Sytuacja rewolucyjna?
Historia, jak wiadomo, ustawicznie się powtarza, jednak następstwa tych powtórzeń już identyczne nie są. A co w historii powtarza się najczęściej? Wygląda na to, że najczęściej powtarza się sytuacja, gdy rządzącym państwami brakuje pieniędzy. Ot, mniej więcej tak samo, jak obecnie premieru Tusku i jego ministru Jacku Rostowskiemu. Problem nie tylko w tym, że im brakuje, ale również w tym, że nie wiedzą dokładnie – ile, no i wreszcie w tym, że nie wiedzą, skąd wezmą brakujące pieniądze.
Akurat 14 lipca minęła kolejna rocznica rewolucji francuskiej. Złożyło się na nią wiele zagadkowych przyczyn, wśród nich również ta, że Francja była największym państwem katolickim, co w środowiskach tradycyjnie niechętnych Kościołowi katolickiemu wzbudzało do niej nieprzejednaną wrogość i pragnienie destrukcji – ale najważniejszą przyczyną wydaje się brak pieniędzy. Ludwik XVI odziedziczył bowiem olbrzymi na owe czasy dług publiczny, wynoszący 5 miliardów liwrów, co w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze, według aktualnej ceny srebra, stanowi równowartość około 22 miliardów dolarów. W porównaniu z aktualnym długiem publicznym Francji, wynoszącym ponad 1,9 biliona (tysiąc miliardów) dolarów, nie było tego tak dużo, ale po pierwsze – dzisiejsza Francja nie jest już katolicka, przeciwnie – jest poniekąd największym w Europie państwem muzułmańskim rozpaczliwie czepiającym się pozorów „laickości”, po drugie – na jej czele nie stoi już król, tylko prezydent Mikołaj Sarkozy, który jaki jest, każdy widzi, a po trzecie – dzięki temu wszystkiemu starsi i mądrzejsi mają we Francji około 80 mln niewolników, którzy wcale nie wiedzą, że są niewolnikami, i o to właśnie chodzi. To właśnie jest – jak sądzę – najważniejsza przyczyna, dla której rewolucja francuska w środowiskach postępowych otaczana jest kultem podobnym do tego, jakim jeszcze do niedawna środowiska te otaczały również rewolucję bolszewicką. Teraz jeszcze trochę się tego wstydzą, ale – jak powiadają Francuzi – on revient toujours a son premier amour (zawsze wraca się do pierwszej miłości), więc tylko patrzeć, jak i ten kult odżyje. Wracając tedy do Ludwika XVI, to miał on ministra finansów, niejakiego Jakuba Neckera, który utrzymywał pozory płynności finansowej państwa, zapożyczając je u lichwiarzy na coraz to większy procent. 200 lat później to samo doprowadziło do katastrofy Edwarda Gierka w Polsce i narodzin „Solidarności”, początkowo będącej kontrrewolucyjnym ruchem antybolszewickim, zanim starsi i mądrzejsi nie przekształcili jej w organizację „pożytecznych idiotów” legitymizującą lewicy laickiej i razwiedce kompradorski kapitalizm. A kiedy do tego wszystkiego dodamy utracenie przez Francję na rzecz Anglii Kanady i wielu innych zamorskich posiadłości na skutek wojny siedmioletniej, to lepiej rozumiemy, że rewolucja francuska była rezultatem bankructwa. Nie ma bowiem takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem. Jeśli jednak obładowany złotem nie jest, to zatrzaskują się przed nim wszystkie bramy, wśród nich również serca ludu.
Dlatego też w sytuacji, gdy już gołym okiem widać, że premieru Tusku i jego ministru Jacku Rostowskiemu zaczyna brakować pieniędzy, zaś polski dług publiczny już dawno przekroczył 600 miliardów złotych, czyli około 200 miliardów dolarów, to można się spodziewać rychłych przekształceń na politycznej scenie, zwłaszcza że i wybitny reprezentant razwiedki, generał Gromosław Czempiński, najwyraźniej przeciął magiczny krąg, jaki dotychczas chronił Platformę Obywatelską przed nieprzyjemnościami.
Stanisław Michalkiewicz
