Mądry Polak po szkodzie

Jan Maria Jackowski

Polsce zostały narzucone administracyjnie obowiązkowe wysokie normy udziału energetyki odnawialnej w całości produkcji energii. Na mocy tych ustaleń – i zaniedbań rządzących w przeszłości, którzy się na to zgodzili – do 2010 roku aż 7,5 procent energii ma pochodzić ze źródeł odnawialnych. Dziś jest to znacznie poniżej tego pułapu, a w przypadku niewywiązania się z tego obowiązku grożą naszemu krajowi poważne kary finansowe oraz obowiązek zakupu droższej czystej energii z zagranicy.

Najwyższy potencjał w Polsce ma energia geotermalna, słoneczna i biomasy. Znacznie niższe są zasoby energii wody i wiatru, przy czym minusem stosowania energetyki wiatrowej jest niszczenie krajobrazu, uciążliwość dla osób mieszkających w pobliżu, hałas oraz zagrożenia dla wędrownego ptactwa, a w przypadku wiatraków w morzu – dla ryb, bardzo słaba i przypadkowa wydajność, jak również niska opłacalność ekonomiczna. Jednak bogate i powiązane z kapitałem zagranicznym lobby wiatrowe bardzo promuje wiatraki, które niby wytwarzają czystą i „tanią” energię, ale za cenę niszczenia krajobrazu oraz flory i fauny. „Wiatrakowcy” niejako „terroryzują” lokalne władze publiczne zobowiązaniami Polski do owych 7,5 proc. i pod ideologicznymi hasłami „ochrony” naturalnego środowiska różnymi metodami wymuszają zgodę na budowę wiatraków. Nie robią tego z miłości do przyrody, ale liczą na ogromne zyski, a za w sumie znacznie droższą i wcale nie neutralną dla natury energię zapłaci całe społeczeństwo.

Jak napisano w „Naszym Dzienniku”, nieświadomi zagrożeń rolnicy w północnej i zachodniej Polsce podpisują niekorzystne umowy na dzierżawę ziemi pod elektrownie wiatrowe. W przypadku wycofania się z kontraktu grozi im bankructwo, gdyż kara wyniesie gigantyczną kwotę 900 tys. złotych! Sprzeciw wobec wiatraków trwa także nad morzem. W petycji do władz – podpisywanej przez setki mieszkańców i turystów korzystających z unikatowego piękna krajobrazu nadmorskiego w okolicach Dębek – napisano, że jest zagrożona niezwykle czysta linia horyzontu, która przestanie istnieć. Pewna firma stara się bowiem o ostateczne pozwolenie na budowę 33 elektrowni wiatrowych w odległości 4,5 km od linii brzegowej na wysokości plaży od Karwi do ujścia Piaśnicy w Dębkach. W morzu mają powstać ogromne 120-metrowe instalacje wiatrowe, które będą widoczne od Władysławowa do Łeby i będą emitować groźne dla zdrowia ludzkiego i słyszalne w Dębkach bardzo niskie dudniące dźwięki. Lokalizacja taka zagrażać będzie naturalnemu środowisku, a w szczególności migrującym ptakom oraz i tak już nielicznym rybom w Bałtyku. Protest tak przybrał na sile, że jest szansa, iż odpowiednie władze ostatecznie nie wyrażą zgody na tę szkodliwą inwestycję.

Trzeba rozwijać energię ze źródeł odnawialnych. Jednak wiatraki to ślepy zaułek, a geotermia z powodów politycznych, ideologicznych, ekonomicznych, a także w wyniku działań lobbingowych jest w Polsce niedoceniana i ośmieszana. Tymczasem jest ona promowana w krajach sąsiednich. Niemcy, które mają znacznie mniejsze od polskich złoża wód geotermalnych, traktują ją jako priorytet. W Czechach i na Słowacji są czynione na nią spore nakłady inwestycyjne. I w takiej sytuacji, gdy z badań naukowych jasno wynika, że naturalnym bogactwem Polski są ogromne zasoby geotermalne, które mogłyby uniezależnić nasz kraj energetycznie, rząd blokuje inicjatywy w tym zakresie, jak choćby geotermię toruńską. Za dwa lata okaże się, że Polska nie wywiąże się z zobowiązań i będziemy musieli kupować znacznie droższą czystą energię geotermalną z Niemiec. Czy to nie paradoks, że w Niemczech ta technologia jest słuszna, a w Polsce najwyraźniej „niesłuszna”? Czy po raz kolejny okaże się, że Polak jest mądry dopiero po szkodzie?

drukuj