NATO przeżywa wewnętrzny kryzys
Z prof. Peterem Redpathem, filozofem z Uniwersytetu Świętego Jana w Nowym Jorku, rozmawia Anna Wiejak
Czy wojna w Afganistanie była błędem?
– Nie wydaje mi się, aby początkowe zaangażowanie Zachodu w Afganistanie było błędem. Z uwagi na to, iż Afganistan jest wykorzystywany dla szkolenia terrorystów, sądzę, że było ono wręcz bardziej konieczne niż w Iraku. Długotrwałe zaangażowanie jednak mogłoby stanowić błąd, jeżeli Zachód próbowałby tworzyć na tym obszarze własne państwo.
Jak ocenia Pan sposób prowadzenia polityki zagranicznej przez prezydenta USA Baracka Obamę?
– Sądzę, że w obszarze zagadnień międzynarodowych największym błędem Obamy było niezrozumienie istoty kultury Zachodu, patrzenie na Zachód jako na główne źródło globalnych problemów, za które, według niego, należy wszystkich przepraszać. Wydaje się, że identyfikuje on Zachód z eksploatacją, natomiast pozostałą część świata z klasą ofiar. Nie jest to nastawienie, które powinno cechować zachodniego „lidera”. Nie przysporzy mu ono międzynarodowego szacunku, jakiego zapewne się spodziewa.
Czy, Pana zdaniem, obecny „romans” Waszyngtonu z Moskwą oraz decyzja o zmianie lokalizacji amerykańskiego systemu rakiet przechwytujących okaże się dla USA korzystna, a może wręcz przeciwnie?
– Kwestia ewentualnych korzyści – zarówno dla Stanów Zjednoczonych, jak i innych nacji – z wybudowania systemu rakiet przechwytujących, gdziekolwiek w Europie nie zostałby on umieszczony, w głównej mierze zależy od wydarzeń w Iranie. Jeżeli Rosja poważnie podchodzi do wyeliminowania zagrożenia ze strony tego państwa, przyłączy się do innych krajów w naciskaniu na Iran, aby powstrzymał swój program nuklearny. Jeżeli natomiast Iran zastosuje się do tych żądań, system antyrakiet nie będzie potrzebny. Jest to podstawowy powód, dla którego Stany Zjednoczone i Europa powinny wykazać większe zaangażowanie. Odnoszę wrażenie, że Rosja i USA uczyniły z lokalizacji systemu antyrakiet środek zdobycia wpływu na arenie globalnej. Rosja używała swoich relacji z Iranem oraz kwestii tarczy jako sposobu na zastraszenie USA i dawnych krajów satelickich Rosji. USA używały tych środków oraz NATO jako środków powstrzymania globalnych aspiracji Rosji. Nie jestem do końca przekonany, że Stany Zjednoczone definitywnie zrezygnowały z rozmieszczenia w Polsce i Czechach elementów systemu rakiet przechwytujących. Nie wydaje mi się, aby Barack Obama miał jakikolwiek pomysł na rozwiązanie tego problemu. Rezultaty prowadzenia tego typu gry mogłyby być katastrofalne, jeżeli umieszczenie tego systemu zbyt blisko Iranu obniżyłoby poziom jego skuteczności. Podejrzewam, że w sytuacji, kiedy Rosja rzeczywiście zacznie czuć zagrożenie ze strony Iranu, zmieni się jej polityka w kwestii porozumienia z tym krajem, a także w kwestii rozlokowania systemu rakiet przechwytujących.
Wygląda na to, że polityka Paktu Północnoatlantyckiego jest polityką Stanów Zjednoczonych, a cele NATO są celami USA – że Sojusz stanowi jedynie narzędzie Amerykanów do prowadzenia w Europie własnej polityki, częściowo względem Rosji…
– Dokładnie tak. Od dziesięcioleci NATO zawdzięczało swoje istnienie sowieckiej ekspansji. Wraz z rozpadem Związku Sowieckiego zaczęło borykać się z problemami samoidentyfikacji. Problem NATO jest po części ogólnym problemem kulturalnym, z jakim mamy obecnie do czynienia na Zachodzie, a mianowicie – brakiem zrozumienia samego siebie. Większość zachodnich organizacji zatraciła poczucie tożsamości. Nie są przy tym w stanie precyzyjnie określić, czym chciałyby się stać. Komiczny przykład Obamy stanowił tego wykładnię kilka miesięcy temu, kiedy prezydent, zwracając się do świata arabskiego, powiedział, że Stany Zjednoczone (których „pieśń bitewna” zaczyna się słowami „Moje oczy widziały chwałę przyjścia Pana”) to kraj świecki. Obecnie NATO walczy o to, aby odnaleźć własną tożsamość. Od momentu, kiedy Stany Zjednoczone należą do Paktu Północnoatlantyckiego i są jego najsilniejszym członkiem, należy przypuszczać, że to właśnie USA wyznaczają tożsamość Sojuszu.
NATO ma nowego sekretarza generalnego Andersa Fogha Rasmussena. W jakim kierunku rozwinie się polityka NATO?
– Biorąc pod uwagę bliskie związki z Unią Europejską, sądzę, że będzie on skłonny zacieśnić europejskie relacje w obrębie Paktu Północnoatlantyckiego, być może poprzez doprowadzenie do wzrostu wpływu krajów Europy w NATO lub stworzenie oddzielnego sojuszu poza Paktem.
A może nowa koncepcja strategiczna NATO stanowi jedynie pustą obietnicę zmian?
– Wydaje mi się, że za nowej administracji NATO i Stany Zjednoczone mają większe kłopoty z określeniem kierunku polityki względem Europy Wschodniej. Nie wiedzą, jak poradzić sobie z kwestią wejścia do Sojuszu krajów Europy Wschodniej. Zresztą sądzę, że kraje te borykają się z analogicznym problemem.
Jak, Pana zdaniem, wygląda obecnie sojusz Stanów Zjednoczonych z Polską?
– Polska była i pozostaje jednym z najwierniejszych sojuszników USA. Obawiam się jednak, że za rządów administracji Obamy pod znakiem zapytania stanęła niezawodność w wypełnianiu sojuszniczych zobowiązań względem Europy Wschodniej. Byłbym bardzo ostrożny, pokładając ufność we wszystkim, co mówi ta administracja.
Dziękuję za rozmowę.
