Trzeba interesować się modą

Z Ewą Polak-Pałkiewicz, dziennikarką, publicystką m.in. tygodnika „Niedziela”, rozmawia Anna Zalech

Czy dzisiejszy człowiek może żyć poza modą, czy może się nią zupełnie nie interesować?

– Moda jest pewną propozycją, która płynie z zewnątrz. Można się do niej ustosunkować w dwojaki sposób: czołobitnie, gdy uzna się tę propozycję za bezwzględny dyktat – do czego zresztą dąży rynek mody – albo z dystansem i refleksją. Warto zawsze zadać sobie pytanie: czy ta propozycja jest dla mnie, czy odpowiada mojemu spojrzeniu na siebie jako na człowieka. Gdy odpowiedź będzie pozytywna, można zastanowić się nad współgrającą z modą pewną zewnętrzną kreacją nas samych, która ma odzwierciedlić naszą osobowość, harmonizować z naszym wnętrzem, z naszym światem wartości. Tu ważna jest sztuka wybierania z oferowanej nam aktualnej mody elementów, które akceptujemy i potrafimy twórczo wykorzystać w naszym stroju, tak byśmy się przede wszystkim dobrze w nim czuli. To my musimy panować nad modą, nie ona nad nami. Nie ma bowiem nic smutniejszego niż osoby ubrane nienagannie modnie, a wyglądające – i czujące się – jakby były w kostiumie teatralnym, w przebraniu. Moda jest pewną grą ze światem, pewną estetyczną zabawą, poprzez którą wysyłamy komunikat, że zależy nam na innych ludziach, chcemy, żeby dobrze czuli się w naszym towarzystwie, nie pragniemy się wyróżniać – bycie poza modą też może być przejawem ekscentryzmu, ekstrawagancji i wynikać z chęci zwrócenia na siebie uwagi – a zarazem nie rezygnujemy z naszej odmienności i niepowtarzalności. Cała więc sztuka polega na twórczym, indywidualnym podejściu do zagadnienia mody.


Kultura masowa podsuwa gotowe wzorce. Ten, kto z nich nie korzysta, skazany jest często na margines społeczny. Jak być akceptowanym przez świat, by móc z nim prowadzić dialog, a jednocześnie nie ulec uniformizacji?


– Jedynie człowiek wolny nie będzie ulegał kulturze masowej, zarówno w dziedzinie mody, jak i w innych dziedzinach życia. Ważne jest postawienie sobie pytania – kim jesteśmy? Odpowiedź pozwoli nam ugruntować swoje przekonania, również odnośnie do ubioru. Nada właściwy kierunek naszym poszukiwaniom własnego, niepowtarzalnego stylu.

Szczególnie kobieta powinna bardzo uważać na modę, ponieważ moda współczesna ma ambicje, by przyoblekając ciało, zapanować także nad jej duszą. A zatem warto, by kobieta wykazywała w tej dziedzinie z jednej strony hart ducha, z drugiej wrażliwość, umiar, wyczucie. Jej strój powinien nie tylko ochraniać kobiecość, ale także ją akcentować, być jej synonimem, symbolem. Jednym słowem, wyrażać jej godność. W dzisiejszych czasach jest to sprawa niezwykłej wagi, ponieważ kobiecość jest na różne sposoby kwestionowana. Można to zobaczyć chociażby na polskich ulicach, gdzie dziewczęta, ale również i dojrzałe kobiety przywdziewają masowo modny „mundur” w postaci dżinsów i ortalionowych kurtek o brudnoszarych kolorach czy innych sportowych, a raczej „roboczych”, o byle jakim kroju, strojów, w jakiś sposób negujących kobiecość. Tego rodzaju umundurowanie nawiązuje do ubrań kobiet – robotnic z placów wielkich budów i z PGR-ów, i jest realizacją programu komunistów o uniformizacji, odebraniu osobowości człowiekowi i zniwelowaniu różnic między kobietami i mężczyznami. Moda próbuje także narzucić kobiecie stroje wyuzdane, prowokacyjne, eksponujące te części ciała, które w naszej kulturze chrześcijańskiej zawsze były zakryte. Kobieta jest sprowadzona w nich do „towaru”, który się ogląda.


Co Pani sądzi na temat dzisiejszej kampanii namawiania do tzw. markowych rzeczy?


– To, że człowiek jest zapatrzony w nowości i jest to jego główny punkt odniesienia, oznacza, że jest niewolnikiem, a nie wolnym człowiekiem. Nie ufa sobie, a przez to łatwo nim manipulować. Trzeba mieć odwagę, by wyrazić swoje zdanie wobec tego, co proponują nam projektanci. A żeby to uczynić, trzeba się modą, przynajmniej w niewielkim zakresie, interesować.


Święta Joanna Beretta Molla czy Sługa Boża Anna Jenke to kobiety, które interesowały się modą, ubierały się elegancko i skromnie zarazem. Tymczasem w świadomości wielu osób tkwi ciągle niezrozumiały obraz zaniedbanej, źle ubranej katoliczki. Skąd się wziął taki stereotyp?


– Obie wspomniane kobiety miały ogromną kulturę osobistą, a także szanowane wówczas zawody: lekarki i nauczycielki, i rozumiały, że odpowiedni do okazji strój też jest pewną misją kulturową kobiety.

Rzeczywiście, istnieje pogląd, że katoliczki zaniedbują zewnętrzne piękno, dane im przez Stwórcę. Może wynika to z błędnego rozumowania niektórych pań, że nie powinny w żaden sposób zastanawiać się nad swoją kobiecością, powinny ją ukrywać, maskować. Tymczasem każda kobieta – niezależnie od wieku i stanu – ma obowiązek dbać o swój wygląd zewnętrzny. Jeżeli nie wie, jak to czynić, nie ma wrodzonego wyczucia, w czym jest jej dobrze, powinna postarać się, by odebrać edukację w tym kierunku. Zwróćmy uwagę, jak piękne i podkreślające kobiecość były – i nadal są w wielu wypadkach – habity sióstr zakonnych. Można wręcz uznać je za gotowe wzory pewnej powściągliwej, ascetycznej elegancji. To wynikało z dawnej kultury, z dbałości o każdy szczegół, krój kołnierzyka, mankiet, znaczenie fałdki, wykańczającego ściegu. Był w tym wielki kunszt i podejście do stroju z całym należnym mu pietyzmem, którego dziś często brakuje w seryjnych, niechlujnie skrojonych ubraniach. Oczywiście, tak jak wspomniałam, strój powinien tworzyć harmonię z naszym wnętrzem i z naszą rolą społeczną.


Czy mogłaby Pani zdradzić, jaki styl ubierania jest Pani bliski i jak Pani kompletuje swoją szafę na poszczególne sezony?


– Klasyczny – a więc przestrzegający dobrych proporcji, dbający o staranne wykończenie i ponadczasowość kroju – strój, zarazem pozbawiony sztywności, o łagodnej formie, niesie harmonię, której w tej dziedzinie poszukuję. Kluczem do komponowania całości jest dla mnie kolor i rodzaj materiału. Kolor odgrywa rolę podstawową. Piękna kompozycja kolorystyczna stroju kobiecego może być czymś miłym dla oka, czymś przełamującym szarzyznę ulicy lub stanowiącym kontrpropozycję dla agresywnej kolorystyki reklam, witryn itd.; rodzajem ważnego komunikatu: „pomimo wszystko piękno istnieje!”. Zdecydowanie preferuję sukienki i spódnice, idę świadomie pod prąd modzie nakazującej chodzić kobiecie w spodniach. I właśnie w kobiecych, miękkich liniach, z akcentami, takimi jak: kapelusz, angielski beret, szal, rękawiczki, dobrze się czuję.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj