Schetyna belką w oku
Z posłem Arkadiuszem Mularczykiem (PiS), wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Wojciech Wybranowski
Na czym polega tajemnica biznesowych sukcesów środowiska wicepremiera Grzegorza Schetyny?
– Na braku jakiejkolwiek etyki. Można powiedzieć, że w świetle niedzielnej wypowiedzi premiera Donalda Tuska o niezbędnych standardach w polityce, twierdzenia wypowiadanego w kontekście nepotyzmu PSL i pana wicepremiera Pawlaka, okazuje się, iż najciemniej jest pod latarnią. Premier widzi drzazgę w oku Pawlaka, a nie dostrzega belki w oku Schetyny. Bulwersująca jest sytuacja, w której dwie wrocławskie spółki powiązane personalnie z żoną pana Schetyny, polityka PO, czy z nim samym występują w przetargu organizowanym przez prezesa Polskiego Związku Koszykówki, na co dzień senatora Platformy Obywatelskiej, i jak wieść sejmowa niesie, bliskiego współpracownika Schetyny. To jest sytuacja patologiczna. Jeszcze dokładnie nie wiemy, czy zostało złamane prawo, nie mając dostępu do dokumentów przetargowych, ale już gołym okiem widać, że zasady etyczne jawności życia politycznego zostały złamane.
Ale żadna z firm, które startowały w przetargu i które go przegrały bądź się z niego wycofały, nie zaskarżyła procedury, nie kwestionowała też rozstrzygnięcia przetargu…
– I na pewno te największe polskie firmy zajmujące się reklamą czy pijarem, które wycofały się z tego przetargu, takiego zażalenia nie zgłoszą. Jak się domyślam, te firmy będą chciały dalej występować w przetargach ogłaszanych przez inne związki sportowe czy ministerstwo sportu, nie będą chciały więc sobie utrudniać działań na przyszłość. Ale proszę zwrócić uwagę, że mamy w państwie sytuację niespotykaną: wicepremier Waldemar Pawlak mówi publicznie, że zatrudnianie rodziny w spółkach Skarbu Państwa jest w porządku, iż normalną praktyką jest, że dzieci idą śladami rodziców, a w tym samym czasie główni politycy Platformy – w sposób czynny czy bierny – biorą udział w przetargach budzących duże wątpliwości. Dlatego PiS będzie o tych sprawach mówiło głośno, będziemy informować organy państwowe powołane do tego typu spraw i obserwować, jak organy państwowe, takie jak NIK czy minister Julia Pitera, będą się tym zajmować; zapoznamy się z informacjami kontrolnymi i w zależności od nich będziemy dalej reagować.
Uważa Pan, że sam fakt, iż dany przedsiębiorca zna danego polityka, przyjaźni się z nim, spotkał się z nim przed laty na przysłowiowym piwie, powinien automatycznie eliminować go z udziału w przetargach?
– To nie jest tak, że ktoś z kimś kiedyś był na piwie. W tym konkretnym przypadku wszyscy właściciele lub osoby zarządzające spółkami, które wygrały przetarg na promocję Mistrzostw Europy w Koszykówce Mężczyzn, są związane od wielu lat z wicepremierem Grzegorzem Schetyną. Na przykład osoba szefująca jednej z tych spółek była wcześniej prezesem Śląska Wrocław, należącego do Schetyny, zakładała wspólnie z nim Radio Eska Wrocław. Inna z osób przeszła podobną drogę, również pracowała w Śląsku. Mamy do czynienia z pewnym układem towarzysko-biznesowym, który teraz konsumuje swoją znajomość, wykorzystując pozycję Grzegorza Schetyny. W tym momencie nie twierdzę wprost, że Grzegorz Schetyna maczał palce w tym przetargu, nie mam na to dowodów, natomiast bezspornym faktem jest, że pan Ludwiczak, senator PO z okręgu wałbrzyskiego, nie powinien jednoosobowo decydować o komisji przetargowej, która zadecydowała o takim, a nie innym wyborze firm zajmujących się promocją ME w koszykówce. Tym bardziej że jest czynnym politykiem Platformy. Ta sprawa brzydko pachnie już na kilometr. Dlatego właściwe organy kontrolne muszą dokładnie przyjrzeć się trybowi wyboru komisji przetargowej i sposobowi przeprowadzenia całego przetargu, a także zbadać udział w nim pana Romana Ludwiczaka. Naprawdę nie może być tak, że senator PO, czynny polityk, jednoosobowo wybiera skład komisji przetargowej, a ta zwycięzcą w przetargu ogłasza firmy należące do osób związanych z panem Schetyną, na co dzień politycznym kolegą pana Ludwiczaka.
Do jakich instytucji trafi wniosek PiS?
– Skierujemy sprawę do NIK, która jest upoważniona do kontroli przetargów, gdzie wydawane są publiczne środki finansowe, do resortu sportu oraz do minister Julii Pitery. Na początek będziemy czekać na czynności kontrolne i wyjaśnienia tych organów oraz zapowiadamy zwołanie – już po uzyskaniu wyjaśnień również od pana Schetyny – posiedzenia dwóch sejmowych komisji: ds. Kontroli Państwowej oraz Kultury Fizycznej i Sportu.
Sądzi Pan, że minister Pitera i minister Drzewiecki, podlegli partyjnie wicepremierowi Schetynie, wybiją się ponad polityczne zależności i przeprowadzą kontrolę? Minister Julia Pitera przed zbadaniem sprawy udzielała wywiadów przesądzających o uczciwości tak szefa MSWiA, jak i prawidłowości przetargu…
– To nie jest kwestia wiary. Trzeba pamiętać, że są oni urzędnikami państwowymi i do ich obowiązków należy wyjaśnienie tej sprawy. Są zobligowani do przeprowadzenia kontroli na podstawie ustawy i myślę, że wyniki tej kontroli będą bardzo ważne teraz i na przyszłość. Każdy dokument kontrolny sporządzony przez urzędnika będzie podlegał kontroli, teraz czy za kilka lat, w następnej kadencji. Dlatego też nasz wniosek kierujemy do kilku różnych instytucji, tak byśmy mieli możliwość porównania skuteczności działań tych organów i ich rzetelności.
Z jednej strony, na czele organów, do których kierujecie Państwo swój wniosek, stoją politycy PO, z drugiej, na czele NIK – prezes Jacek Jezierski kojarzony z PiS. To spowoduje, że jakiekolwiek wyniki tych kontroli zawsze wywołają z jednej czy drugiej strony zarzut politycznej dyspozycyjności…
– Każdy przetarg rządzi się swoimi prawami, musi być przeprowadzony zgodnie z wymogami ustawy, muszą być spełnione warunki w niej określone i myślę, że istotą działań tych kontrolnych organów będzie ustalenie, czy te zapisy ustawy zostały złamane, czy też nie, a więc czy doszło do nieprawidłowości. Sądzę, iż po przeprowadzeniu tych kontroli będzie można dokonać oceny jakości i rzetelności działań tych instytucji kontrolnych oraz zapoznać się, już w sposób szczegółowy, ze specyfikacją z zasadami tego przetargu. Na chwilę obecną mamy tylko informacje prasowe i tylko na tym poziomie możemy się poruszać. Dość istotnym sygnałem jest fakt, że jedna z największych firm reklamowych – Sport Promotions, wycofała się na znak protestu z tego przetargu. Być może w tym środowisku przeważała opinia, że tak czy siak przetarg będzie rozstrzygnięty na korzyść takich, a nie innych firm.
O Grzegorzu Schetynie na Dolnym Śląsku od lat mówi się nieoficjalnie jako o współtwórcy i beneficjencie tzw. układu wrocławskiego. Jednak prokuratura w tych sprawach nie dopatrzyła się nieprawidłowości…
– Rolą opozycji jest podnoszenie tego typu wątpliwości, które opisują dziennikarze, rolą organów państwowych jest badanie i wyjaśnianie tych spraw. Proszę zwrócić uwagę, że te wszystkie sprawy prędzej czy później będą wyjaśnione. To tak jak z prezydentem Olsztyna Małkowskim: kilkunastokrotnie prokuratura umarzała przeciwko niemu różne sprawy, a teraz one ruszają, być może tak samo będzie z prezydentem Karnowskim i być może będzie tak z panem wicepremierem Schetyną. Ja oczywiście tego nie przesądzam, ale myślę, że prędzej czy później każdy dostanie odpowiednią zapłatę za działalność, którą prowadził. A w mojej ocenie, jako prawnika, cała sprawa nie służy transparentności pana Schetyny jako osoby publicznej, a wręcz przeciwnie: u wielu osób budzi podejrzenia działań niezgodnych z zasadami uczciwości postępowania.
Dziękuję za rozmowę.
