Jest mistrzem modlitwy

SANTO SUBITO


Z siostrą Marią Teleśnicką, przeoryszą klasztoru Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Ojciec Święty przez całe życie stawiał sobie wymagania, przede wszystkim w sferze życia duchowego. W młodości chciał nawet zostać karmelitą. Czy i jakie, zdaniem Matki, rysy duchowości kontemplacyjnej możemy dostrzec u Jana Pawła II?

– Jan Paweł II niewątpliwie miał dar kontemplacji, łaskę od Pana Boga, ale osobistym wysiłkiem, nieustanną formacją tę łaskę rozwijał. Potrafił mobilizować się do nieustannego wysiłku w dążeniu ku Bogu. Mówił do młodzieży, że musi od siebie wymagać, choćby inni od niej nie wymagali… To wymaganie od siebie, codzienna zrównoważona praca nad sobą przynosi owoce. W duchowości monastycznej ten wysiłek to dążenie do jedności w sobie, które stawia w centrum Boga i objęte jest ślubem nawrócenia obyczajów. Szukanie i odnajdywanie Boga w codzienności, w zwykłych zajęciach, w ciszy i skupieniu, w kontaktach z drugim człowiekiem, a nade wszystko w modlitwie jest ważną cechą życia benedyktyńskiego. Myślę, że Jan Paweł II mógł być dobrym karmelitą, ale też prawdziwym benedyktynem. Jednak tak bogata duchowość, posłuszna Duchowi Świętemu, okazała się uniwersalną, przekraczającą mury klasztorne, obejmującą swoim oddziaływaniem cały Kościół.


Współczesny świat staje się aż nadto świecki, ludzie unikają pracy nad sobą i nad wzrostem duchowym, dbając bardziej o dobra doczesne. Z drugiej jednak strony wielu odnajduje sens w życiu zakonnym, poświęca się bez reszty Bogu. Dlaczego wybierają w końcu tę niełatwą drogę życia?


– Ludzie żyjący w zgiełku dzisiejszego świata, zabiegani o dobra doczesne, często nie mają czasu ani siły na wejście w głąb siebie, na wsłuchanie się we własne serce i jego najgłębsze potrzeby i tęsknoty. A właśnie tym największym pragnieniem człowieka jest spotkanie z Bogiem, który pociąga, z Jego Słowem, które formuje człowieka, nadaje właściwy sens jego życiu, z tajemnicą życia w pełni… Prawdziwe spotkanie, które odbywa się w ciszy, potrzebuje długich chwil milczenia, samotności i bycia sam na sam z Bogiem, daje siłę, światło, duchową równowagę i przynosi upragniony pokój, którego świat dać nie może (pax benedictina). Codzienna praktyka lectio divina pozwala każdego dnia zagłębiać się w Słowo Boże, szukać w Nim inspiracji, wchłaniać je w siebie jako ziarenko światła i mocy, któremu sam Bóg daje czas i siłę wzrostu. Z takiego pogłębionego i pokornego kontaktu z Bogiem rodzi się w człowieku wdzięczność, zachwyt, takie wewnętrzne nieustanne święto, na które człowiek może i powinien odpowiadać adoracją i uwielbieniem. Ojciec Święty Jan Paweł II potrafił wyrażać takie niewyrażalne stany poezją:

Miłość mi wszystko wyjaśniła

Miłość mi wszystko rozwiązała

dlatego uwielbiam tę Miłość

gdziekolwiek by przebywała.

Słyszę tu jakby echo słów z Reguły św. Benedykta: „Aby we wszystkim był Bóg uwielbiony”.

W czerwcu 1999 r. w Siedlcach Jan Paweł II powiedział do Rodzin Benedyktyńskich, że „z chwilą, gdy rzeczywiście w chrześcijaninie, w zakonniku istnieje tak głęboka duchowość, jak u św. Benedykta, z chwilą, gdy każdy staje się 'mężem Bożym’, to wtedy może się on stać zarazem w bardziej skuteczny sposób 'sługą ludzi'”. Jak należy rozumieć te słowa?

– Święty Benedykt był mężem Bożym, miał szczególny dar ojcostwa, a otwarty na łaskę wciąż go rozwijał. Dzięki niemu stał się ojcem dla wielu mnichów, służył im swoim charyzmatem, wyznaczając drogę ku Bogu. Życie mnisze nazywa szkołą służby Pańskiej, szkołą, w której człowiek uczy się właściwego służenia Bogu i pochylania się ku człowiekowi, ogarniając go całego modlitwą wstawienniczą. Aby właściwie służyć, trzeba uczyć się słuchać, a raczej wsłuchiwać z empatią, szacunkiem i pokorą w człowieka i jego najgłębsze potrzeby.


Mówiąc o Słudze Bożym, używamy wielu określeń. Czy jest jakieś szczególne, bliskie Matce, które najbardziej oddaje charakter posłannictwa i osobowości Jana Pawła II?


– Dla mnie Ojciec Święty Jan Paweł II jest mistrzem modlitwy. Gdy śledziłam relacje z pielgrzymek, uderzała mnie zawsze Jego postawa i głębia modlitwy w tak różnych warunkach, wcale nie sprzyjających skupieniu, jak np. wielkie spotkania, celebry… Patrzyłam z fascynacją na twarz modlącego się Papieża, na Jego „nieobecność” pośród tłumu, na wzrok szukający i odnajdujący Niewidzialnego… Obraz z Wawelu, gdy Ojciec Święty odmawiał brewiarz, a cały świat jakby przestał dla niego istnieć, albo raczej zanurzał się w wersetach psalmów – pozostanie mi do końca życia w oczach i w sercu. On był mistrzem głębokich spotkań z Bogiem, zarówno na łonie natury, jak i w każdym człowieku.


Bóg zapłać za rozmowę.

drukuj