W teatrze demokracji

Polska jest jedna

Jan Maria Jackowski

Pod koniec marca na łamach „Naszego Dziennika” ukazały się trzy wypowiedzi ukazujące sposób myślenia liderów partii politycznych. 25 marca opublikowano tekst prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego „Wierność zasadom, praca na rzecz rozwoju. O programie Prawa i Sprawiedliwości 'Nowoczesna, solidarna i bezpieczna Polska'”. Dzień później ukazał się artykuł „Jesteśmy eurorealistami” Janusza Dobrosza, prezesa Ruchu Społecznego Naprzód Polsko, a 27 marca publikacja „Wykorzystajmy istniejący potencjał” pióra Franciszka Stefaniuka z Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Lektura tych tekstów skłania do głębszej refleksji i prowokuje do polemik. Wypowiedzi znanych polityków reprezentujących zarówno koalicję rządzącą, jak i najsilniejszą partię opozycyjną w Sejmie oraz opozycję pozaparlamentarną stanowią także zachętę do szerszej dyskusji. Na wstępie należy jednak poczynić uwagę ogólną. Te teksty, choć padają w nich różne akcenty, w jakimś sensie wzajemnie się uzupełniają i stanowią jeden manifest polityczny, gdyż PiS, PSL i RSNP w warstwie deklaratywnej odwołują się do polskiego interesu narodowego i zbudowanej na fundamencie chrześcijaństwa tradycji kultury polskiej. I co ciekawe, każdy z autorów w tym, co pisze, ma rację.

Zapyta ktoś, jak to możliwe, skoro są liderami partii, które podążają jednak różnymi drogami, mają odmienne strategie i programy oraz dokonywały sprzecznych wyborów politycznych? Ano możliwe, zupełnie jak w znanej opowieści o mędrcu, którzy rozstrzygał spór między dwiema zwaśnionymi stronami. Po wysłuchaniu ich stanowisk salomonowo orzekł: „I ty masz rację, i on ma rację”. Na to przysłuchujący się sądowi trzeci człowiek krzyknął: „Jak to możliwe, że prezentując odmienne stanowiska w tej samej sprawie, obaj mają rację?!”. „Ty też masz rację” – oparł niewzruszony mędrzec.


Po pierwsze gospodarka i polemika z liberałami


Jako pierwszy został opublikowany tekst Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS, co zrozumiałe w czasach kryzysu, skoncentrował się w nim głównie na sprawach gospodarczych.

„To, że Prawo i Sprawiedliwość – pisze Jarosław Kaczyński – mówi dziś o gospodarce jeszcze więcej niż dawniej i przedstawia także szczegółowe pomysły na walkę z kryzysem, a następnie na wychodzenie z recesji, wynika z dwóch przyczyn. Pierwsza to fakt, że obecny kryzys jest chorobą dotykającą gospodarkę i doraźnie wymagającą działań przede wszystkim na płaszczyźnie ekonomicznej (choć ma on głębsze przyczyny o charakterze społeczno-kulturowym i politycznym, o których też piszemy w naszym programie). W naszym przekonaniu szkodliwe jest podejście obecnego rządu – pasywne i oparte na przedwczorajszych receptach z lamusa ortodoksyjnego liberalizmu, a także na bezkrytycznym, wręcz adoracyjnym stosunku do hasła 'szybkiego wejścia Polski do strefy euro’ zamiast racjonalnego ważenia zagrożeń i korzyści związanych z wyborem określonego momentu wprowadzenia tej waluty. Drugim powodem jest nasza troska o wykorzystanie szansy przyspieszenia rozwoju cywilizacyjnego Polski, zmniejszania dystansu dzielącego nasz kraj od najbogatszych państw Unii Europejskiej. Wiąże się z tym potrzeba maksymalnie efektywnego wykorzystania środków unijnych”.

Jarosław Kaczyński nie pisze szczegółowo o programie gospodarczym PiS, odwołuje się do dokumentu przyjętego na Kongresie tej partii na przełomie stycznia i lutego. Znalazły się w nim pomysły na przyspieszenie rozwoju naszego kraju, uproszczenie systemu podatkowego, pomoc dla przedsiębiorców, przyspieszenie budowy dróg i autostrad. Część poświęcona rozwojowi jest trzykrotnie dłuższa od pozostałych. Ponadto do programu dołączono również pakiet działań antykryzysowych. „Celem naszej polityki będzie zrównanie poziomu życia Polaków i obywateli najzamożniejszych krajów Unii Europejskiej” – czytamy w tym dokumencie.

Jedną z pierwszych innowacji po wygranych przez PiS wyborach miałoby być powołanie do życia Państwowej Rady Rozwoju. Jej zadaniem byłoby koordynowanie polityki rządu i Narodowego Banku Polskiego. Na jej czele stanąłby wicepremier ds. rozwoju, kierujący także resortem o takiej nazwie. Wicepremier ds. rozwoju miałby uprawnienia premiera w sprawach dotyczących polityki rozwoju oraz sprawował nadzór nad centrum monitoringu budżetu państwa. Układ wszystkich resortów w rządzie odzwierciedlałby potrzeby tej polityki rozwoju. Odtworzone zostaną dwa resorty zlikwidowane w rządzie PO – PSL: resort gospodarki morskiej i resort budownictwa. W modelu docelowym nastąpiłoby też połączenie resortu Skarbu Państwa z resortem gospodarki.

Koordynacja instrumentów finansowych związanych z polityką rozwoju odbywać się ma poprzez wdrożenie formuły budżetu zadaniowego na szczeblu budżetu państwa oraz samorządowych budżetów województw. Z szacunków PiS wynika, że minimalna suma potrzebna do zbudowania właściwej (choć jeszcze nie optymalnej) infrastruktury transportowej, telekomunikacyjnej i informatycznej, wsparcia energetyki, gospodarki wodnej i innowacyjności przedsiębiorstw oraz rozbudowy infrastruktury służącej kulturze i nauce wynosi 800 mld zł, licząc w cenach z 2008 roku. PiS postuluje też zmiany zasad funkcjonowania otwartych funduszy emerytalnych (OFE) – umożliwienie wyboru między ZUS i OFE. Jak wyjaśniono – przy założeniu, że istotna część przyszłych emerytów wybierze ZUS – zmniejszy się wielkość transferów do OFE, a tym samym dotacja z budżetu państwa do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Prawo i Sprawiedliwość przestrzega też przed „schładzaniem” gospodarki.

W części poświęconej podatkom PiS zapewnia, że nie przewiduje „finansowania polityki rozwoju przez wzrost podatków”.

Jarosław Kaczyński w swoim artykule programowym wiele miejsca poświęca polemice z ideologią liberalną. Pisze: „W przyjętym w Krakowie programie podkreślamy, że w sporze o kształt życia zbiorowego w naszym kraju aktualna pozostaje, wyraźna po 1989 roku, oś podziału na 'Polskę liberalną’ (w istocie: postkomunistyczną) i 'Polskę solidarną’. IV Rzeczpospolita, do jakiej dążymy, ma być urzeczywistnieniem tego, czego o społecznej solidarności uczył nas Jan Paweł II i co należy do spuścizny polskiego ruchu 'Solidarność’. Nasza wierność idei Polski solidarnej jest poza wszelką dyskusją. (…) Stanowczo odrzucamy też wynaturzenia liberalizmu przejawiające się brakiem szacunku dla ludzkiego życia od samego poczęcia, lekceważeniem macierzyństwa i rodziny, apoteozą obyczajowej rozwiązłości, ustawowym promowaniem beznadziejnych 'związków partnerskich’.


Tak – tak, nie – nie


Janusz Dobrosz reprezentuje nowy byt polityczny, który został powołany przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Lider Ruchu Społecznego Naprzód Polsko, którego współzałożycielami są między innymi: Dariusz Grabowski, Bogdan Pęk, Andrzej Zapałowski, w ten sposób uzasadnia powstanie partii: „Wspólnie uznaliśmy, iż na początku XXI w. przed Narodem i państwem polskim stanęły nowe i trudne zadania, a dominujące w życiu publicznym partie polityczne nie rozumieją lub – co gorsza – nie chcą zrozumieć grozy sytuacji i niebezpieczeństw, które wiszą nad naszą Ojczyzną. Koncentrują się na konfliktach wokół błahych spraw i na medialnych spektaklach, przez co skazują Polskę na coraz większe uzależnienie od zewnętrznych wpływów i nacisków, cywilizacyjne zacofanie, biedę i upadek obyczajów oraz zasad moralnych. Dlatego konieczne jest podjęcie zdecydowanych działań i zerwanie z praktyką, w której dominuje akceptacja dla popierania tzw. mniejszego zła, a nie odważne opowiadanie się za prawdą, niepodległością i wartościami, choćby ci, którzy je reprezentują, stali na tzw. straconej pozycji. Powstaliśmy i działamy w polityce po to, by słowo 'tak’ znaczyło 'tak’, a słowo 'nie’ znaczyło 'nie’, a ci, którzy są za, a nawet przeciw, przestali mamić Polaków”.

W swoim tekście Janusz Dobrosz koncentruje się na wyborach do PE i przedstawia program RSNP, z którym to środowisko wystartuje w tych wyborach. Podkreśla, że kandydaci partii opowiadają się za Europą Ojczyzn oraz że podstawowym celem działania jest Polska niepodległa. Janusz Dobrosz pisze: „Te wybory odbywać się będą w przełomowym momencie, mogą one w istocie rozstrzygnąć o tym, czy Polacy chcą, czy nie chcą niepodległego państwa. Mamy nadzieję, że wybory do Parlamentu Europejskiego staną się swoistym plebiscytem wokół sprawy o wadze najwyższej – samego istnienia Polski jako samodzielnego bytu państwowego.

Świadomy Polak winien wiedzieć, iż głos oddany na ugrupowania, które zaakceptowały tzw. traktat reformujący z Lizbony, czyli PO, SLD, PSL, to w istocie rzeczy głos za likwidacją niepodległości naszej Ojczyzny. Głos oddany na kandydatów PiS niesie za sobą wielkie niebezpieczeństwo, iż w zależności od politycznych okoliczności tak fundamentalna sprawa będzie przez to ugrupowanie i jego przywódców traktowana koniunkturalnie, bo przecież nikt inny, jak tylko prezydent Lech Kaczyński podpisał ten traktat, a znaczna część posłów i senatorów PiS poparła jego ratyfikację w Sejmie i Senacie”. Prezes RSNP dobitnie oświadczył, że jego środowisko polityczne będzie walczyło, by traktat reformujący pod żadną postacią nie wszedł w życie i będzie bronić polskiej waluty narodowej.

Janusz Dobrosz przestrzega przed upadkiem wartości i moralności w dzisiejszej Europie, zwraca uwagę na dramatyczną zapaść demograficzną w Polsce i w Europie. Broni polskich interesów gospodarczych. Pisze: „Zamykanie polskich stoczni jest wynikiem przywilejów, jakie mają w Unii Europejskiej tereny byłej NRD. Dlatego upadające do 2004 roku stocznie w Rostoku i Schwerinie rozwijają się, a polskie 'idą pod nóż’. Najbogatsze kraje Unii Europejskiej respektowania uchwalonych przez siebie zasad wymagają tylko od krajów nowo przyjętych, same zaś łamią je, o czym świadczy pomoc publiczna kierowana dziś we Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii do prywatnych banków i przemysłu samochodowego. Polskie elity, zarówno rządowe, jak i opozycja parlamentarna, nie chcą i nie potrafią tak dyskryminującej praktyce skutecznie się sprzeciwić. My nie będziemy się lękać, czego wielokrotnie dawali dowody nasi czołowi działacze, i będziemy czynić wszystko, by odzyskać polską własność w przemyśle, wytwórczości, w systemie bankowym i ubezpieczeniowym. Taką batalię można umiejętnie prowadzić również na forum Parlamentu Europejskiego, a argumentów nam nie zabraknie”.

Dobosz opowiada się za: zwiększeniem dopływu środków unijnych dla Polski; zablokowaniem Gazociągu Północnego i pakietu klimatycznego, który uderza w polską energetykę; zapewnieniem Polsce samowystarczalności energetycznej przy efektywnym wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii; sprzeciwia się dyskryminowaniu polskiego rolnictwa poprzez niskie dopłaty i ograniczenie limitów produkcyjnych, np. mleka, oraz blokowanie unijnego rynku przed polską produkcją owoców miękkich. Pisze: „Uważamy, że tak, jak to czyni Vaclav Klaus, prezydent Czech, mimo nacisków i szykan ze strony Unii Europejskiej, należy budować ścisłe porozumienie z Czechami, Węgrami, Słowacją, by wspólnie realizować nasze cele. W przyszłości, kiedy zdamy egzamin z wzajemnej lojalności, zapewne dołączą do nas kraje bałtyckie oraz Bułgaria i Rumunia. Zablokowanie przez polskiego premiera na szczycie Unii Europejskiej węgierskiego finansowego planu ratunku dla środkowej Europy uznajemy za sprzeczne z Polską racją stanu i za nieprzyjazny krok wobec Węgrów”.


Autorska opinia


Franciszek Stefaniuk z PSL deklaruje, że u podstaw wszelkich działań Polskiego Stronnictwa Ludowego leży troska o Naród i państwo polskie, zwłaszcza w zakresie umacniania tożsamości narodowej Polaków oraz wszechstronnego i trwałego rozwoju kraju. Prezentuje 12-punktowy program, który zamierzają realizować posłowie do PE z ramienia PSL, jeśli zostaną wybrani w czerwcowych wyborach. Zainteresowanym polecam lekturę całego tekstu, w którym jest mowa o poszanowaniu zasad i reguł funkcjonowania Unii Europejskiej.

Poseł PSL przypomina, że zasady programowe Stronnictwa są pokrewne założeniom programowym europejskiego ruchu chrześcijańsko-demokratycznego wyrażanego przez Europejską Partię Ludową. PSL – podobnie jak współkoalicyjna Platforma Obywatelska – jest na forum Parlamentu Europejskiego członkiem frakcji chadeckiej. „Pokrewieństwo – pisze – ma swój wyraz w akceptacji wartości chrześcijańskich, moralnym pojmowaniu ram życia społecznego, praw i wolności człowieka i obywatela, społecznej gospodarki rynkowej i stosunków między narodami oraz państwami. Kryzys pokazał, że wiara, iż rynek może sam rządzić światem, była złudzeniem. Naszym zdaniem, państwo polskie nie może być biernym obserwatorem procesów gospodarczych, a gospodarka celem samym w sobie. Ma ona pełnić służebną rolę wobec społeczeństwa. Taką rolę może spełniać tylko społeczna gospodarka rynkowa, której byliśmy i jesteśmy zwolennikami”.

Franciszek Stefaniuk zastrzegł, że jego wypowiedź nie może być traktowana jako program wyborczy PSL, a jest jedynie jego autorską opinią, co osłabiło rangę tekstu. Dlatego pełno w nim zastrzeżeń i ogólnie słusznych postulatów, które nie wymagają szerszego omówienia ani dyskusji. Szkoda, że znany z zaangażowania w obronę zbudowanej na fundamencie chrześcijaństwa tradycji kultury polskiej oraz wielu cennych inicjatyw polityk PSL nie wykorzystał szansy, by napisać, na czym szczególnie zależy PSL, które reprezentuje przede wszystkim środowiska rolnicze.


Na marginesie politycznych deklaracji


Trzy wymienione wyżej teksty są cennymi dokumentami, bo zawierają ważne deklaracje. Kłopot z dokumentami programowymi partii politycznych polega jednak na tym, że ich szczerość oraz realność realizacji może być dopiero weryfikowana podczas sprawowania rządów. I to też nie do końca, bo – jak uczy doświadczenie – politycy co innego myślą, co innego mówią, a jeszcze co innego robią. I znajdują zręczne wymówki, dlaczego są zmuszeni, by tak robić. Winston Churchill mawiał, że skuteczny polityk to taki, który umie przewidzieć, co będzie jutro, za miesiąc, za rok, a jak to się nie spełni, to będzie umiał przekonywająco wyjaśnić wyborcom, dlaczego. Demokracja to taki teatr, w którym aktorzy, czyli politycy, grają role uważane przez nich za atrakcyjne dla odbiorców, a widownia ma być zadowolona.

„Nowy wizerunek” PiS był bardzo kosztowny, pełno było reklamówek w stacjach telewizyjnych i billboardów, co w czasach kryzysu i szukania oszczędności było strzałem w płot i nie przełożyło się na wzrost notowań tej partii.

Uderzające, że w tekście lidera PiS, gdzie wiele mówi się o różnych aspektach działania państwa, o podmiotowości Polski, o zasadach i odwołaniu się do szczytnych ideałów, nie napisano nic o stanowiącym poważne ograniczenie suwerenności Polski traktacie lizbońskim. Nie znalazło się też nic na temat największego problemu współczesnej Polski w wymiarze społecznym, ekonomicznym i politycznym – o dramatycznej zapaści demograficznej i metodach na przezwyciężenie starzenia się i wymierania Polski.

Niejasna jest też deklaracja podstawowego prawa każdego człowieka – prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Po pamiętnych głosowaniach nad zmianami w Konstytucji dwa lata temu mającymi na celu doprecyzowanie prawnych gwarancji życia ludzkiego, w których większość posłów PiS zachowała się niejednoznacznie, szkoda, że w artykule Jarosława Kaczyńskiego nie została postawiona kropka nad „i”. Co prawda w tekście dwukrotnie jest mowa o „ochronie życia ludzkiego od poczęcia”, ale nie jest dookreślone, czy ta ochrona obejmuje też prawo do naturalnej śmierci. W świetle nasilających się tendencji do wprowadzenia aborcji na żądanie oraz eutanazji, a także dyskusji o in vitro potrzebne są jasne deklaracje.

Janusz Dobrosz w swoim tekście niewątpliwie trafia w oczekiwania elektoratu solidarnościowego, chrześcijańskiego, niepodległościowego, narodowego i konserwatywnego. Chciałoby się jednak zapytać, dlaczego politycy, którzy są eurosceptykami, nie potrafią się porozumieć i stworzyć jednej silnej i reprezentującej różne środowiska patriotyczne listy wyborczej. Ordynacja jest brutalna i obywatele kalkulują siłę swojej kartki wyborczej. Liderzy dużych formacji z premedytacją używają argumentu, że szkoda „marnować głos”, więc co mają robić wyborcy? Jedni analizują programy, kandydatów i głosują zgodnie z sumieniem obywatelskim, inni zaciskają zęby i uprawiają teorię „mniejszego zła”, jeszcze inni są zniechęceni i zostają w domu. A później Polacy czują się sfrustrowani, bo miało być lepiej, a wyszło tak jak zwykle.

drukuj