Jest szansa na rozwój wschodniej Polski

Z Grażyną Sićko, byłą wiceprezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, rozmawia Mariusz Bober


Dlaczego została Pani odwołana z funkcji wiceprezesa Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych?


– Powodów nie znam, ale się domyślam. Pretekstem zaś było stwierdzenie, że moje działania mogłyby narazić Agencję na straty. Inicjatorem mojego odwołania był prezes PAIiIZ Paweł Wojciechowski. Zarzuty nieprzestrzegania procedur dotyczyły spraw i działań związanych z Polonią. Poza funkcją w Zarządzie PAIiIZ byłam członkiem Międzyresortowego Zespołu ds. Polonii i Polaków za Granicą, powołanego przy kancelarii premiera. Zespół ten skupiał zainteresowanych i ekspertów z różnych dziedzin, działających na rzecz rozwiązywania problemów szeroko rozumianej Polonii. Z tytułu prac w tym zespole mogłam i powinnam wykazywać się jak największą kreacyjnością. Polonia to obszar wyjątkowo zaniedbany organizacyjnie, stąd właśnie pomysł powołania takiej struktury. Zadania z tego polonijnego obszaru były realizowane przez Departament Współpracy Regionalnej PAIiIZ. Wyłącznie kosztem olbrzymiego wysiłku i pracy po godzinach pracowników departamentu, którym tylko w taki medialny sposób mogę podziękować za bezinteresowne zaangażowanie, mógł się odbyć Kongres Gospodarczy Polonii Świata i mogło nastąpić otwarcie Centrum Biznesu Polonijnego. Dlaczego tak ważne przedsięwzięcia nie znalazły wsparcia i uznania prezesa Agencji i były wręcz bojkotowane – tego nie wiem.


Została Pani odwołana w czasie, gdy jest przygotowywana koncepcja promocji gospodarczej Polski Wschodniej. Czy nie zagrozi to właściwej realizacji tego projektu?


– Czy moje odwołanie może czemukolwiek zaszkodzić? No cóż – nie ma ludzi niezastąpionych, tyle tylko, że przeważnie pomysłodawca i inicjator jest jednocześnie motorem przedsięwzięcia. Realizacja tej koncepcji bez koniecznej determinacji będzie jeszcze jedną zmarnowaną szansą. Mówi się, że klęska jest sierotą, a sukces ma wielu ojców. Bez wątpienia koncepcja rozwoju Polski Wschodniej, tworzona w naszej Agencji od maja 2007 r., jest sukcesem. Dowodem na to powyższe stwierdzenie jest choćby powołanie z inicjatywy prezesa PAIiIZ na trzy tygodnie przed zakończeniem prac wieloosobowego zespołu sterującego tym projektem.


Skąd zrodził się pomysł opracowania projektu rozwoju Polski Wschodniej?


– Jest on owocem moich doświadczeń, wynikających m.in. z 15 lat zamieszkiwania i pracy na terenie dawnego województwa suwalskiego, sprawowania funkcji wicemarszałka sejmiku tego województwa oraz 4-letniej pracy jako członka zarządu miasta i gminy Pisz. Dzięki tym doświadczeniom zrozumiałam, że tereny te mają naprawdę duży potencjał. Po pierwsze, leżą w większości na styku dwóch cywilizacji – europejskiej i ogólnie rzecz ujmując – bizantyjskiej. Rozwijały się w sposób zasadniczo odmienny. Stanowi to ogromną szansę, bowiem daje dostęp do dwóch odmiennych, sąsiadujących ze sobą rynków. Regiony te mają jeszcze inny potencjał: infrastrukturę pozostałą po zbankrutowanych przedsiębiorstwach i PGR, wykształconych ludzi, wyższe uczelnie i tradycje. Więc jest na czym tworzyć.


Dlaczego więc mimo tego potencjału, który przecież znajduje się tam od lat, nie został on w ostatnim okresie po uzyskaniu niepodległości przez nasz kraj wykorzystany dla szybkiego rozwoju tzw. ściany wschodniej?


– Moim zdaniem, wynika to z dotychczasowej filozofii funkcjonowania państwa. Są to bowiem obszary, w których najsilniej rozwijały się PGR. Po ich upadku olbrzymie połacie ziemi i ludzie, którzy w nich pracowali, a także firmy, z którymi PGR współpracowały, pozostały niewykorzystane. Powodów takiego stanu rzeczy dopatrywałabym się w wytworzeniu swoistej mentalności. Ludzie, którzy systemowo byli nagradzani za pasywność i bierność, z dnia na dzień nie staną się aktywni. To kwestia dla następnych pokoleń. Ponadto likwidacja zakładów pracy to rosnące lawinowo bezrobocie i – co za tym idzie – spadek siły nabywczej pieniądza. Gdy się nie zarabia, to się nie wydaje. Gdy pieniądz nie jest w obrocie, to umiera rynek. Taką właśnie sytuację, oczywiście w dużym uproszczeniu, mamy na wschodzie Polski. Mimo że ludzie są tam pracowici, uczciwi i solidni, to jednak uruchomienie działalności gospodarczej jest tu trudniejsze niż gdzie indziej. Ten fakt, a także wiele innych specyficznych wskaźników trzeba brać pod uwagę, budując koncepcję promocji i rozwoju gospodarczego dla wschodniej Polski.


A dlaczego pomyślała Pani akurat o Polonii jako głównym inwestorze?


– Był to wynik wspomnianej już pracy w Międzyresortowym Zespole ds. Polonii i Polaków za Granicą. W trakcie działalności w tym zespole zrozumiałam, że przeważająca część Polonii pochodzi właśnie ze wschodniej Polski. Wówczas zaczęła we mnie dojrzewać myśl, że to ona właśnie może być szansą dla tych obszarów. Albowiem spora część ludzi, którzy byliby w stanie zagospodarować ten potencjał wschodnich województw, wyemigrowała. Wyjechali ci najbardziej operatywni. Na obczyźnie radzą sobie dobrze. Oni również stanowią niewykorzystany potencjał. Okazało się np., że w samym Chicago, poza 2-milionową Polonią, mieszka 100 polskich milionerów. Mam już pomysł, jak zachęcić ich do współdziałania, gdyby chcieli połączyć patriotyzm z przedsiębiorczością. Przecież Irlandia wyrosła na sile swojej diaspory, która zainwestowała zarobione za granicą pieniądze we własnym kraju. Część polonijnych biznesmenów przyjechała w czerwcu 2007 r. na Kongres Gospodarczy Polonii Świata, którego PAIiIZ była organizatorem. Mimo że z małych i średnich przedsiębiorstw przybyło blisko 300 osób z 29 krajów całego świata, to jednak nie dotarliśmy jeszcze do wszystkich środowisk. To czerwcowe spotkanie (pierwszego dnia odbyło się w Warszawie, a przez dwa następne dni – w województwie lubelskim, a więc we wschodniej Polsce) przyniosło nie tylko satysfakcjonujące kontakty i ciekawe inicjatywy, ale także nowe możliwości.


Czy Kongres był jedynym forum współpracy z Polonią?


– Nie jedynym, ale za to rocznym podsumowaniem działań w tym obszarze. Miesiąc wcześniej, w maju, miała miejsce misja PAIiIZ i grupy blisko 20 samorządowców i przedsiębiorców do Chicago, gdzie wzięliśmy udział w Targach Polonijnych.


Jakie są konkretne założenia projektu dla Polski Wschodniej?


– Przede wszystkim chodzi tu o szeroko rozumianą promocję wschodnich regionów jako ciekawej oferty dla biznesu i inwestorów. Więcej szczegółów nie mogę udostępnić, bo każda promocja, aby była atrakcyjna, musi mieć pewien element zaskoczenia i tajemnicy.


Czy prowadzone były jakieś badania bądź analizy atrakcyjności inwestycyjnej czy biznesowej wschodnich regionów?


– Zwróciliśmy się z pytaniem do 1000 działających już w Polsce inwestorów z pytaniem, czy są gotowi do reinwestycji. Zadaliśmy takie pytanie, ponieważ aż 40 proc. inwestycji w Polsce pochodzi właśnie z reinwestycji. Zapytaliśmy ich następnie, czy chcesz inwestować na wschodzie Polski? Aż 53 firmy odpowiedziały pozytywnie. Dokonaliśmy wówczas analizy – z jakich branż firmy te pochodzą i przedstawiliśmy im ofertę samorządową. Efekt był zaskakujący, albowiem potencjalni inwestorzy obecni na specjalnej konferencji połączonej z prezentacją ofert natychmiast podjęli rozmowy.


Jaki w takim razie potencjał drzemie wciąż na ścianie wschodniej?


– Województwo podkarpackie, gdzie mieści się tzw. dolina lotnicza, gdzie jest przede wszystkim Mielec, ma duży potencjał w tej dziedzinie, jest tam już przygotowana kadra oraz infrastruktura. Gdy w czerwcu przyjechała do nas pierwsza grupa polonijnych biznesmenów i zawieźliśmy ich do Lublina, byli bardzo zaskoczeni. Zobaczyli nowoczesne zakłady, dobrze przygotowane kadry i perspektywę zatrudnienia wysoko wykwalifikowanych pracowników. Lubelskie uczelnie kończą rocznie tysiące absolwentów. Każde województwo ma jakąś swoją specyfikę. Lubelskie to ciekawa oferta dla nowych technologii, szczególnie tych związanych z rolnictwem. Podlaskie posiada tradycje przemysłu spożywczego i maszynowego. Warmia i Mazury zaś poza turystyką, ekologiczną energią (elektrownie wiatrowe) ma zaplecze surowcowe pod przemysł meblowy. Podobnie wygląda sprawa perspektyw dla województwa świętokrzyskiego, które dzięki surowcom ma szansę na inwestycje budowlane.


Czy oferta tych województw została dostrzeżona?


– Mamy w Polsce 16 Centrów Obsługi Inwestorów, po jednym w każdym województwie. Do maja ubiegłego roku zgłaszał się do nich średnio 1 inwestor w miesiącu, i to zwykle bez efektu w postaci inwestycji. Obecnie pracownicy COI ze wschodnich województw nie mają czasu przyjechać do nas na szkolenia, bo obsługują nawet 4 inwestorów w ciągu tygodnia. W skali miesiąca to jest średnio 16 zainteresowanych, a wcześniej był 1 niezdecydowany.


Władze centralne również zareagowały?


– Tak. Bardzo duże wsparcie mieliśmy i mamy nadal z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. Swego czasu minister Władysław Ortyl, widząc w naszych działaniach szansę na szybszy rozwój Polski „B” (bo tak tradycyjnie zwykło się określać nasze wschodnie rubieże), zaproponował, by PAIiIZ przygotowała koncepcję promocji Polski Wschodniej jako wstęp do powierzenia nam funkcji beneficjenta systemowego środków unijnych przeznaczonych na promocję gospodarczą Polski Wschodniej. Aby je uzyskać, musieliśmy opracować dokładny program, w którym zostałyby przedstawione cele i sposoby działania. Tuż przed świętami zamknęliśmy opracowywanie tego programu w ogólnym zarysie. Zostanie on uzupełniony jeszcze o wyniki badań, konkretne dane o projektach i opinie naukowców. Możemy więc powiedzieć, że wykonaliśmy naprawdę dużą i potrzebną pracę dla rozwoju wschodniej Polski. Teraz bowiem musimy skupić się już na konkretnych działaniach, a nie tylko wielkich strategiach w skali makro. Bowiem coraz bardziej widoczny jest dysonans w rozwoju gospodarczym województw zachodnich i wschodnich. Ten program i wsparcie ze strony UE może być ostatnią szansą, umożliwiającą przynajmniej powstrzymanie procesu rosnących dysproporcji rozwojowych. Ważne jest też, jak zostaną wykorzystane pieniądze z UE, czy zostaną przeznaczone rzeczywiście na rozwój Polski Wschodniej, czy będą kolejny raz zmarnowane.


Czy może Pani przedstawić jakieś konkrety z tego projektu rozwoju, jak Agencja widziałaby to w praktyce?


– Przede wszystkim chcemy utrzymać sektorowość rozwoju województw, dlatego stawiamy na ich specyfikę. Liczymy, że w krótkim czasie port lotniczy w Rzeszowie będzie dużym ośrodkiem w komunikacji Wschód – Zachód, w którym będą mogły lądować nawet boeingi. Za tym z kolei idzie cała reszta: hotele, restauracje itd., bo przecież jest to sieć powiązana ze sobą. Na Lubelszczyźnie stawiamy na nowe technologie, odnawialne źródła energii, biopaliwa. W woj. świętokrzyskim znajdują się surowce, więc inwestycje związane z organizacją Mistrzostw Europy Euro 2012 będą tu dużą szansą na rozwój sektora budowlanego. Siłą woj. podlaskiego jest przemysł maszynowy i spożywczy. Nie chcielibyśmy tu wiele zmieniać, choć oczywiście jesteśmy otwarci na nowe propozycje. Jednak szukając inwestorów, musimy oprzeć się na tym, co już jest, ponieważ potencjalni biznesmeni pytają o realne warunki, a nie wirtualne. Warmińsko-mazurskie musi utrzymać charakter turystyczny. Jednak możliwe są tam również inwestycje w elektrownie wiatrowe, ponieważ są tam odpowiednio silne wiatry. Do tego należy dodać rozwój przemysłu drzewnego i meblarskiego oraz spożywczego, z uwagi na bogate zasoby runa leśnego i czyste ekologicznie tereny. Chcielibyśmy także ożywić wschodnią część woj. mazowieckiego, gdzie możliwy byłby rozwój firm księgowych, korzystających z sąsiedztwa Warszawy.


Rozumiem, że w inwestycje zaangażowani będą nie tylko przedstawiciele Polonii, ale też inne podmioty zagraniczne. Czy Agencja bierze pod uwagę także kontrolowanie inwestycji? Po niektórych z nich z lat 90. wiele polskich miejscowości ma złe wspomnienia, choćby ze względu na te firmy, które najwyraźniej miały na celu jedynie likwidację polskiej konkurencji.


– Inwestor zagraniczny nie stanowi zagrożenia, jeżeli jego działalność jest wkomponowana w strategię państwa, jest kontrolowany i reprezentuje te sektory, w których nie mamy swoich przedstawicieli. Rzeczywiście supermarkety utrudniają funkcjonowanie polskiego handlu, ale zdecydowanie inaczej wygląda sytuacja w przemyśle i przetwórstwie. Zrozumienie dla inwestycji zagranicznych w samorządzie jest coraz większe. Dobra współpraca tych dwóch podmiotów to dopiero warunek konieczny do wzrostu napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Polski. Zwiększone inwestycje to również walor społeczny, bo oznaczają nowe miejsca pracy i zatrudnienie dla tysięcy małych polskich firm, które jako kooperanci bądź poddostawcy mają zapewniony na wiele lat rynek zbytu dla wytworzonych przez siebie produktów.


Jak ocenia Pani dotychczasowe efekty działań na rzecz rozwoju ściany wschodniej i perspektywę realizacji programu PAIiIZ służącego temu celowi?


– Nie lubię określenia „ściana wschodnia”, bo to kojarzy się bardziej z barierą, murem, a nie z rozwojem. O prawdziwych efektach będzie można mówić, jak sądzę, w przyszłym roku. Inwestycje to proces dynamiczny, rozłożony w czasie. Od momentu zainteresowania ofertą do chwili podjęcia decyzji o zainwestowaniu często bardzo dużych pieniędzy upływa minimum rok, a czasami i dłużej. Ale bądźmy dobrej myśli, bo ziarno zostało częściowo wysiane i plony z tego muszą być. Jakie? To czas pokaże.


Dziękuję za rozmowę.

drukuj