RODZINA SZKOŁĄ UCZNIÓW CHRYSTUSA

Sokołów Podlaski, konkatedra, rekolekcje wielkopostne, 7.III.2008, piątek IV tygodnia WP

Ukochani Bracia i Siostry, obecni w tej konkatedrze;
Drodzy Rolnicy, Pracownicy Leśni, Rybacy i wszyscy, którzy modlicie się z nami za pośrednictwem Radia Maryja i Telewizji TRWAM.

1. Rodzina jest drogą Kościoła.
Jakże często zastanawiają nas słowa Ojca Świętego, które docierają za pośrednictwem pierwszej papieskiej encykliki „Redemptor hominis”, wyrażające niesłychanie istotną prawdę, że człowiek jest drogą Kościoła. Skoro więc człowiek jest drogą Kościoła, to samo odnosi się do rodziny. Nie da się bowiem wyobrazić człowieka bez rodziny. I tak to rozumiał również Jan Paweł II, dlatego w „Liście do rodzin”, ogłoszonym w roku 1994, w Roku Rodziny, napisał: „najważniejsza drogą, po której idzie (Kościół), jest rodzina” (List do rodzin, 2).
W adhortacji zaś apostolskiej „Familiaris consortio” jakby wyjaśnia poprzednią myśl, pisząc, że „przyszłość ludzkości idzie poprzez rodzinę” (86). To wszystko przez całe wieki było zawsze oczywiste. To nam podpowiada rozum. Co więcej, należy zauważyć, że rozum ludzki powinien o tym mówić, jak o czymś nie podlegającym wątpliwościom, ale niestety, zdarzają się ludzie, którzy nie chcą korzystać z Bożego światła. Do nich nawiązuje dzisiejsze pierwsze czytanie, zaczerpnięte z Księgi Mądrości: „Mylnie rozumując bezbożni mówili sobie: „Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny””. A ta niewygoda między innymi wyraża się i w tym, iż sprawiedliwy „Chełpi się, że zna Boga, zwie siebie dzieckiem Pańskim!”.
Są więc wśród nas ludzie bezbożni. Może nawet niekiedy i my stajemy się nimi?! Nie należy tego wykluczać. Z tego to względu przypatrzmy się ich myśleniu i ich postępowaniu. Ci bezbożni chętnie sięgają po środki niegodziwe, do których należy zasadzka. Motywacja ich jest niebezpieczna, a postępują tak, ponieważ sprawiedliwy jest im niewygodny. Mają pretensje o to, że ktoś zna Pana Boga i uważa się za dziecko Boże. Jest w tej postawie bezbożnych coś niesłychanie groźnego, ale jest to zachowanie, z którym spotykamy się i dzisiaj, szczególnie w tym wszystkim, co odnosi się do rodziny. Prawdopodobnie ze względów komercyjnych rodzina jest bezbożnym niewygodna. A przecież to rodzina jest kolebką życia, to rodzina jest wspólnotą miłości, to dzięki rodzinie każda i każdy z nas może cieszyć się darem życia.

2. Kościół troszczy się o rodzinę.
Trzeba więc przypominać każdemu pokoleniu, że „przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę”. A kto tego nie chce zrozumieć, staje się najzwyczajniej wrogiem przyszłości człowieka. Nie ma innego wytłumaczenia. Znając dobrze sytuację, w jakiej znajduje się obecnie rodzina, Kościół uznał ją za najważniejszą swoją drogę. Świadczy o tym chociażby działalność Jana Pawła II, który niesłychanie często mówił o rodzinie, zwracał się do rodziny i stał na straży jej integralności.
Wypada w tym miejscu przypomnieć, że Jan Paweł II powołał już w roku 1981 Papieską Radę ds. Rodziny, a następnie Instytut Studiów nad Małżeństwem i Rodziną przy Papieskim Uniwersytecie Laterańskim (1982), Papieską Akademię „Pro Vita” ( (1994). Papież opublikował też liczne dokumenty, poświęcone małżeństwu i rodzinie, jak: wspomnianą już adhortację apostolską „Familiaris consortio” (1981), „Kartę Praw Rodziny” (1985), encyklikę „Evangelium vitae” (1995), „List do rodzin”, ogłoszony w Roku Rodziny (1994). W tym miejscu należy nadmienić, że sprawom rodziny poświęcił również listy do dzieci, do młodzieży, do osób w podeszłym wieku, do kobiet i wiele innych wystąpień, nawiązujących do tego samego zagadnienia. Papież umieścił wreszcie w Litanii loretańskiej nowe wezwanie – „Królowo Rodzin”.
W nauczaniu Kościoła rodzina jawi się jako podstawowe środowisko biologicznego i duchowego rozwoju. Rodzina jest tym miejscem, w którym przekazuje się dziedzictwo kulturowe kolejnym pokoleniom. Z tego natomiast wynika, że każdy człowiek, każda osoba ludzka ma niezbywalne prawo do rodziny (List do rodzin, 2; FC 86).

3. Powołanie do małżeństwa i rodziny.
Jako uczennice i uczniowie Chrystusa staramy się często przypatrywać naszemu powołaniu, odczytywać jego treść, starać się ocenić naszą wierność własnemu powołaniu. A w tym wypadku chodzi o wierność powołaniu do małżeństwa i do rodziny. W związku z tym mogłoby się wydawać, że ten rodzaj powołania dotyczy jedynie tych, którzy aktualnie zawierają małżeństwo i tworzą rodzinę. Sądzę, że byłoby to zbyt wielkim uproszczeniem.
O powołanie do małżeństwa i rodziny, o jego poziom moralny, ludzki i religijny powinni zabiegać wszyscy ludzie. Pamiętajmy o nim w naszych modlitwach. Bierzmy przykład z sanktuarium św. Józefa w Kaliszu, gdzie w każdy pierwszy czwartek miesiąca gromadzą się pielgrzymi, aby modlić się w intencji polskich rodzin. O tym szczególnym powołaniu winny pamiętać dzieci, a może przede wszystkim młodzież, gdyż ono jawi się przed dziewczętami i chłopcami jako coś naturalnego i bliskiego. O tym samym powołaniu nie mogą zapominać ludzie samotni.
Są jeszcze inne środowiska, na które wypada zwrócić uwagę, gdy poruszamy sprawę małżeństwa i rodziny. Mam na myśli dziennikarzy, twórców i lekarzy; każda z tych grup może wiele zrobić dobrego względem małżeństwa i rodziny. Jest bowiem w stanie wpływać na zachowania i postawy ludzkie przez promowanie małżeństwa i rodziny, a w wypadku służby zdrowia – przez pomoc lekarską, bardzo potrzebną zwłaszcza w obronie życia.
Wszystko to ma swoje źródło w Piśmie Świętym, gdyż ten rodzaj powołania jawi się jako pierwszy na kartach Starego Testamentu. One to ukazują, że u początków małżeństwa i rodziny był sam Stwórca, zatroskany o przyszłość rodzaju ludzkiego i o to, aby ludzie nie czuli się samotni. Rodzina jest włączona w plan Odkupienia, zwłaszcza przez sakrament Małżeństwa, gdyż jest swoistym budulcem Chrystusowego Kościoła, przez św. Jana Chryzostoma nazwana „Kościołem domowym”. Nasz zaś Papież nierzadko nazywał rodzinę „małym Kościołem”, albo też „domowym sanktuarium Kościoła” (por. FC 48, 55).

4. Małżeństwo jako Sakrament.
Katechizm Kościoła Katolickiego wyjaśnia, że „Mężczyzna i kobieta są stworzeni „jedno dla drugiego”. Bóg nie stworzył ich „jako części” i „niekompletnych”. Bóg stworzył ich do wspólnoty osób, w której jedno może być „pomocą” dla drugiego, ponieważ są równocześnie równi jako osoby („kość z moich kości..”) i uzupełniają się jako mężczyzna i kobieta. Bóg łączy ich w małżeństwie w taki sposób, że stając się „jednym ciałem” (Rdz 2,24), mogą przekazywać życie ludzkie: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię” (Rdz 1,28). Przekazując swojemu potomstwu życie ludzkie, mężczyzna i kobieta jako małżonkowie i rodzice współdziałają w wyjątkowy sposób z dziełem Stwórcy” (KKK, 372).
Wedle tegoż Katechizmu istnieje podobieństwo pomiędzy sakramentami: małżeństwa i kapłaństwa, gdyż „są one nastawione na zbawienie innych ludzi. Przez służbę innym przyczyniają się także do zbawienia osobistego. Udzielają one szczególnego posłania w Kościele i służą budowaniu Ludu Bożego”. W praktyce najczęściej to podobieństwo daje o sobie znać przez uczestnictwo w rodzeniu, najpierw do życia ziemskiego, a następnie do życia nadprzyrodzonego. Oba też sakramenty, czyli małżeństwo i kapłaństwo służą budowaniu wspólnoty opartej na wartościach. O takiej to wspólnocie często wypowiadał się Jan Paweł II, przestrzegając jednocześnie przed straszliwymi skutkami, jeśli się w jakimś miejscu albo czasie zapomni o wartościach.. „Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” (Centesimus annus,1991). Niestety, ostrzeżenie to jest wciąż aktualne. Jego znaczenie widać na tle ideologii, które usiłują zakrzyczeć dobro i prawdę, wciąż odwołując się do dialogu, ale w tym dialogu pozbawiają uczestnictwa ludzi czujących i myślących odmiennie, nazywając ich oszołomami i posługując się innymi określeniami, odbiegającymi daleko od jakiejkolwiek kultury, będącymi zaprzeczeniem dialogu.
Tego rodzaju zachowania, pełne agresji dają o sobie znać, zwłaszcza w odniesieniu do małżeństwa sakramentalnego. Widoczne są one w środkach masowego przekazu, w promowaniu modeli, pozbawionych jakiegokolwiek odniesienia do Pana Boga. Na nas jako na uczniów i uczennice Chrystusa spływa stąd obowiązek, mający również swoje źródło w miłości do człowieka, abyśmy zabiegali o przekazywanie kolejnym pokoleniom takiego wzorca małżeństwa, które wsparte łaskę Bożą, umocnione Sakramentalnym darem będzie rozwijało więzy miłości, darząc szczęściem, ogarniającym sobą także i dzieci. Tym ostatnim taki klimat rodzinny zapewni pełny rozwój osobowy.
Niech więc ślub kościelny przestanie być jedynie zewnętrzną formą, ale stanie się głębokim przeżyciem, dobrze przygotowanym na specjalnej katechezie; w którym nowożeńcy uczestniczą z wiarą, wsparci przez swoich najbliższych. Chodzi bowiem o to, aby małżeństwo odzyskało swoje znaczenie i swoje piękno, dzięki duchowemu wsparciu, pochodzącemu od nas wszystkich.

5. Jaka jesteś, rodzino?
Małżeństwo daje początek rodzinie. O rodzinie każda i każdy z nas ma swoje osobiste wyobrażenie. Może być ono wyjątkowo radosne i pogodne, może jawić się w tonacji umiarkowanej, ale też może budzić pewien lęk. Wszystko zależy od tego, jaka była nasza rodzina. Podlega ona bowiem pewnym przemianom, a nawet kryzysom. We wspomnieniach ankietowanych osób na temat konfliktów rodzinnych, opublikowanych na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych „uderza coś innego niż konflikt: poszukiwanie sposobów rozwiązania sprzeczności, a jeśli okazuje się to zbyt trudne – wyjścia poza konflikt. Nie chodzi tu tylko o jakiś powierzchowny modus vivendi obu pokoleń, a o znalezienie płaszczyzny nadrzędnej, która by umożliwiła porozumienie pomimo trudności. Płaszczyzną taką może być tylko miłość – ,i to „miłość mądra” (…). Bo najważniejsze w rodzinie, to miłość. Żadne siły nie pozbawią człowieka rodziny, jeśli ta miłość, chęć zrozumienia i wzajemny szacunek będą mostem między człowiekiem i jego domem” (Przeciszewska, Więź, 1961, nr 1, str. 133).
Oczywiście, nie możemy zapominać, że na rodzinę mają wpływ różne okoliczności, a przede wszystkim pewne tendencje obyczajowe, ale też – gospodarcze i społeczne. Chociaż samo to, że rodzina współczesna przestaje być rodziną patriarchalną, w której zawsze było wiadomo, kto jest głową, nie musi budzić lęku. Obecnie jest ona bardziej partnerska, ale to nie znaczy, że musi być gorsza, jedynie z tego względu, że dzieci względem rodziców posługują się zaimkiem „Ty”, a nie -„pani matko”, lub „panie ojcze”. W tym zaimku „ty” może być więcej miłości, aniżeli w słownej kurtuazji.
Rodzina współczesna przestaje być wielopokoleniową, a to z tego tytułu, że warunki zewnętrzne, zwłaszcza szczupłość mieszkań ogranicza jej bezpośrednie oddziaływania na dwa lub trzy pokolenia. „Socjologowie nazywają rodzinę współczesną – rodziną „nuklearną”. Nawiązując bowiem do najnowszych ujęć w dziedzinie teorii fizykalnych pragną oni oddać myśl, że rodzina współczesna(…)jest już nie związkiem atomów, ale „atomem społecznym”, a więc najmiejszą jednostką społeczną, składającą się z najmniejszej liczby „protonów i neutronów”, a więc najmniejszej liczby części składowych, jakie są niezbędne, aby w ogóle rodzina istniała wśród różnych form życia społecznego” (J.Turowski, Przemiany współczesnej rodziny, w: Zeszyty Naukowe KUL, 1959, nr 4, str. 24).
Tak mówią o rodzinie socjologowie. I w wielu punktach mają rację. Ważne jest, abyśmy uczestnicząc w tych przemianach zewnętrznych, które nie zawsze są istotne, stale pamiętali, że rodzina jest powołana do wypełnienia dwóch zadać podstawowych i dlatego ma być przestrzenią miłości i życia. Miłość i życie określają wszystko inne, co się składa na rodzinę. I niezależnie od aktualnych okoliczności każda rodzina wtedy jest sobą, kiedy wypełnia obie podstawowe misje: dzielenia się miłością i posługa życiu.
Katechizm Kościoła Katolickiego ujmuje to w sposób następujący: „Rodzina jest podstawową komórką życia społecznego. Jest naturalną społecznością, w której mężczyzna i kobieta są wezwani do daru z siebie w miłości i do przekazywania życia. Autorytet, stałość i życie w związkach rodzinnych stanowią podstawy wolności, bezpieczeństwa i braterstwa w społeczeństwie. Rodzina jest wspólnotą, w której od dzieciństwa można nauczyć się wartości moralnych, zacząć czcić Boga i dobrze używać wolności. Życie rodzinne jest wprowadzeniem do wolności” (KKK, 2207).

6. Ewangelizacyjna misja rodziny.
W powyższej definicji dostrzegamy to, co składa się na szczególną misję formacyjną rodziny. Tak ją postrzegali nasi poprzednicy. Taką rodzinę odnajdujemy w ich wspomnieniach, przekazywanych nam bezpośrednio, albo też zapisanych. Z taką rodziną spotykamy się w naszej literaturze i to niezależnie od tego, w jakim środowisku powstawała. Mogły to być nasze miasta, a jeszcze częściej nasze wsie, leśniczówki i rybackie chaty. Miłość bowiem i szacunek dla życia zawsze i wszędzie są tym samym. Zawsze też i wszędzie są źródłem trwałości małżeństwa i rodziny oraz skuteczności w dziedzinie wychowania.
Przypomniał to Jan Paweł II w roku 1997, na kaliskim spotkaniu: „Bracia i Siostry, ani na chwilę nie zapominajcie o tym, jak wielką wartością jest rodzina. Dzięki sakramentalnej obecności Chrystusa, dzięki dobrowolnie złożonej przysiędze, w której małżonkowie oddają się sobie wzajemnie, jest ona wspólnotą świętą”. Jest to świętość szczególna, która na zewnątrz daje się zauważyć w cierpliwości, w pogodzie, szacunku, ustępliwości, zatroskaniu i w wielu innych przejawach, bliskich naszemu sercu.
Z tego to względu Zofia Loren mogła wyznać, że „Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Dla dobra rodziny zrezygnowałabym z najbardziej atrakcyjnej roli i z najbardziej perspektywicznego filmu” (TVP, prog. 1, niedziela 15.XII.96).
O tym też świadczy krzyk matki z filmu: „Oliwer, Oliwer”. Opowiada on o rodzinie, w której żyje i rozwija się bohater filmu razem z rodzicami i swoją siostrą. Wysłany przez matkę z koszyczkiem wiktuałów i lekarstw do swojej babci, jak czerwony kapturek, nie dotrze na miejsce, ponieważ spotka go wilk, którym okażą się paryscy homoseksualiści. Po paru latach już jako dorosły wraca Oliwer do domu, skrzętnie ukrywając swoje przeżycia z minionego czasu. Wszyscy w rodzinie stają przed poważną próbą akceptacji „dużego Oliwera”. Najszybciej wszelkie opory przezwycięża matka, ona też najmocniej przeżyła odejście syna. Pusta huśtawka chłopca była ciągłym tego przypomnieniem. A jej przejmujące wołanie: „Oliwer, Oliwer” jeszcze dotąd unosi się nad rozkołysanymi łanami zbóż i odbija się echem od domu.
Rodzina jako gniazdo miłości, znajduje się zawsze u początków życia i czuwa z poświęceniem nad jego rozwojem. O tragedii tych, którym wypadnie znaleźć się w rodzinie pozbawionej miłości, nie trzeba mówić, gdyż samo życie jest najsumienniejszym świadkiem oskarżenia.

7. Miłość za miłość – w rodzinie.
Co więc z małżeństwem, co z rodziną? Te pytania należy chyba zastąpić innymi: co z życiem, co z miłością? Jeżeli chcemy być spokojni o przyszłość, jeżeli pragniemy osiągnąć szczęście, wzmocnijmy rodzinę w miłości i czyńmy to z miłością. A jak należy kochać rodzinę, podpowiada nam Jan Paweł II:
„Kochać rodzinę, to znaczy umieć cenić jej wartość i możliwości, i zawsze je popierać.
Kochać rodzinę, to znaczy poznać niebezpieczeństwa i zło, które jej zagraża, aby móc je pokonać.
Kochać rodzinę, to znaczy przyczyniać się do tworzenia środowiska sprzyjającego jej rozwojowi.
Zaś szczególną formą miłości wobec dzisiejszej rodziny chrześcijańskiej, kuszonej często zniechęceniem; dręczonej rosnącymi trudnościami, jest przywrócenie jej zaufania do siebie samej, do własnego bogactwa natury i łaski, do posłannictwa powierzonego jej przez Boga.
Trzeba, aby rodziny naszych czasów powstały! „Trzeba, aby szły za Chrystusem!”” (FC 85).
Bracia i Siostry,
w odczytanej dziś Ewangelii spotkaliśmy Chrystusa, który tłumacząc swoją misję z mocą odwoływał się do swego Ojca, w Nim szukając wsparcia, od Niego zapożyczając argumentów. Dzięki temu nie był i nie jest sam. Jest z Nim Ojciec.
Jest to coś, co charakteryzuje nas wszystkich, niezależnie od tego, ile mamy lat i jakim cieszymy się zdrowiem; jaki jest nasz stan materialny i wykształcenie. Przemierzając ulice Sokołowa, krzątając się przy wiejskich gospodarstwach, zasłuchani w niejednostajny szum drzew, zapatrzeni w morskie fale – z całego serca chcielibyśmy wołać: matko! ojcze! synu! córko! dziadkowie i wnukowie! Nie zapominajcie, kim jesteście! Wszyscy przecież jednoczymy się we wspólnej trosce o jakość moralną i prawną rodziny. Wiemy dobrze, że przyszłość naszego narodu zależy przede wszystkim od rodziny chrześcijańskiej, która nie może się obejść bez miłości.
Wszystkie więc nasze niepokoje, ale też i oczekiwania w odniesieniu do rodziny, w nawiązaniu do życia i miłości zawierzmy i polecajmy wciąż Matce Najświętszej.
Królowo Rodzin, módl się za nami! Amen

drukuj