Zamiast cudu kompromitacja
Rok rządu Donalda Tuska
Minął pierwszy rok rządu Donalda Tuska. Politycy Platformy Obywatelskiej twierdzą, że bilans jest bardzo pozytywny, liderzy Prawa i Sprawiedliwości, że to zmarnowany rok i kompromitacja. 23 listopada 2007 roku premier w swoim rekordowo długim exposé, trwającym ponad trzy godziny, zapowiadał „cuda”, po których Polska miała się zamienić w „ziemię obiecaną”. Po roku, gdy pytałem o ocenę jego gabinetu w grupie trzydziestolatków, którzy popierali w wyborach PO, usłyszałem: „Daj pan spokój, nie chcemy się denerwować. Jest tak jak zawsze. PiS obiecywało 3 miliony mieszkań i co z tego wyszło? SLD też wiele obiecywał, a były same afery i przekręty. Ci, jak rządzą – widać gołym okiem”.
Rok to z jednej strony zbyt krótki okres, by oceniać, ale z drugiej strony ukształtował się już pewien model rządzenia. Doświadczenie wskazuje, że jeżeli wygrywa się wybory, obiecując powszechny dobrobyt i proponując ambitne reformy, przy czym twierdzi się, że ma się szafy pełne projektów ustaw, to i oczekiwania społeczne są bardzo duże. Poza tym, jeśli jest prawdziwa wola zmian, które nie mogą wszystkich zadowolić, to w pierwszym roku można zrealizować najwięcej pomysłów, bo do następnych wyborów jest sporo czasu. Jeżeli zmiany okażą się udane, to można wtedy liczyć na premię u wyborców w kolejnych wyborach.
Trudno jednak nie zauważyć, że nawet zwolennicy obecnej ekipy oceniają, iż rządzi ona poniżej oczekiwań. Spodziewano się o wiele więcej: rozliczenia poprzedniej ekipy oraz działań modernizujących państwo i rozwijających naszą gospodarkę, reformy systemu politycznego i utemperowania toczącej Polskę jak gangrena partiokracji, likwidacji absurdalnych przepisów krępujących swobodę gospodarczą i inicjatywy społeczne, uproszczenia i obniżenia podatków, uporządkowania stosunków własności. Miało być dobrze, a wyszło jak zwykle?
10 zobowiązań PO
Zapowiedzi były imponujące. 19 października 2007 roku, w ostatnim dniu kampanii wyborczej, Donald Tusk na oczach telewidzów własnym podpisem sygnował 10 zobowiązań PO.
1. Przyspieszymy i wykorzystamy wzrost gospodarczy.
Jak na razie tempo rozwoju ulega wyhamowaniu, a polska gospodarka zaczyna wchodzić w fazę spowolnienia. Rząd mimo zagrożeń związanych ze światowym kryzysem nie podejmuje radykalnych działań osłonowych. Również środki unijne, tak potrzebne do budowy infrastruktury i wynoszące na najbliższe lata 67 mld euro, są jak dotąd wykorzystane zaledwie w 0,22 procent! Mimo że PO tworzy rząd, a poza tym rządzi w 12 na 16 województw samorządowych, które są podmiotami ubiegającymi się o te fundusze. A przecież Polska – w obliczu światowego kryzysu – mogłaby utrzymać rozwój i przy okazji mieć lepsze drogi, szlaki kolejowe, obiekty użyteczności publicznej, infrastrukturę służącą ochronie środowiska.
2. Radykalnie podniesiemy płace dla budżetówki, zwiększymy emerytury i renty.
Oficjalna inflacja liczona rok do roku wynosi 4,4 procent, a w całej sferze budżetowej wynagrodzenia wzrosły średnio o 3,9 procent. Tak więc nie można nawet mówić o utrzymaniu dotychczasowego poziomu uposażeń, nie wspominając już o „radykalnych” podwyżkach. Poza tym na rynku pracy nasilają się niepokojące zjawiska. Następuje wzrost zwolnień pracowników. Symptomy tego pojawiły się po raz pierwszy cztery miesiące temu, gdy Główny Urząd Statystyczny opublikował dane, z których wynika, że po kilkunastu miesiącach wzrostu wynagrodzeń pracowników spadła średnia pensja. Pod koniec września GUS ujawnił, że nastąpiło trzykrotne w stosunku do ubiegłego roku zwiększenie przez zakłady pracy zapowiedzi redukcji zatrudnienia. Według Józefa Oleńskiego, prezesa GUS, wzrost gospodarczy w III kwartale jest mniejszy niż w poprzednim. Na zwiększenie bezrobocia wpływ będzie miał ponadto masowy powrót Polaków z Islandii, Irlandii i Anglii oraz innych krajów zachodniej Europy pogrążających się w recesji.
3. Wybudujemy nowoczesną sieć autostrad, dróg ekspresowych, mostów i obwodnic.
Gdy politycy PO byli w opozycji, bardzo krytykowali poprzedników za ślamazarne tempo. Zapowiadali, że pod ich rządami nastąpi radykalny przełom i do Euro 2012 wybudują w Polsce ponad 2000 km dróg ekspresowych i autostrad. Dziś już wiadomo, że ten cel na pewno nie zostanie osiągnięty, dobrze będzie, jak się uda w 50 procentach. Jak na razie mamy tylko zapowiedzi na przyszłość, a jedyny konkret, to rozstrzygnięcie przetargów na budowę 210 km autostrad, choć zapowiedzi na ten rok opiewały na 500 kilometrów. Za to w mediach od czasu do czasu pojawiają się spekulacje, że nasze drogi będą budowli Chińczycy, a przecież w przeszłości to polskie firmy budowały drogi na innych kontynentach.
4. Zagwarantujemy bezpłatny dostęp do opieki medycznej i zlikwidujemy NFZ.
Reforma zdrowia przygotowana przez minister Ewę Kopacz, która oznacza prywatyzację systemu opieki zdrowotnej na zasadzie, że prywatyzujemy zyski z sektora publicznego, ale straty pokrywamy z kieszeni podatnika, wzbudza sprzeciw większości społeczeństwa. Nie jest to żadna reforma, jedynie zmiana formuły formalnoprawnej organizacji służby zdrowia. Nie rozwiązuje podstawowego dylematu, skąd czerpać fundusze, co oznacza, że o jakości leczenia będzie decydowała grubość portfela. Zapewne zostanie zawetowana przez prezydenta, a koalicji nie uda się odrzucić tego weta. W miejsce Narodowego Funduszu Zdrowia ma powstać prawdopodobnie 6 regionalnych funduszy, teoretycznie ze sobą konkurujących, ale za to zarządzanie nimi będzie znacznie droższe. Lecz ile nowych stanowisk będzie do obsadzenia przez klientelę partii politycznych? Szpitale przemienione w spółki to setki nowych, suto opłacanych stanowisk kierowniczych do obsadzenia, podobnie rzecz się ma z proponowanymi regionalnymi funduszami.
5. Uprościmy podatki – wprowadzimy podatek liniowy z ulgą prorodzinną, zlikwidujemy ponad 200 opłat urzędowych.
Od przyszłego roku będziemy mieli niższe podatki i dwie grupy podatkowe – 18 i 32 procent, ale to jeszcze decyzja poprzedniego rządu, a nie gabinetu Donalda Tuska. Podatek liniowy został odłożony na półkę, a pytany o niego Michał Boni, szef doradców premiera, w jednej z komercyjnych rozgłośni obraził się na dziennikarkę przypominającą to przedwyborcze zobowiązanie PO. Nowych podatkowych rozwiązań prorodzinnych nie ma, i to w sytuacji dramatycznej zapaści demograficznej w Polsce. Nie zniesiono nawet podatku Belki, by w obliczu kryzysu zachęcać obywateli do oszczędzania i stabilizować przepływy pieniężne. Z 200 istniejących w 2007 roku opłat urzędowych zlikwidowano zaledwie kilkanaście. W najbliższym czasie należy się natomiast spodziewać wzrostu podatków pośrednich, co rzecz jasna szczególnie uderzy w najmniej zarabiających.
6. Przyspieszymy budowę stadionów na Euro 2012.
Ogólny stan przygotowań do Euro nie jest zadowalający, czego dowodem są nieustanne spekulacje, czy nie zostaną nam odebrane te mistrzostwa. Co prawda zaczęła się budowa Stadionu Narodowego w Warszawie, ale pozostałe przygotowania, zwłaszcza realizacja zadań z zakresu infrastruktury drogowo-komunikacyjnej (drogi, obwodnice, dworce kolejowe i autobusowe, druga nitka metra w Warszawie, parkingi), stawia pod znakiem zapytania efekt końcowy.
7. Szybko wypełnimy naszą misję w Iraku.
I rzeczywiście nasze wojska opuściły Irak, choć ich wprowadzenie PO kilka lat temu popierała ramię w ramię z SLD i PiS. Dziś wycofanie wojska jest krytykowane wyłącznie przez polityków Prawa i Sprawiedliwości.
8. Sprawimy, że Polacy z emigracji będą chcieli wracać do domu i inwestować w Polsce.
Owszem, część Polaków zaczęła powroty do Polski, lecz nie dlatego, że Sejm przyjął ustawę abolicyjną znoszącą podwójne opodatkowanie dochodów Polaków pracujących za granicą. I nie dlatego, że w Polsce jest tak dobrze, ale ze względu na kryzys, ponieważ Polacy są wypychani z zachodnich rynków pracy. Według szacunków specjalistów, utratą pracy jest zagrożonych przynajmniej 400 tys. Polaków na emigracji, a rynek pracy w Polsce, w sytuacji spowolnienia gospodarczego spowodowanego kryzysem, nie będzie w stanie wchłonąć tylu „nowych” pracowników. Jeżeli Polacy wracają, to nie dlatego że po „fatalnych” rządach PiS nastał gabinet Donalda Tuska, ale dlatego że do września z powodu silnej złotówki praca za granicą była mniej opłacalna, a ostatnio dlatego że jest kryzys. Na marginesie trzeba przyznać, że lepiej, aby zapowiedź Donalda Tuska, iż Polska będzie „drugą Irlandią”, się nie spełniła. Ten kraj jest bowiem obecnie jednym z najbardziej dotkniętych kryzysem i nawet zapowiedziano pozbawienie osób powyżej 70. roku życia dostępu do bezpłatnej służby zdrowia.
9. Podniesiemy poziom edukacji i upowszechnimy internet.
W oświacie panuje chaos i bałagan. Mamy chory system rekrutacji na uczelnie, a matury w tym roku nie zdało 21 proc. abiturientów, a więc tyle samo, co za czasów poprzedniego rządu. Reforma edukacyjna proponowana przez minister Katarzynę Hall, polegająca na przymusowym poborze sześciolatków do szkół, została odrzucona przez rodziców i jest kontestowana przez środowiska oświatowe. Ciągle żenująco niskie wynagrodzenia nauczycieli spowodowały ogromny konflikt z tym środowiskiem. O upowszechnieniu internetu lepiej nie mówić, bo Polska ma jedną z najgorszych w Europie dostępności do tego narzędzia komunikacji, podobnie wygląda sprawa z dostępnością do komputerów w szkołach. Charakterystyczne, że szefowa Urzędu Komunikacji Elektronicznej narzeka, iż premier nie ma czasu wysłuchać jej propozycji w sprawie upowszechniania darmowego internetu.
10. Podejmiemy rzeczywistą walkę z korupcją.
Premier Donald Tusk powołał pełnomocnika ds. zwalczania korupcji. Lecz minister Julia Pitera wsławiła się „wytropieniem” wielkiej afery, czyli kupienia za pomocą służbowej karty płatniczej kawałka śledzia za 7 zł przez jednego z ministrów poprzedniej ekipy. Nad jej raportem na temat rzekomych nieprawidłowości w CBA lepiej spuścić zasłonę milczenia, bo zażenowania nie krył nawet premier. Za to opinia publiczna dowiaduje się, że Krzysztof Bondaryk, szef jednej z najważniejszych służb specjalnych w Polsce – Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego z rekomendacji PO, który przed objęciem posady w agencji pracował u jednego z operatorów komórkowych, cały czas otrzymuje od tej firmy pieniądze – jak odkryło CBA. Bondaryk odmawia agentom udostępnienia informacji na temat tych wpływów, zasłaniając się tajnością swojego kontraktu.
Według „Rzeczpospolitej”, Bondaryk jako szef ABW działa w interesie owej firmy, bo forsował odrzucenie prawa, które utajni przed operatorami zakładanie podsłuchów. Propozycja utajnienia podsłuchów przed operatorami pojawiła się za poprzedniego kierownictwa Agencji. ABW otrzymywała bowiem sygnały świadczące o tym, że od operatorów mogą wyciekać dane na temat zakładanych podsłuchów. Z kolei Sławomir Nowak, szef gabinetu premiera Tuska, według radia RMF, miał rekomendować do rad nadzorczych państwowych spółek swoich kolegów, którzy w przeszłości prowadzili z nim spółkę Signum Promotion. Chodzi o Mariana Gawrylczyka i Piotra Chajderowskiego, którzy pod koniec czerwca weszli do rad nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa. Chajderowski – do Grupy Lotos, Gawrylczyk – do Cefarmu Wrocław. Jak to się ma do zapowiedzi skończenia z kolesiostwem i wprowadzeniem przejrzystych standardów do życia publicznego?
* * *
Trwający rok „miodowy miesiąc” dobiegł końca. Kryzys światowy i jeszcze trudne do pełnej oceny jego skutki społeczne, polityczne, a przede wszystkim gospodarcze, powodują, że nie będzie można uciec od odpowiedzialności i trzeba będzie podejmować niepopularne społecznie decyzje. Czy jednak to oznacza, że nadchodzi dobry czas dla opozycji?
Jan Maria Jackowski
