli Niemiec straci zaufanie do dowództwa, jeśli znajdzie się w nieładzie organizacyjnym, jeśli nie ma przewagi broni, jeśli w duszy jego załamie się pewność zwycięstwa, jeśli w dodatku stanie w obliczu przeciwnika zdecydowanego na wszystko i gardzącego niebezpieczeństwem – wtedy staje się Niemiec podatny na strach i panikę, wtedy jego niezdolność psychiczna do oporu jest wprost rażąca, wtedy tchórzostwo – pospolite, nikczemne – opanowuje całkowicie niemiecką duszę”.
Dobrze się stało, że jeszcze przed 1 września udało się otworzyć w prestiżowym miejscu Berlina tak ważną dla dialogu polsko-niemieckiego wystawę wraz z publikacją wydaną po niemiecku wspólnie przez Fundację „Polsko-Niemieckie Pojednanie” oraz ambasadę RP w Berlinie. Dzięki takim projektom niemiecki obywatel zainteresowany poznawaniem prawdy historycznej w relacjach polsko-niemieckich nie będzie zdany wyłącznie na tendencyjne publikacje w stylu „Spiegla”, które pogłębiają stereotypy myślowe, zamiast je przezwyciężać. I może w niedalekiej przyszłości będzie można spokojnie napisać, że „II wojna światowa już się zakończyła”. Oby.


Dr Bogusław Kopka (IPN Centrala)


1 P. Czapliński, Wypowiadanie wojny. Literatura najnowsza wobec okresu 1939-1945,
[w:] Wojna: doświadczenie i zapis (nowe źródła, problemy, metody badawcze),
red. S. Buryła, P. Rodak, Kraków 2006, s. 417.
2 Zob. P. Machcewicz, P.M. Majewski, Muzeum II Wojny Światowej. Zarys koncepcji programowej; zapis dyskusji z udziałem wybranych historyków i muzealników, jaka odbyła się w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Warszawie 6 października 2008 r. – Wokół idei Muzeum II Wojny Światowej oraz artykuł prof. K. Pomiana pod „ekumenicznie” brzmiącym tytułem Muzeum pojednania, „Przegląd Polityczny” 2008, nr 91/92, s. 46-65.
3 Tu i dalej cytaty z tłumaczenia na jęz. polski „Pomagierzy Hitlera”, „Forum” 2009, nr 21.
4 J.M. Rymkiewicz, Kinderszenen, Warszawa 2008, s. 152.
5 Tu i dalej A. Pawełczyńska, Wartości a przemoc. Zarys socjologicznej problematyki Oświęcimia, Warszawa 1973, s. 16-18.
6 Polecam: N. Sennerteg, Kat Warszawy, Warszawa 2009.

drukuj