Rozważania wielkopostne: PANIE DOKTORZE! PAN MOŻE MNIE UZDROWIĆ?
Mogę.
Dziś jest Dzień Chorego,
dlatego proszę, niech mnie Pan
oprowadzi po salach,
gdzie są chorzy.
Da ksiądz radę?
Może dam, spróbuję.
Ale zanim pójdziemy
do chorych, mam do Pana
kilka szeptanych słów.
Najpierw Panu dziękuję,
bo ja jestem z tych czasów,
kiedy trzoda chlewna
była ubezpieczona,
a ksiądz mógł zdychać
pod płotem bez ubezpieczenia.
Pan mi ratował życie.
Wiem, ile powinienem
zapłacić.
Pan nigdy nie wziął ode mnie grosza.
To niech mi Pan pozwoli
przy ludziach podziękować
– ucałować po księżowsku
Pana dobre ręce.
Jestem dłużnikiem.
Zmiękczył mnie ksiądz.
Ale mam jeszcze drugi powód,
aby Panu dziękować.
Jest Pan wielkim Profesorem,
ale wiarę to Pan ma jak dziecko.
Kiedy był obchód,
a spóźniony kapelan
przyniósł mi Komunię Świętą,
to Pan uklęknął
jak pobożny ministrant.
Za Panem młode siłaczki
i Judymy.
Oj, Wielki Ty jesteś, mój Profesorze!
Jeszcze dwa szpitalne przeżycia.
Przygotowanie do operacji,
to były dla mnie rekolekcje,
a najtrudniejsze to stanąć nago
i zobaczyć, jaki jestem obleśny.
To jest spowiedź: stanąć
przed Bogiem w nagiej prawdzie.
I to ostatnie.
Pielęgniarki w swoich strojach
wyglądają jak anioły.
Nie wypada mi mówić,
żem się w nie zapatrzył.
One teraz strajkują.
Pewnie mają rację,
ale każda z nich
jest dla mnie dobra,
jak Weronika z Drogi Krzyżowej.
Napatrzyłem się, jak dużo
Wy umiecie, aby pomóc choremu.
A gdyby do szpitala w Łodzi
przyszedł Pan Jezus, to co?
To ja bym wołał:
Panie, jeśli chcesz,
możesz mnie uzdrowić.
A wierzysz w to, że mogę?
Wierzę!
To idź, pokaż się kapłanom,
niech Cię zapiszą
do księgi żyjących.
A dlaczego jest tylu chorych?
Żeby zdrowi byli lepsi.
ks. bp Józef Zawitkowski
