Europoseł – reprezentant narodu czy dobrze opłacany kosmopolita
W obliczu zbliżających się wyborów do europarlamentu wielu zastanawia się, jaka jest ranga tych wyborów lub czego należałoby wymagać i oczekiwać od kandydatów na europosłów. Kiedy zadamy pytanie przeciętnemu wyborcy, a nawet przeciętnemu dziennikarzowi zajmującemu się polityką zagraniczną, o kompetencje europejskich parlamentarzystów, poza kilkoma sloganami niewiele będą nam w stanie powiedzieć. Ta niewiedza jest związana nie tylko z małym uświadomieniem ludzi, ale nade wszystko z rzeczywistym brakiem znaczących kompetencji tej instytucji.
Większość unijnych decyzji zapada albo w Komisji Europejskiej, albo w Radzie Europejskiej, albo w Radzie Unii Europejskiej. Parlament wielokrotnie zajmuje się sprawami banalnymi. Po co więc został powołany do życia? Wydaje się, że przede wszystkim po to, aby spełniać rolę listka figowego dla niedemokratycznych procedur unijnych. Nie od dziś najwięksi krytycy Unii podkreślają, że gremia decyzyjne UE powoływane są niedemokratycznie, że przypominają zamknięte koterie polityczne. Europarlament jest więc atrapą demokracji unijnej mającej dawać argumenty na zbijanie tez przeciwników UE.
Wielu zadaje sobie wobec tego pytanie, dlaczego uposażenia europarlamentarzystów mają być aż tak wysokie (kilkakrotnie większe niż uposażenia posłów krajowych)? Czy zajmowanie się krzywizną banana wymaga tak dużych wydatków europejskich podatników? Odpowiedź jest równie banalna, jak wcześniejsze odpowiedzi. Chodzi o to, aby polityków krajowych oderwać od swoich własnych wyborców.
Na dworze cara można wszystko
Sytuacja nieproporcjonalnych zarobków polityków europejskich demoralizuje wielu. Bardzo trudno się oprzeć pokusie łatwego pomnażania majątku. Co więcej – instytucje europejskie stają się celem, marzeniem zwieńczenia kariery dla polityków krajowych. W ten sposób gasi się w warstwie politycznej nastroje eurosceptyczne, polityka krajowa staje się tylko trampoliną do europejskich stanowisk i apanaży. Nawet wielu narodowców, którzy znaleźli się w europarlamencie lub innych instytucjach unijnych, doświadczywszy pożytków z europejskich uposażeń, zaczyna tylko odgrywać rolę eurosceptyków, realnie nie kreując działań nakierowanych na umocnienie swoich narodowych państw. W ten sposób tworzy się w UE klasa ludzi realnie będących zwolennikami superpaństwa europejskiego. W tej chwili są to już całe rzesze urzędników brukselskich, a także podległych unijnym instytucjom urzędników krajowych. Są to najczęściej ludzie materialnie zależni od „pogłębiania integracji europejskiej”. Pamiętam wyznanie jednego z moich znajomych, który cieszył się z dalszej komplikacji przepisów dotyczących przyznawania unijnych pieniędzy, gdyż zajmował się pisaniem projektów europejskich. Jego dochody były wprost proporcjonalne do trudności unijnych przepisów, wszak wtedy ludzie o wiele bardziej potrzebują jego usług. Zatem system wysoko opłacanej biurokracji europejskiej jest podlany sosem mocno finansowanej kosmopolitycznej korupcji, która ma uczynić z poszczególnych ludzi entuzjastów UE. Zadajmy sobie retoryczne pytanie: czy można sobie wyobrazić człowieka zarabiającego kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, który zechce zlikwidować swoje miejsce pracy, choćby było ono najbardziej bezsensowne od strony potrzeb społecznych?
Na kogo głosować w czerwcu?
Od kandydatów na europarlamentarzystów powinniśmy wymagać przede wszystkim uczciwości, mocnego charakteru, który nie podda się łatwo unijnym pokusom. Wszak jedną z większych potrzeb Europy jest zredukowanie instytucji unijnych, biurokracji i zbędnych przepisów. Zatem chodzi o ludzi zdolnych do spojrzenia na miejsce, gdzie się znajdą, z dużym dystansem, z misją autoredukcji unijnych kompetencji i finansów. Z drugiej strony chodzi o ludzi przywiązanych całkowicie do narodowej tradycji, po prostu patriotów. Nie chodzi tylko o to, żeby europarlamentarzysta mówił dziesięcioma językami, ale żeby umiał czuć sprawy polskie i umiał o nie zabiegać na zewnątrz. Bardzo jest też ważne, aby przyszły poseł do europarlamentu umiał kreować wokół siebie środowisko, aby umiał wykorzystać powierzone mu środki do realnego pokazania ludziom meandrów międzynarodowej polityki. Nieocenionym przykładem takiego działania był przed laty Roman Dmowski, który w swojej książce „Polityka polska i odbudowanie państwa” umiał zreferować meandry dyplomatycznej walki o niepodległą Polskę w czasie pierwszej wojny światowej.
Ideały euroentuzjastów
Jednym z nich jest doprowadzenie na forum europejskim do zaniku solidarności narodowej. Dlatego w Parlamencie Europejskim tworzone są frakcje ideologiczne, nie wolno zaś tworzyć frakcji narodowych. Wydaje się, że kluczowym zagadnieniem dotyczącym europarlamentu jest konieczność oparcia się procesom kosmopolityzacji instytucji unijnych.
Europarlament jest dziś dość ważną trybuną dla lewicy europejskiej wykorzystującej ją do propagowania swojej ideologii. To z trybuny tegoż parlamentu przechodzą różnorakie uchwały dotyczące chociażby małżeństw homoseksualnych, aborcji itp. Ma to znaczenie dla kreowania pewnej kultury politycznej w Europie, być może owe uchwały parlamentu są brane pod uwagę jako wykładnia przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Należy zatem zrobić wszystko, aby się sprzeciwiać dewiacyjnym nieraz hasłom europejskiej lewicy wykorzystującej trybunę Parlamentu dla propagowania swoich idei.
Wydaje się, że aby funkcjonowanie naszych europosłów przynosiło jakieś owoce, niezbędna jest większa kontrola i większe zainteresowanie ich działalnością (lub jej brakiem) opinii publicznej. Szczególne zadanie stoi przed mediami katolickimi i narodowymi, które skutecznie mogą domagać się od naszych posłów przestrzegania zasad moralnych oraz obrony narodowego interesu.
Dr hab. Mieczysław Ryba
