Wiele projektów może przepaść

1 lutego Ministerstwo Rozwoju Regionalnego przedstawiło nową listę projektów kluczowych, które miały mieć gwarancje dofinansowania z funduszy europejskich. Miały, ale resort pod kierownictwem nowej szefowej Elżbiety Bieńkowskiej pokazał, że gwarancje nie obowiązują w tej dziedzinie, i wyciął z tzw. listy indykatywnej połowę projektów o wartości prawie 30 mld euro, zatwierdzonych przez MRR w czasie, gdy kierowała nim minister Grażyna Gęsicka z PiS

Z poseł Grażyną Gęsicką (PiS), byłą minister rozwoju regionalnego w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego, rozmawia Mariusz Bober


Zatwierdzone przez ministerstwo pod Pani rządami listy indykatywne zawierały projekty źle przygotowane? Taki właśnie zarzut postawiło Ministerstwo Rozwoju Regionalnego kierowane przez minister Elżbietę Bieńkowską.


– Listy zawierały tzw. projekty kluczowe lub indywidualne. Chodzi o projekty duże, strategiczne dla kraju, takie, które zawsze chcieliśmy zrealizować, ale nie mieliśmy możliwości, np. autostrady, wodne zbiorniki retencyjne, znaczące zabytki, np. Wawel czy Jasna Góra, projekty badawcze, przetwórnie odpadów itd. Nie ma sensu umieszczanie ich w konkursie, ponieważ są to projekty niezbędne do realizacji prędzej czy później. Nie ma sensu żądanie ich dobrego przygotowania już na starcie, ponieważ z natury są trudne do przygotowania. Trzeba przeznaczyć specjalne środki z pomocy technicznej na opracowanie dokumentacji oraz wsparcie doradcze dla zarządzania takim projektem.

Nigdy nie było wymogu, aby te projekty były przygotowane. Minister Bieńkowska 13 grudnia 2007 r. ogłosiła rozpoczęcie weryfikacji listy projektów, podała kryteria, ale wśród nich również nie było kryterium przygotowania. Natomiast weryfikacja – co jasno wynika z komunikatu wydanego na zakończenie tego procesu – realizowana była przy dominującym kryterium gotowości projektu do realizacji, a więc brano pod uwagę zaawansowanie przygotowania dokumentacji projektu. Przyjęta i ogłoszona procedura była więc inna niż to, co zastosowano w praktyce.


Więc na listę mogły trafiać projekty ważne, ale z jedynie zarysowaną koncepcją wykonania?


– One nie musiały mieć pełnej dokumentacji. Listy projektów kluczowych zawierają zestawienie najważniejszych strategicznych inwestycji ważnych dla kraju, których w Polsce nie przygotowuje się od wielu lat. Dzieje się tak m.in. dlatego, że w przypadku wielu dużych, potrzebnych projektów nie ma beneficjenta, który byłby wystarczająco kompetentny i przebojowy, nie ma pieniędzy na dokładne opracowanie projektów oraz ich realizację. Przykładem może być budowa dużych zbiorników retencyjnych zapobiegających powodziom. Ich projekty można opracować dopiero wtedy, gdy wyłoży się na to ogromne pieniądze, których na początku po prostu nie ma. Czasami te koszty przygotowania projektu idą w miliony euro. Innym przykładem jest projekt rekultywacji terenów po kopalni siarki w okolicach Tarnobrzega. Projekt ma realizować zadłużona firma powstała po kopalni, niemająca środków na opracowanie pełnej dokumentacji. Jeszcze inny przykład to szlak turystyczny „Początki chrześcijaństwa w Polsce”. Projekty zgłaszane na listy były dość dobrze opisane i przeanalizowane, miały opracowane wstępne kosztorysy. Niektóre miały dokumentację, inne miały ją dopiero opracować. Środki unijne są szansą na realizację takich dużych, trudnych projektów, bo można zapłacić za ich przygotowanie.


Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, tłumacząc swoje stanowisko w sprawie wycięcia wielu projektów kluczowych, w podtekście przedstawiało argument, że nieprzygotowane projekty mogłyby zostać zakwestionowane przez Unię Europejską?


– To nie jest prawda. To ministerstwo decyduje o ich przyjęciu bądź odrzuceniu. Do Komisji Europejskiej wysyła się razem z programem operacyjnym listę projektów dużych, które kraj członkowski ma zamiar realizować. Duże, tzn. o wartości przekraczającej 50 mln euro, a przy projektach w dziedzinie ochrony środowiska przekraczających 25 mln euro. Drugi etap to zatwierdzenie przez KE pełnej dokumentacji dużych projektów. Ale to nie musi nastąpić natychmiast. MRR, którym kierowałam, planowało najpierw opracować dokumentację w wypadku projektów, które jej nie miały, a następnie przesłać do KE. Mniejsze projekty zatwierdzane są w pełni po stronie polskiej.


Dlaczego więc minister Bieńkowska wycięła projekty o wartości prawie 33 miliardów euro?


– To pytanie do minister Bieńkowskiej.


Jakie miała podstawy do takiej decyzji?


– Po prostu posiadanie władzy, zgodnie z myśleniem: mam władzę, to decyduję, jak chcę. Racjonalność tych decyzji to całkiem inna sprawa. Moim zdaniem, są one nieracjonalne w sensie merytorycznym i politycznym. Wycięto wiele inwestycji nawet w miejscach czy instytucjach, które sprzyjały PO lub PSL.


Zgadza się Pani z oceną b. wicepremiera Przemysława Gosiewskiego, że Platforma pozbawiła funduszy tereny, na których miała słabe poparcie, by skierować je tam, gdzie to poparcie było duże?


– Podkreślam, że wycięto nawet projekty, które są ważne z punktu widzenia PO, np. Międzynarodowe Centrum Przedsiębiorczości i Nowych Technologii Badawczych i Edukacyjnych Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie czy Centrum Edukacyjne Usług Elektronicznych Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Wycięto też bardzo dużo projektów informatycznych, i to takich, które miały usprawnić funkcjonowanie naszego państwa, np. Jednolity System Informacji na rzecz Euro 2012 o wartości 15 mln euro czy budowę Platformy Elektronicznej E-biznes. Miała ona pozwolić małym i średnim przedsiębiorstwom uzyskiwać informacje o usługach, standardach oraz danych o charakterze publicznym. Mogę też dalej wymieniać: rozwój systemu informatycznego ZUS potrzebny wszystkim korzystającym z tej instytucji, i dalej – systemy związane z przebudowaniem, utrzymaniem i monitorowaniem rejestrów i zasobów służby ochrony zdrowia przez organy publiczne (20 mln euro). Za niektórymi takimi projektami nikt się nie ujmie, bo przecież np. resort zdrowia nie będzie protestował przeciwko własnemu rządowi.


Jakie to będzie miało konsekwencje dla rozwoju poszczególnych regionów? Dla wielu polskich samorządów te projekty miały rangę „być albo nie być”?


– Wszystkie, czy prawie wszystkie te projekty miały charakter strategiczny. Będzie to olbrzymia strata.


Konkursy spowodują dalszy przesiew projektów?


– Oby ogłoszono je jak najszybciej. Jeśli będzie zwłoka, będziemy mieć kłopoty z wydatkowaniem. Z natury konkursu wynika, że jedni wygrywają, drudzy przegrywają. Mam nadzieję, że nie powtórzy się sytuacja, gdy przegrywający zostawali z niepotrzebną, kosztowną dokumentacją. Niektóre projekty opracowały różne jednostki rządowe. Minister Bieńkowska wyobraża sobie zapewne konkursy wśród agend rządu.


Co stanie się z funduszami, które nie zostały przydzielone na realizację dotychczasowych projektów kluczowych i ewentualnie nie zostałyby również rozdzielone w wyniku konkursów?


– Stracimy je. Bruksela nam je da tylko pod warunkiem, że zrealizujemy projekty i prześlemy za to faktury. Groźba straty jest realna. Dzisiaj na realizację projektów finansowanych środkami UE wydajemy średnio miesięcznie ok. 1 mld złotych. Żeby wydać środki z perspektywy 2007-2013, trzeba wydawać średnio miesięcznie 2,4 mld złotych.

Dziękuję za rozmowę.
drukuj