Media publiczne w końcu zamilkną

Z dr Hanną Karp, medioznawcą z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Marcin Austyn

Jak ocenia Pani rewolucję, jaką mediom publicznym chce zgotować koalicja rządząca przy współudziale polityków lewicowych?

– Kiedy obserwuję to, co w tej kwestii się dzieje, mam wrażenie, że jestem świadkiem jakiegoś tragicznego przedstawienia. Media publiczne w krajach europejskich odgrywają dużą rolę i jest nie do pomyślenia, by któryś z rządów krajów, w których takie media dobrze funkcjonują, jak Niemcy, Wielka Brytania, Francja, zrezygnował z abonamentu. Rezygnacja oznaczałaby nieobecność mediów publicznych – tam byłaby to rzecz niebywała. Proszę zauważyć, że społeczeństwo polskie nie narzekało na wysokość abonamentu. Trzeba było popracować nad jego ściągalnością. Jednak od dwóch lat mówiło się nam, że abonamentu nie będzie, więc skoro przedstawiciele rządu głosili takie tezy, to coś trzeba było w tym kierunku zrobić.

W rezultacie powstał dość „wyszukany” projekt ustawy o zadaniach publicznych w dziedzinie usług medialnych…

– Co ciekawe, ten projekt nie został przygotowany przez rząd, ale przez posłów PO. Choć to partia rządząca, to jednak był to pewien unik ze strony rządu, bo kiedy okazało się, że na media publiczne trzeba znaleźć w budżecie 880 mln zł, minister finansów bezradnie rozłożył ręce. O co więc chodzi? Okazuje się, że mamy do czynienia z farsą, a nie ustawą sejmową. Dochodzą do nas głosy, że w zamieszaniu chodzi o wymianę władz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji albo szefostwa telewizji publicznej. Tymczasem okazuje się, że Piotr Farfał mimo „prowadzonych zapasów” może spokojnie urzędować. I wydaje się, że szybciej zlikwidowane zostaną media publiczne, niż on straci posadę.

Może dokonane przetasowania personalne w mediach publicznych były swego rodzaju immunitetem prezesa, a zmiany potrzebne były Platformie do tego, by móc zdewastować media publiczne?

– Wiele na to wskazuje. Przypomina mi się, jak goszczący w radiu TOK FM premier Tusk wyznał, że nie potrzebuje mediów publicznych. Dziś okazuje się, że są one praktycznie likwidowane. Media publiczne będą sukcesywnie okrajane, wyciszane. Koniec jest tylko kwestią czasu i raczej większego wpływu nie będzie miało to, czy prezydent Lech Kaczyński zawetuje ustawę medialną, czy skieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego. Jest tu zbyt wiele znaków zapytania, a przecież do czasu znalezienia odpowiedzi radio i telewizja będą musiały jakoś funkcjonować. Może stać się tak, że media publiczne upadną, a winnych nie będzie. Zostanie jakaś półkomercyjna telewizja publiczna.

Będziemy więc obserwować planowy powolny rozkład mediów publicznych i przejmowanie tej przestrzeni przez media komercyjne?

– Oczywiście. Jeszcze nie tak dawno telewizja publiczna „zgarniała” prawie połowę rynku reklamowego. Stacje komercyjne mogły tylko marzyć o takich wpływach. Jednak ustawa to jedno. Inną sprawą jest to, że telewizja publiczna i jej władze popełniały wiele błędów i przekaz misyjny tych mediów był wielce wątpliwy. Teraz będziemy świadkami powolnego zanikania mediów publicznych w Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj