Słowo, które nie przemija

30. rocznica pierwszej pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła II do Polski

Ks. prof. Jerzy Bajda

Kiedy po 30. latach mamy wrócić pamięcią i sercem do tych zdarzeń i tych słów nabrzmiałych historią, chciałoby się raczej zamilknąć, uciec od nawały wspomnień i wzruszeń, i spróbować spokojnie jeszcze raz wysłuchać orędzia Jana Pawła II, w jego czystej prawdzie.

Okazuje się, że papieskie orędzie jest tak bogate, nowe i urzekające, iż przerasta pojemność naszego umysłu i uświadamiamy sobie w całej pokorze, że niewiele z tego przekazu żyje w naszej pamięci. Może dlatego warto raczej podkreślić i uwydatnić główne idee tego nauczania jako centra nowej syntezy, którą trzeba na nowo budować i rozwijać, aby ją w pełni sobie przyswoić i by stała się światłem nowych czasów.

Chrystus – Odkupiciel człowieka

Homilia na placu Zwycięstwa (2 czerwca 1979 r.) zdaje się nieomylnie podpowiadać, że takim głównym ośrodkiem syntezy jest przede wszystkim Jezus Chrystus Syn Boży, Odkupiciel człowieka, Pan historii i centrum zjednoczenia wszystkich narodów, ostateczne objawienie i wypełnienie prawdy człowieka i ludzkości. Jan Paweł II wprowadza słuchacza w całe to bogactwo treści w sposób organiczny, z uwzględnieniem całego kontekstu historycznego, eklezjalnego, historiozbawczego i pneumatologicznego. Dziękując za łaskę pielgrzymowania do Polski, natychmiast ukrywa się za fasadą Urzędu Papieskiego, pragnąc przedstawić się jako kontynuator dążeń Papieża Pawła VI i realizator jego pragnienia, aby stać się „Papieżem pielgrzymem”. Osoba Jana Pawła II chowa się w cień tajemniczych decyzji Opatrzności, które sprawiły, że „pragnienie (żywione w sercu Pawła VI) było tak potężne i tak głęboko uzasadnione, że przerosło ramy jednego pontyfikatu i – w sposób po ludzku trudny do przewidzenia – realizuje się dzisiaj”.

Dziękując za Pawła VI, wskazuje od razu na tajemnicę Kościoła pielgrzymującego, co było jasne już na tle losów pierwszego Papieża, św. Piotra. Po swoim wyborze na Stolicę Piotrową (tak to wyraża Jan Paweł II): „Zrozumiałem natychmiast, że moim szczególnym zadaniem jest spełnienie tego pragnienia, którego Paweł VI nie mógł dopełnić na Millennium Chrztu Polski”. Równocześnie fakt, że rok 1979 jest dziewięćsetną rocznicą śmierci św. Stanisława, biskupa i męczennika, pozwala Janowi Pawłowi II jeszcze raz ukryć się za tym profilem, który „jest zarazem jakimś szczególnym znakiem naszego polskiego pielgrzymowania poprzez dzieje Kościoła – nie tylko po szlakach naszej Ojczyzny, ale zarazem Europy i świata”. Papież, „odsuwając na bok swoją własną osobę”, eksponuje prawdę uniwersalną, odwołuje się do słów Chrystusa posyłającego Apostołów jako świadków aż po krańce ziemi i stwierdza: „Czyż… nawiązując do tych słów, nie wolno nam wnosić zarazem, że Polska stała się w naszych czasach ziemią szczególnie odpowiedzialnego świadectwa?”. I poprzez to wprowadzenie odwołujące się do pielgrzymowania ludu Bożego dochodzi do serca Ewangelii: „(…) Że właśnie stąd ze szczególną pokorą, ale i ze szczególnym przekonaniem trzeba głosić Chrystusa? Że właśnie tu, na tej ziemi, na tym szlaku, trzeba stanąć, aby odczytać świadectwo Jego Krzyża i Jego Zmartwychwstania?” (n. 1). I teraz Papież wraca do Wieczernika w duchu liturgii wigilii Zielonych Świąt, przypomina rozesłanie apostołów i pokazuje, w jaki sposób poprzez biskupów, będących kontynuatorami misji apostołów, Chrystus wchodzi w życie narodów i poszczególnych ludzi. I tu dotykamy sedna wypowiedzi Papieża z placu Zwycięstwa.

Głosić Chrystusa: oto z czym przyjechał do Polski Papież Jan Paweł II. Ten, który przybył jako Papież i jako Pielgrzym wie, że trzeba ukazać Chrystusa w Jego mistycznej jedności z Kościołem i w tej niepojętej tajemnicy, mocą której Jego obecność przenika się z każdym człowiekiem, z każdym narodem, z całą ludzkością na przestrzeni dziejów, z każdą sytuacją egzystencjalną, w której pojawia się pytanie o człowieka, o jego tożsamość i cel istnienia. Chrystus nie pojawia się jako samotna gwiazda, „superstar” lub ktoś z daleka. Chrystus żyje w Kościele i przychodzi do narodów wraz z Kościołem, w którym żyje Jego Słowo i boskość ukryta w sakramentach. To dlatego Ojciec Święty mógł powiedzieć: „Kościół przyniósł Polsce Chrystusa”. Papież zakłada dogmat, ale uprawia kerygmat. W tym sensie Kościół „przynosi Chrystusa” jako dar Boga dla wyzwolenia człowieka z jego wielorakiej nędzy, a zwłaszcza niewiedzy. Dlatego Jan Paweł II mówi: „Kościół przyniósł Polsce Chrystusa – to znaczy klucz do rozumienia tej wielkiej i podstawowej rzeczywistości, jaką jest człowiek”.

To jest ten Chrystus, któremu Papież już zdążył poświęcić swoją pierwszą encyklikę „Redemptor hominis” (4 marca 1979 r.). Ten Chrystus jest tak głęboko zjednoczony z każdym człowiekiem, tak głęboko wszedł w ludzkie dzieje, że „Chrystusa nie można wyłączyć z dziejów człowieka w jakimkolwiek miejscu ziemi. Nie można też bez Chrystusa zrozumieć dziejów Polski”. Papież, łącząc dzieje narodu z dziejami ludzi, buduje oryginalną syntezę teologii dziejów: „Dzieje narodu są przede wszystkim dziejami ludzi. A dzieje każdego człowieka toczą się w Jezusie Chrystusie. I w Nim stają się dziejami zbawienia”. To sprawia, że dzieje narodu nie wyłamują się spod moralnych kryteriów oceny. Chodzi o to, co owe dzieje wniosły w „rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie. To jest najgłębszy nurt kultury. To jest najmocniejszy zrąb. To jej rdzeń i siła”. Ojciec Święty, unikając akcentów polemicznych, równocześnie świadomie rysuje taką wizję dziejów i kultury, w której rządzą kryteria etyczno-personalistyczne, która to wizja jest diametralnie przeciwna owej „filozofii dziejów”, którą panujące siły polityczne narzucają narodowi i jego kulturze.

Bez Chrystusa nie można zrozumieć człowieka, nie można też zbudować takiej kultury, która odpowiada najgłębszej istocie człowieka. Papież mówi: „Jest to dla mnie główny motyw mojej modlitwy dziękczynnej, wspólnie z Wami wszystkimi, (…) których Jezus Chrystus nie przestaje uczyć wielkiej sprawy człowieka. Z Wami, dla których Chrystus nie przestaje być wciąż otwartą księgą nauki o człowieku, o jego godności i jego prawach. A zarazem nauki o godności i prawach Narodu” (3 b).

Tajemnica krzyża

To jest Chrystus. Ale Chrystus jest zawsze ze swoim krzyżem znakiem miłości, ofiary i zwycięstwa. Chrystus Zbawiciel nie wahał się dzielić losów okupowanej Polski i Warszawy, „która legła pod własnymi gruzami”, ale „pod tymi samymi gruzami legł również Chrystus Zbawiciel ze swoim krzyżem sprzed kościoła na Krakowskim Przedmieściu”. To właśnie ten krzyż wołał do udręczonego Narodu „Sursum corda”, głosząc prawdę zmartwychwstania i życia.

Krzyż w kerygmacie papieskim 1979 roku oznacza przede wszystkim obecność niezwyciężonej Miłości, która zstępuje do samej przepaści historii grzechu i śmierci, aby ocalić człowieka i przywrócić mu tę niepojętą godność, jaka została mu nadana w tajemnicy Stworzenia. Moc tej zwycięskiej miłości objawia się na tej ziemi, która stała się świadectwem zwycięstwa człowieka – ojca Maksymiliana Kolbego – nad całą złością piekła i potwornością nienawiści wzbudzonej w imię nieludzkiej ideologii. Było to zwycięstwo człowieka skazanego na unicestwienie, zwycięstwo życia i miłości nad śmiercią i nienawiścią. Było to przedziwne objawienie tajemnicy krzyża i obecnej w nim Miłości, która zdolna jest w każdym miejscu ziemi stanąć po stronie człowieka, w obronie człowieczeństwa naznaczonego niezwykłą godnością. Dlatego właśnie na terenie tego obozu śmierci Jan Paweł II przypomniał znaczenie swojej pierwszej encykliki „Redemptor hominis” poświęconej w całości sprawie godności człowieka. I powiedział: „Chrystus chce, abym stawszy się następcą Piotra, świadczył przed całym światem o tym, co jest wielkością człowieka naszych czasów – i co jest jego nędzą. Co jest jego klęską i co jest jego zwycięstwem”. Tam właśnie w mocnych słowach upomniał się o prawa człowieka i prawa narodów, gdziekolwiek i z jakiegokolwiek powodu są gwałcone, widząc te prawa ponad barierami ideologii i systemów politycznych. „Mówię bowiem nie tylko ze względu na tych, którzy polegli w czterech milionach ofiar na tym olbrzymim polu; mówię w imieniu wszystkich narodów, których prawa są zapoznawane i gwałcone. Mówię, bo obowiązuje mnie, obowiązuje nas wszystkich – prawda”.

Pełniejsze spojrzenie na związek między krzyżem i życiem ludzkim, zwłaszcza pracą ludzką, zawarł Papież w przemówieniu wygłoszonym do pielgrzymów w opactwie mogilskim w Nowej Hucie. Powiedział tam: „Wspólnie pielgrzymujemy do Krzyża Pańskiego, od niego bowiem rozpoczął się nowy czas w dziejach człowieka”. Nowy krzyż w Nowej Hucie postawiono niedawno. „Tam, gdzie stawia się krzyż, powstaje znak, że dotarła już Dobra Nowina o zbawieniu człowieka przez Miłość”. Ten nowy krzyż postawiono w miejscu, gdzie planowano zbudowanie nowego miasta, nowego przemysłu, nowego społeczeństwa opartego na ideologii marksistowskiej, uważanej za „ideologię pracy”. W Nowej Hucie nie miało być krzyża. Ale przynieśli go ludzie poszukujący pracy. Krzyż ostał się i w końcu powstał też nowy kościół. Papież powiedział: „Ten kościół narodził się z nowego krzyża. Ten kościół narodził się też z nowej pracy. Ośmielę się powiedzieć, że narodził się z Nowej Huty. My wszyscy bowiem wiemy, że w pracę człowieka jest głęboko wpisana tajemnica krzyża, jest wpisane prawo krzyża. (…) Nie można oddzielić krzyża od ludzkiej pracy. Nie można oddzielić Chrystusa od ludzkiej pracy”. Ojciec Święty stanowczo odrzuca ideologię (nie nazywając jej po imieniu), w której praca jest poddana jedynie kryteriom ekonomii, techniki i produkcji. Twierdzi natomiast: „Współczesna problematyka ludzkiej pracy (…) ostatecznie sprowadza się (…) do jednej podstawowej kategorii: jest to kategoria godności pracy – czyli godności Człowieka. (…) Pozwolę sobie powiedzieć: ta podstawowa kategoria: godność pracy jako miara godności człowieka – jest chrześcijańska. Odnajdujemy ją w Chrystusie niejako w najwyższym stopniu nasilenia”. Czujemy, że to są wyraźne sygnały zapowiadające encyklikę „Laborem exercens”. Chrystus jako „ten, który pracuje” (laborem exercens), zaniósł swoją pracę, cały jej ciężar i całą jej godność na krzyż.

Dlatego krzyż Chrystusa jest niezwykle mocnym protestem przeciwko poniżeniu ludzkiej godności i godności ludzkiej pracy. „Chrystus nie zgodzi się nigdy z tym, aby człowiek był uznawany – albo aby siebie samego uznawał – tylko za narzędzie produkcji; żeby tylko według tego był człowiek oceniany, mierzony, wartościowany. Chrystus nigdy się z tym nie zgodzi. Dlatego położył się na tym swoim krzyżu, jak gdyby na wielkim progu duchowych dziejów człowieka, ażeby sprzeciwić się jakiejkolwiek degradacji człowieka”. Drogą do przezwyciężenia plagi ideologii materialistycznej nie jest polemika światopoglądowa, lecz przyjęcie tajemnicy krzyża.

Serce Matki

Symbol krzyża w sposób głęboki i syntetyczny odsłania sens dzieła odkupienia jako dzieła Miłości ocalającej człowieka. Ale pod krzyżem „stała Jego Matka”. Dlatego w tym wszystkim, co Papież przekazał wtedy Polakom, znajduje się jeszcze trzeci punkt syntezy – Maryja, Niepokalana Matka i Królowa, obecna w tajemnicy Zbawienia i obecna w szczególny sposób w swoim sanktuarium jasnogórskim. Jan Paweł II podkreśla: „Jest obecna. Jest obecna w tajemnicy Chrystusa i Kościoła – uczy Sobór. Jest obecna dla wszystkich i dla każdego, którzy do niej pielgrzymują, choćby tylko duszą i sercem, choćby tylko ostatnim tchnieniem życia, jeśli inaczej nie mogą”. Ludzkie serca wyczuwają tę miłującą obecność i przychodzą, aby się spotkać, by odczuć ciepło tego Matczynego Serca. Owszem, to spotkanie ma jeszcze bardziej głęboki charakter: tu jest miejsce, do którego „przykłada się ucho, aby czuć, jak bije serce Narodu w Sercu Matki”.

Spotkanie z Królową Jasnej Góry i Matką Kościoła ma więc nie tylko prywatny, osobisty charakter. Tu wchodzi się w ten krąg Miłości, która ogarnia wszystkich ludzi powierzonych Matce, aby stali się dziećmi Boga. „Trzeba przyłożyć ucho do tego Miejsca. Trzeba usłyszeć echo życia całego Narodu w Sercu Jego Matki i Królowej!”. Spotkanie z Matką jest wolne od lęku. Wyzwala postawę ufności, zawierzenia. Jan Paweł II, zaczytany w książeczce św. Ludwika Grignona de Montfort, zachęcony dodatkowo biografią św. Maksymiliana Kolbego, umocniony przykładem kardynała Wyszyńskiego, ostatecznie całe to swoje doświadczenie związał z Jasną Górą. Mógł więc powiedzieć: „Jestem człowiekiem zawierzenia. Nauczyłem się być nim tutaj” (4 czerwca).

Jan Paweł II nie zamknął tej relacji zawierzenia w horyzoncie własnej osoby. Świadom tego, że powołanie w Chrystusie ustanawia niejako nową tożsamość osoby jako podmiotu Miłości Nieskończonej, czuł się przynaglony, aby zawierzyć Maryi Jasnogórskiej całą rzeczywistość, za którą poczuł się odpowiedzialny od 16 października 1978 roku. Odczuwał głęboką potrzebę, aby powiedzieć: „Dlatego zawierzam Ci, o Matko Kościoła, wszystkie sprawy tego Kościoła, całą jego misję i całą jego służbę w perspektywie kończącego się drugiego tysiąclecia dziejów chrześcijaństwa na ziemi”. Jak wielkie musi być serce tego człowieka – Papieża, jak wielka to musi być miłość, aby tyle przyjąć z rąk Boga i to wszystko oddać z powrotem, zawierzając całą tę rzeczywistość Maryi, nie przywłaszczając sobie niczego, lecz będąc gotowym wciąż na nowo dawać siebie samego, w duchu zawołania „Totus Tuus”. „Czynię to na miejscu wielkiego zawierzenia, skąd widać nie tylko Polskę, ale także Kościół cały w wymiarach krajów i kontynentów: cały w Twoim macierzyńskim Sercu”.

To zawierzenie pociągnęło za sobą bardzo poważne, choć niedostępne dla socjologicznego opisu, konsekwencje duchowe, religijne, społeczne, historyczne. Ta historia jeszcze się nie skończyła. Czekamy na jej spełnienie. Ale czy dobrze rozumiemy nasze obecne zadania wobec Kościoła i Polski?

drukuj