Warto inwestować w edukację dziecka

Na temat wyboru szkoły i wychowania mówi Małgorzata Nawrocka, pisarka, mama trzech córek

Posyłając nasze córki do szkoły katolickiej, wspólnie z mężem kierowaliśmy się głównie wychowawczą troską o nie. Chcieliśmy, aby dziewczynki dorastały w środowisku, z którego wartościami my się identyfikujemy. Dlatego po wstępnym etapie w Kolegium OO. Pijarów ostatecznie umieściliśmy je w Żeńskiej Szkole Stowarzyszenia Edukacyjnego „Sternik”. Chodzą tam do dziś. A my wciąż jesteśmy przekonani, że to był bardzo dobry wybór.

Poszukując placówki edukacyjnej, założyliśmy od początku, że musimy znaleźć taką, która będzie jakby naturalnym przedłużeniem systemu wartości domu, więc wesprze nas w trudnym i żmudnym procesie wychowania. Najstarszą córkę zapisywaliśmy do szkoły, kiedy miała… 1,5 roku! Może się to wydać dziwne, ale dowodzi również naszej determinacji.

Do „Sternika” ostatecznie przekonał nas pozornie nieistotny szczegół. Otóż w programie dydaktycznym przedszkolnej grupy czterolatków, do której właśnie miała pójść nasza druga córka, znaleźliśmy takie zdanie: „Pamiętaj, zawsze się uśmiechaj, kiedy ktoś ciebie o coś prosi”. To nas urzekło. Stwierdziliśmy, że jeżeli zwraca się tutaj uwagę na takie wychowawcze „drobnostki”, to ci, którzy pisali te słowa, znają się na pedagogice, zatem i reszta programu będzie zgodna z naszymi oczekiwaniami. Nie zawiedliśmy się.

Trzeba poza tym pamiętać, że jeżeli rodzice pozostają sami ze swoimi ideałami i wizjami, jak powinno wyglądać właściwe wychowanie, a nie mają w tym wsparcia szeroko rozumianego środowiska (szkoła, dalsza rodzina, osiedle, podwórko, koledzy dziecka itp.), to wtedy istnieje duże ryzyko, że będą narażeni na klęskę pedagogiczną bez względu na to, jak sami się w wychowanie zaangażują. Rodzic musi zrozumieć, że edukacja to proces rozciągnięty w czasie i przestrzeni i nie jest bez znaczenia ani miejsce, ani klimat, w którym dziecko przebywa poza domem przez wiele godzin dziennie. Oczywiście rodzinny dom to podstawa wszelkiego wychowania, ale środowisko i szkoła powinny jednomyślnie współdziałać z rodzicami w procesie edukacji, jeśli chcemy, aby nasze dzieci były wychowane w jakiejś spójnej, normalnej, zintegrowanej wizji świata wartości, jakie wyznają jego rodzice. Oczywiście nie chodzi tu o propagowanie uniformizmu ideologicznego czy dydaktycznego, ale priorytety i kierunek współdziałania domu i szkoły powinny być jasno ustalone i zaakceptowane przez obie strony.

Edukacja dziewczynek to znaczący wydatek z naszego domowego budżetu. Wydatek wymagający dyscypliny finansowej i rezygnacji z wielu innych rzeczy. Mimo wszystko warto. Myślę, że gdybyśmy nie zadbali o wybór odpowiedniej szkoły, to o wiele więcej czasu i energii musielibyśmy poświęcić na rozwiązywanie problemów wychowawczych związanych z pomyłkami ich „przypadkowej” edukacji. Z ryzykiem, że niektórych popełnionych tu błędów wręcz nie da się naprawić.

Bardzo cieszy mnie fakt, że ostatnio coraz więcej szkół katolickich zyskuje status szkół publicznych. To otwiera możliwość skorzystania z najlepszej oferty edukacyjnej także tym rodzicom, którzy chcą posłać swoje dziecko do szkoły chrześcijańskiej, a nie mogli się na to zdecydować wcześniej ze względów finansowych.


not. AZ
drukuj