POSELSTWO PARYSKIE
Polska między historią a geopolityką
Józef Szaniawski
Czym jest Francja w Europie, o tym pisał już w XVI wieku Jan Kochanowski. W słynnym politycznym wierszu „Gallo crocicanti” („Kogutowi piejącemu”) opisywał osławioną bufonadę Francuzów, zboczenia seksualne, nietolerancję, powszechny brud i smród, neutralizowany francuskimi perfumami. Polski poeta słusznie bez najmniejszych kompleksów zapytywał, jak Francuzi mogą po barbarzyństwach rzezi Nocy Świętego Bartłomieja zaliczać się do cywilizowanych narodów Europy, jakim prawem bezczelnie krytykują Polaków. Adam Mickiewicz z goryczą politycznego emigranta wypominał Francuzom nikczemną uległość wobec żandarma Europy – cara Mikołaja I: „Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże, Warszawa jedna twojej mocy się urąga”. Do tych strof nawiązywał po II wojnie światowej Jan Lechoń w nigdy niedrukowanym w kraju emigracyjnym poemacie „Rejtan”:
„Dziś kiedy na cały świat grzmią moskiewskie spiże,
Gdy niejedno poselstwo stopy w Moskwie liże,
A oklask dla przemocy brzmi na wszystkie strony –
Kiedy wszystko struchlało z obawy Moskali…”.
Prezydent Nicolas Sarkozy nawiązuje niestety do najgorszych antypolskich tradycji polityki zagranicznej Francji. W ubiegłym tygodniu spotkał się z Dmitrijem Miedwiediewem – nowym władcą Kremla, i natychmiast na życzenie „Moskala” ostro skrytykował Polaków za sojusz z Ameryką i plany umieszczenia na naszym terytorium amerykańskiego systemu tarczy antyrakietowej. Niezależnie od wszystkiego jest to mieszanie się bezprawne w sprawy wewnętrzne Rzeczypospolitej. Sarkozy postanowił się porozumieć z Rosją wysoko ponad głowami nowej Europy. Francuski prezydent stwierdził, że Europa nie potrzebuje tarczy antyrakietowej, gotowa jest uwzględnić rosyjskie zastrzeżenia i ma nadzieję, że Amerykanie w ogóle z projektu zrezygnują. Czesi natychmiast przypomnieli Sarkozy’emu, że z nimi swojego wystąpienia przed spotkaniem z Miedwiediewem nie konsultował, więc nie ma prawa w ich imieniu z tarczy rezygnować. Ze strony polskiej takiej reakcji zabrakło. Nie tylko rząd, ale nawet prezydent udają, że nic ważnego nie zaszło, kiedy w rzeczywistości zerwana została – i to głosem realnego lidera UE – zasada europejskiej solidarności.
Deklaracja Sarkozy’ego była niedopuszczalna. Nie ze względu na jej treść, bo wobec tarczy można mieć wątpliwości i można nawet chcieć te wątpliwości wyjaśnić przy stole rokowań. Niedopuszczalne było to, że głos Sarkozy’ego nie był głosem Unii Europejskiej, nie był głosem w jakikolwiek sposób konsultowanym z innymi krajami UE, szczególnie z Polską i Czechami, które porozumienia z Ameryką w sprawie tarczy podpisały i na które spadł cały ciężar rosyjskiego niezadowolenia. Jeśli nawet dziś stanowisko europejskich członków NATO czy całej Unii miałoby się w tej kwestii zmienić, powinno się zmienić w konsekwencji wspólnej decyzji podejmowanej z udziałem Polski i Czech. Tymczasem Sarkozy przemówił nie jako reprezentant Unii, ale jak typowy „stary” przywódca Francji, gdzie wciąż silna „partia rosyjska” preferuje – trochę tak jak w Niemczech – dwustronne stosunki z Rosją. I za nic sobie ma solidarność czy europejską politykę wschodnią. Jeśli Sarkozy chciałby mieć nową Europę jako partnera Francji w UE, to nie może wobec nas powtarzać błędów prezydenta Chiraca z osławionym „Polacy stracili okazję, żeby się nie odzywać.”
Za dwa tygodnie Sarkozy przyjedzie do Gdańska na spotkanie z Lechem Wałęsą i premierem Tuskiem. Można domniemywać, że Francuz będzie wywierał presję, aby Polacy byli ulegli wobec Rosji, porzucili sojusz i przyjaźń z Ameryką, a przy okazji przyjęli euro jako swoją walutę. Warto się zastanowić, czym kieruje się Francja.
Prezydent Sarkozy nie powinien się wtrącać w suwerenne polskie sprawy. Ma przecież problemy z kryzysem finansowym, z antysemityzmem – największym obecnie w Europie, wreszcie z 6 milionami antyfrancuskich zdeklarowanych islamistów. My w Polsce śpiewamy, że „dał nam przykład Bonaparte”, ale i zdrady Francuzów pamiętamy doskonale.
