W polu dobra i złaZnużenie dziejami?

Czas wakacji to także pora walki z ogarniającym nas nieraz znużeniem rzeczywistością. Tyle za nami przegranych bitew, przegranych wyborów, bezskutecznych wysiłków osiągnięcia dobra! Czyż zatem nie poddać się atrakcji tego, co niesie chwila i w gotowej postaci czeka tylko na nasze przyzwolenie? Pojechać na kolejną wycieczkę, zaliczyć jeszcze jedno niewidziane miejsce, rozłożyć leżak na wprost słońca i przestać się tym światem dziwić.

Na rzecz tego zniechęcenia naszą teraźniejszością pracuje nieraz dokonywana preparacja jej historii przez szkołę i naukę. Oprócz znanego dobrze kłamstwa historycznego mniej zauważamy próby tworzenia wrażenia, że nasza przeszłość jest zwyczajnie nudna, bo płaska, kierowana banalnymi, indywidualnymi i grupowymi interesami. Czyż może zatem dziwić obserwowane zniechęcenie młodzieży do nauki historii, skoro prezentuje się ją jako odczłowieczoną, rządzoną przez prymitywne pragnienia i z tego powodu nudną, niepozwalającą się zadziwić rzeczywistością? Cóż spragnionym rozumienia ludzkich dziejów po rozmaitych szczegółowych wyliczankach następujących po sobie dat bitew, zawartych rozejmów i rozpoczętych nowych wojnach dla własnego interesu?
Z okazji zbliżającej się rocznicy wybuchu II wojny światowej trzeba też postarać się intelektualnie pogłębić te wydarzenia, bo sam rejestr dat, ruchów wojsk i przegranych bitew niczego nam nie wyjaśnia odnośnie do tych faktów. Trzeba zatem wreszcie porządnie wyjaśnić, co to był i co to jest narodowy socjalizm oraz co to jest marksistowska ideologia. Samo wyliczenie: kto, co i kiedy, niczego istotnego nie mówi na temat tych projektów politycznych, których sednem było ustawienie ludzkich relacji poniżej poziomu, który Grecy określali jako „przyjaźń”.
Całe szczęście, że mamy także porywających umysły wybitnych historyków, chociaż nieprzypadkowo ciągle zapomnianych i przemilczanych. Obok Feliksa Konecznego otrzymaliśmy od Opatrzności także profesora Tadeusza Zielińskiego, specjalistę zwłaszcza od starożytności greckiej
i rzymskiej, określanego przez specjalistów jako: „jeden z najwybitniejszych i najbardziej oryginalnych badaczy świata antycznego, jacy w ogóle istnieli”. Rozpoczynał on swoją karierę uniwersytecką i pracę naukową jeszcze w okresie zaborów, a zakończył ją na łożu śmierci podczas II wojny światowej, zdążając jeszcze dokończyć swoje ostatnie dzieło. Prace Tadeusza Zielińskiego nie tylko są napisane niezwykle urokliwym językiem, bez jednego zbędnego słowa, pseudonaukowego żargonu, ale wydobywając samo sedno opisywanych wydarzeń, tym samym pozwalają je rozumieć, a zatem także je ocenić. Proszę samemu porównać np. opis relacji starożytnych Rzymian do Grecji, który znajdujemy w dziełach Tadeusza Zielińskiego, według którego działanie Rzymu „nie zniszczyło cywilizacji greckiej, lecz ją uchroniło i przez zjednoczenie, i pokój ocaliło ją dla siebie i dla nas”, z paraliżującymi myślenie, rozpowszechnionymi w rozmaitych monografiach historycznych kalkulacjami ekonomicznymi i militarnymi na temat np. wygranej przez Rzymian drugiej wojny z Macedonią, dzięki której to wojnie Grecja odzyskała wolność w 197 roku przed Chrystusem. Tę wolność ogłoszono zgromadzonym na igrzyskach olimpijskich Grekom, którzy zobaczyli na własne oczy – czytamy dalej w porywającej „Rzeczypospolitej rzymskiej” – że „jest na ziemi naród, który prowadzi wojny, nie oszczędzając sił, nie zrażając się niebezpieczeństwami – o wolność innych ludzi!”. To właśnie z podziwu i miłości do Grecji rzymscy hellenofile zorganizowali militarną pomoc Atenom, niszczonym przez Macedończyków rządzonych przez Filipa V. Taka wizja naszych europejskich dziejów zatem porywa, a nie zniechęca umysły i serca, przed czym chciał uchronić swoich czytelników profesor Zieliński, kierujący się zasadą Goethego, iż „najlepszym owocem historii jest entuzjazm, który ona budzi”.


Marek Czachorowski
drukuj