Mongolia – nowe horyzonty misyjne
Z ks. Wiktorem Dziurdzią, salezjańskim misjonarzem w Mongolii, rozmawia Rafał Ostrowski
Mongolia to kraj sporych kontrastów. Z jednej strony wieżowce i luksusowe samochody w centrum Ułan Bator, z drugiej biedne, bezdomne dzieci błąkające się po ulicach. Z jednej strony najnowsze technologie sprowadzane przez zachodnie koncerny wydobywcze, z drugiej rozległe przedmieścia bez prądu i wody, w których ludzie mieszkają w jurtach jak przed wiekami. W jaki sposób pomagacie najbiedniejszym?
– Salezjanie przybyli do Mongolii w 2001 roku, aby zająć się edukacją i ewangelizacją najuboższych dzieci i młodzieży. Aktualnie prowadzimy trzy placówki. W Ułan Bator funkcjonuje szkoła salezjańska i sierociniec dla dzieci ulicy, a w Darkhan, drugim pod względem wielkości mieście Mongolii, jest parafia oraz centrum młodzieżowe, gdzie dzieci mogą odrabiać lekcje czy uczestniczyć w kursie językowym i komputerowym.
Pracuje tam kilku Polaków, czy jest to zatem polska misja?
– Nie. To za dużo powiedziane. Ale polskie wsparcie jest znaczące. Oprócz mnie pracuje brat zakonny i trzech polskich wolontariuszy. Angażują się też inni: na przykład polska firma Urbanek, eksportująca do Mongolii przetwory owocowe, pomagała nam przywieźć z Polski maszyny do szycia, gdy organizowaliśmy w szkole szwalnie z kursem krawieckim, i pomaga nam zawsze, ilekroć mamy podobne kłopoty z transportem. Z kolei ambasador RP w Mongolii Zbigniew Kulak, który jest z wykształcenia chirurgiem, nieraz służy konsultacją, kiedy chorują dzieci z ośrodka. Pomógł nam choćby dotrzeć do specjalistów, gdy jedna z naszych pociech wymagała skomplikowanej operacji oka. Pomagają zarówno osoby prywatne, jak i firmy, mój brat i mama bardzo mnie wspierają i oczywiście polski Salezjański Ośrodek Misyjny w Warszawie, bez którego wiele z projektów nie doszłoby do skutku. Pomoc Polaków jest więc duża.
Mimo to wielu misjonarzy decyduje się na powrót do domu. Dlaczego tak się dzieje?
– Tak, to prawda. W ostatnich dwóch latach dwóch misjonarzy salezjańskich wróciło z Mongolii do domów z powodów zdrowotnych. Przede wszystkim decyduje o tym surowy klimat. Zimą jest codziennie minus 20 st. C, a bywa i minus 40 st. C. W tym roku zamarzła nam woda w rurach w sierocińcu dla dzieci ulicy i w konsekwencji rozsadziło system centralnego ogrzewania, którego naprawa kosztowała 12 tys. euro. Wiosną z kolei pył i burze piaskowe. Obecnie jeden z księży ma ciężkie zapalenie płuc. Gdy się choruje, ciężko jest pomagać innym. To skłania do powrotu, szczególnie przybyszów z cieplejszych krajów. A wśród misjonarzy mamy Wietnamczyków, Filipińczyka, Chińczyka i Indonezyjczyka. Nowych chętnych natomiast nie jest zbyt wielu. Widać to również po wolontariuszach. W tym roku z rocznego wolontariatu wraca do Polski trzy osoby i wygląda na to, że nie będzie miał kto ich zastąpić. Zgłoszeń na razie nie ma.
Dlaczego tak się dzieje?
– Myślę, że ludzi pociąga bardziej egzotyka i ciepło Afryki. Mongolia z jej mrozem i stepami wydaje się relatywnie mniej atrakcyjna. Ponadto w całym kraju jest zaledwie 600 katolików.
A jak się mieszka w Mongolii?
– W naszym domu dziecka warunki są bardzo trudne. Zbudowany jest na ruchomym, podmokłym terenie, gdzie znajduje się dawne koryto rzeki. Baraki są prowizoryczne i rozsypują się, a sanitariaty pozostawiają wiele do życzenia. Stoimy przed wyborem: wybudować obiekt z prawdziwego zdarzenia w nowym miejscu albo wracać do jurt. To drugie byłoby wielką porażką. Stąd projekt budowy nowego ośrodka, dla którego obecnie szukamy sponsorów.
A dlaczego Ksiądz wyjechał do Mongolii?
– Pragnąłem pojechać do Chin, ale ze względów politycznych nie było takiej możliwości. Pozostawiłem decyzję Duchowi Świętemu. Przełożeni posłali mnie do Mongolii. Gdyby dziś wezwali mnie i powiedzieli, że mogę wybrać nowe miejsce, bez wahania powiedziałbym: Mongolia. Pan Bóg daje dużo radości, jeśli się pójdzie Jego drogą. A problemy? Bez nich byłoby nudno. Dziękuję Bogu, że są.
Więcej informacji: Salezjański Ośrodek Misyjny, ul. Korowodu 20, 02-829 Warszawa, tel. (022) 644 86 78, www.misje.salezjanie.pl
