Jesteśmy jak wyrzut sumienia
Z Janem Skalskim, przewodniczącym Światowego Kongresu Kresowian, rozmawia Anna Ambroziak
Oczekiwania uczestników zjazdu były wielkie, ale czy realne?
– Mam nadzieję, że tak, aczkolwiek zdaję sobie sprawę z trudności, jakie możemy na naszej drodze napotkać. Problemów bowiem, o których się jednak nie mówi, bo stanowią wyrzut sumienia dla rządzących, jest rzeczywiście całe mnóstwo: mam tu na myśli nierozwiązane w dalszym ciągu kwestie niemieckich roszczeń, do których polski rząd uchylił furtkę, a czego nie musiał przecież robić, czy też tzw. mienia zabużańskiego. To, że te sprawy do tej pory nie zostały rozwiązane, to poniżanie wszystkich, którzy mienią się Kresowianami. Poza tym pozostaje cała galeria spraw związanych ze Wschodem, począwszy od oceny stosunków z naszymi sąsiadami zza wschodniej granicy. Mam tu na myśli m.in. Litwę, na której, mimo że nazywana jest ona przez niektórych polityków naszym partnerem strategicznym, problemy zamieszkujących tam Polaków są bardzo wyraziste. Chodzi tu przede wszystkim o traktowanie polskich szkół wyraźnie dyskryminowanych w porównaniu z litewskimi.
Dlaczego tak się dzieje Pańskim zdaniem?
– Ponieważ Kresowianie nie mają żadnej siły przebicia. Jest nas niemało, według niektórych znanych mi szacunków stanowimy jedną trzecią populacji całego państwa polskiego. Nie mamy żadnych narzędzi, by przeciwdziałać niektórym ruchom obecnej koalicji. Zobaczmy na przykład, jaka jest polityka w stosunku do Polaków na Białorusi. Moim zdaniem, skandalem jest to, że preferuje się wygodną dla pewnych celów osobę, która nikogo właściwie nie reprezentuje. A jednocześnie ogromna liczba osób ma problemy z przybyciem do Macierzy w związku z trudnościami z uzyskaniem Karty Polaka.
Jaka na to wszystko rada?
– Zbliżają się wybory parlamentarne. Dlatego postanowiliśmy zastanowić się nad kwestią, czy nie powinniśmy powołać niezależnej reprezentacji politycznej.
Którą będzie…?
– W tej chwili za wcześnie byłoby jeszcze o tym mówić. Może utworzy się Liga Rodzin Kresowych?
Mogą być z tym trudności?
– Niewykluczone, gdyż niektóre środowiska nieprzychylnie nas traktują. Nie interesuje ich, co dalej z Polską, która została na Wschodzie i która czeka na pomoc, a tylko chwilowe rozwiązania.
Na forum podjęli Państwo również sprawę upamiętnienia ofiar ludobójczych działań OUN-UPA…
– Uznając wyjątkowość chwili, apelujemy o współdziałanie w obchodach rocznicy tego straszliwego ludobójstwa na Kresach, traktując tę jedność jako patriotyczny obowiązek. Strasznie niektórych w Polsce uwiera ten Wołyń. Taka nieprzyjemna sprawa. Wspominanie tych dzieci nadzianych na sztachety, tych rozprutych ciał kobiet i przecinanych piłą mężczyzn, te całe wsie palone żywcem w kościołach – po co to wspominać?
Przypomnę też o zamęcie w związku z obchodami upamiętniającymi ofiary zbrodni UPA na Wołyniu i Podolu, kiedy to Ministerstwo Spraw Zagranicznych wycofało się z patronatu nad rocznicową konferencją… Wspomnę też, że kombatanci UPA poparli Juszczenkę, któremu polski uniwersytet dziś nadaje tytuł honoris causa, a na Ukrainie nadal stoją pomniki przywódców UPA Bandery i Szuchewycza. Nawet u nas w odniesieniu do jednej z najstraszniejszych zbrodni naszych czasów popełnionej na polskim Narodzie słowo „ludobójstwo” nie przechodzi nam przez gardło.
Mówi się, że incydenty były wzajemne: a to ukraińska wioska napadła na polską, a to polska na ukraińską. Przeprośmy się nawzajem, nazwijmy to godnymi pożałowania wypadkami i przestańmy już o tym mówić. To wszystko jest godne ubolewania. Dlatego walkę o prawdę historyczną trzeba zacząć od siebie. My żądamy prawdy, która nas wyzwoli, która może stanowić podstawę pojednania narodów.
Dziękuję za rozmowę.
