Czy chrześcijanie przetrwają w ojczyźnie Chrystusa?

Jeśli obecne trendy się utrzymają, chrześcijanie przetrwają w mieście narodzin Jezusa Chrystusa zaledwie… przez dwa pokolenia. Podobnie jest niestety na innych terenach Ziemi Świętej. Ta dramatyczna diagnoza zaprezentowana przez ONZ już trzy lata temu wygląda na coraz bardziej realną. Dlatego organizacje katolickie wciąż przypominają o dramatycznej sytuacji chrześcijan na tych terenach, bo przyszłość wspólnoty chrześcijańskiej w ziemskiej ojczyźnie Chrystusa rozstrzyga się w dużej mierze właśnie teraz. Ale pewien wpływ na nią może mieć każdy z nas…

Betlejem to chrześcijańskie centrum na ziemiach palestyńskich. To właśnie w mieście, w którym urodził się Jezus Chrystus, jeszcze 50 lat temu chrześcijanie stanowili 90 proc. mieszkańców, dziś – mniej niż połowę.


Exodus od pół wieku


Według danych ONZ, tylko od wybuchu tzw. drugiej intifady, czyli drugiego powstania palestyńskiego w 2000 r., Betlejem opuściło prawie 10 proc. chrześcijan. Od połowy lat 60. odsetek wyznawców Chrystusa zamieszkujących Jego ziemską ojczyznę zmniejszył się z 20 do 2 procent. Według dr. Bernarda Sabelli z Uniwersytetu w Betlejem, od 1948 r. z Ziemi Świętej wyjechało ok. 230 tys. arabskich chrześcijan, zaś od tzw. wojny sześciodniowej w 1967 r. wyemigrowało stamtąd 35 proc. chrześcijan.

Z danych opublikowanych przez dr. Sabellę w ubiegłym roku wynika, że na ziemiach palestyńskich mieszkało ok. 50 tys. chrześcijan reprezentujących aż 13 wyznań chrześcijańskich. W Izraelu żyje natomiast ok. 200 tys. chrześcijan. Jednak spora część z tej liczby to imigranci z byłego Związku Sowieckiego.


Między Izraelem a światem islamskim


Dlaczego chrześcijanie opuszczają swoją rodzinną ziemię, Ziemię Świętą? Bo niezakończona wciąż wojna izraelsko-palestyńska sprawiła, że życie stało się tam prawdziwą próbą heroizmu. Nie wszyscy ją przechodzą.

– Tam są zaangażowane największe mocarstwa świata. Nie dość, że sam Izrael jest już potężnym państwem, to jest jeszcze wspierany przez USA. Z drugiej strony Palestyńczyków wspierają państwa muzułmańskie. Pomiędzy nimi żyje malutka wspólnota chrześcijańska, której pomaga właściwie tylko Kościół katolicki – tłumaczy ks. Waldemar Cisło, dyrektor Sekcji Polskiej katolickiej organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Gdyby nie to, chrześcijanie czuliby się całkowicie osamotnieni. Nawet mimo pomocy Kościoła wielu z nich z żalem mówi, że świat o nich zapomniał. Jednak wiele rodzin z Betlejem, które otrzymują wsparcie od kościelnych organizacji, docenia ją. – Kościół robi bardzo wiele dla nas – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” chrześcijanin z Betlejem, który ze względów bezpieczeństwa chce zachować anonimowość.

Palestyńscy chrześcijanie podkreślają jednak, że chcieliby sami zapracować na swoje utrzymanie. Chcą po prostu normalnych warunków, w których można pracować, uczyć się, żyć. Dziś jednak te słowa brzmią jak pieśń przyszłości.


Grabież ziemi


Choć obecnie działania zbrojne zarówno w rejonie Betlejem, jak i na większości palestyńskich terytoriów praktycznie ustały, miasto jest coraz częściej określane jako „wielkie więzienie”. Wszystko za sprawą wielkiego muru zbudowanego przez Izrael w pobliżu granicy z terytoriami palestyńskimi. Wznosząc go, władze niejednokrotnie przekraczały wyznaczoną przez ONZ granicę, bezprawnie zagarniając najczęściej prywatne ziemie Palestyńczyków, w dużej mierze właśnie chrześcijan. Tak jest także w Betlejem, które pozostało po „palestyńskiej” stronie muru. Problem zauważyły nawet izraelskie media i tamtejszy Sąd Najwyższy, który uznał działania władz za bezprawne. Niestety nie oznacza to, że problem zniknął. Nawet izraelska prasa donosi, że same władze łamią prawo, budując np. punkty kontrolne na terenach prywatnych. Warto w tym kontekście zacytować nagłówek jednej z gazet: „Władze państwowe, służby cywilne i szefowie lokalnych samorządów przymykają oczy na rabunek w biały dzień – kradzież ziemi pod kontrolą państwa” („Haaretz”, 3.06.2006).

Najwięcej takich przypadków miało i ma miejsce podczas budowy tzw. bariery bezpieczeństwa – jak ją określa strona izraelska. Palestyńczycy nazywają ją natomiast „murem hańby”.


Mur, izolacja i przemoc


Mur wyrósł także w psychice i zachowaniu samych Izraelczyków. W ostatnich latach izraelska prasa relacjonowała przypadki często bestialskiego traktowania Palestyńczyków na punktach kontrolnych: poniżania, bicia, a nawet torturowania. Gazeta „Haaretz” opisywała (23.12.2005) np., jak izraelscy żołnierze przywiązywali Palestyńczyków do mułów i zmuszali zwierzęta do galopu… Najczęściej kończyło się to śmiercią maltretowanych w ten sposób osób.

– Na szczęście widać pewne zmiany w zachowaniu także samych Izraelczyków. Zaczynają rozumieć, że agresja, którą stosują, dotyka także ich samych, izraelskich rodzin. Bowiem coraz częściej dzieci i młodzież zachowują się bardzo agresywnie, nawet izraelska policja ma z nimi problemy – podkreśla ks. Waldemar Cisło.

Izraelscy żołnierze zaczęli też sami mówić o zbrodniach wojennych. Powstała nawet organizacja byłych wojskowych, którzy wstydzą się tego, co robili. Teraz piszą i mówią o tym, ku przestrodze dla innych.


Bez pracy i opieki medycznej


W sytuacji najpierw konfliktu z Izraelem, a niedawno także wewnątrz Autonomii, właściwie nie funkcjonują tam służby publiczne, zwłaszcza służba zdrowia. – Jeśli coś się stanie, chrześcijanie muszą jechać na leczenie do Izraela, płacąc za to ogromne pieniądze – mówi ks. Cisło.

Na co dzień jednak najbardziej odczuwalne są problemy z komunikacją i pracą. – Nie ma pracy, nie można nigdzie wyjechać – opowiada cytowany chrześcijanin. – Mur sprawia, że ktoś, kto miał pracę, teraz najczęściej ją traci. Nikt bowiem nie zatrudni człowieka, który raz jest w pracy, a raz go nie ma. Nie ma go dlatego, że często nie może przejść kontroli na punktach kontrolnych. Niekiedy nie można przejechać w ogóle, bo żołnierze izraelscy nie przepuszczają podróżnych, bez podawania przyczyny – relacjonuje ks. Cisło, który niedawno odwiedził chrześcijan w mieście narodzin Chrystusa.

Brak pracy w Izraelu zwykle oznacza bezrobocie, ponieważ w zrujnowanej Autonomii Palestyńskiej trudno znaleźć zajęcie. W Betlejem bezrobocie wynosi ok. 60 procent. Dotyka w dużej mierze chrześcijan. – Dla nas to jest trudne do zrozumienia, ale tam obowiązuje niezwykła solidarność grupowa. Muzułmanie popierają muzułmanów i zatrudniają muzułmanów, Izraelczycy – Izraelczyków – tłumaczy ks. Cisło.

Do tej pory sytuację ratował ruch pielgrzymkowy, z którego praktycznie żyło Betlejem. Jednak w ostatnich latach, po nasileniu przemocy, liczba pielgrzymów i turystów drastycznie spadła.


Przeciąganie pielgrzymów i turystów


Przyczyniła się do tego także polityka Izraela. – Zdarza się niestety, że izraelscy żołnierze nieprzyjemnie obchodzą się z pielgrzymami, wyraźnie usiłując wymusić, by ci zostawiali pieniądze właśnie w Izraelu. Bywa np., że pytają, gdzie ktoś kupił jakiś dżem czy inny produkt. Niewątpliwie nie ma to żadnego związku z bezpieczeństwem – podkreśla ks. Cisło.

W konflikcie z Palestyńczykami wojna ekonomiczna jest jednym ze sposobów walki. Ruch turystyczno-pielgrzymkowy nie dość, że zmalał w ostatnich latach, to jeszcze koncentruje się bardziej na ziemiach izraelskich. – Biura izraelskie tak organizują wyjazdy, by pielgrzymi nie zatrzymywali się po drugiej stronie muru. W ten sposób chrześcijanie nie mogą zarabiać, tracąc środki na utrzymanie – tłumaczy ks. Cisło.

Bywa też, że biura podróży dogadują się ze sklepami i pilotami wycieczek oraz kierowcami. W efekcie ci zachęcają pielgrzymów i turystów do robienia zakupów w wybranych, rzekomo „tańszych” sklepach, które zwykle okazują się droższe. Nic w tym dziwnego, skoro zyskiem muszą podzielić się wszyscy „wspólnicy”.

Gdy jeszcze wziąć pod uwagę zdecydowanie gorsze warunki panujące po stronie palestyńskiej i trudności w transporcie, zrozumiemy pełniej, dlaczego to właśnie Autonomia Palestyńska, a zwłaszcza Betlejem odczuło dotkliwie spadek ruchu pielgrzymkowo-turystycznego.


Solidarni mimo biedy


Mimo trudnej sytuacji chrześcijanie nie załamują rąk. – Funkcjonują małe warsztaty, wytwarzamy np. ozdoby choinkowe – relacjonuje wspomniany chrześcijanin z Betlejem. – Robi to np. pewna rodzina, w której ojcu pomagają dwaj synowie. Jeden z nich ma skończone dwa fakultety na politechnice – jest informatykiem i programistą. Pracuje w warsztacie, bo nie może znaleźć pracy w swoim zawodzie – opowiada ks. Cisło.

Jak relacjonują organizacje kościelne i miejscowi chrześcijanie, w pracę zaangażowani są właściwie wszyscy. Podczas gdy mężczyźni pracują w betlejemskich warsztatach lub szukają zajęcia poza miastem, kobiety nie tylko opiekują się dziećmi, ale też (czasami przy ich pomocy) pomagają w wytwarzaniu dewocjonaliów (często różańce są ręcznie nawlekane, zajmują się też pakowaniem wytwarzanych przedmiotów).

Chrześcijanie nie zapominają o osobach niepełnosprawnych. – Są solidarni, także z osobami niepełnosprawnymi, które zatrudniają właśnie w warsztatach wytwarzających głównie ozdoby choinkowe – opowiada ks. Cisło.


Jak pomagać?


– Patriarcha łaciński zaproponował, by pomagać rodzinom chrześcijańskim budować domy. Pomysł wspiera także Kustodia Ziemi Świętej. Natomiast chodzi o to, by sprawić, aby chrześcijan uniezależnić od pomocy – tłumaczy ks. Cisło.

By to osiągnąć, Pomoc Kościołowi w Potrzebie i inne organizacje skupiają się na dwu kierunkach działań – zachęcaniu do podróżowania do Ziemi Świętej, zwłaszcza na ziemie zamieszkałe przez chrześcijan, i umożliwienie szerszej sprzedaży dewocjonaliów wytwarzanych przez chrześcijan z ojczyzny Jezusa Chrystusa.

– To nieprawda, że tam jest niebezpiecznie. Takie opinie propaguje przede wszystkim strona izraelska, głównie z powodów ekonomicznych – zapewnia ks. Cisło. – Przyjeżdżajcie! Przyjmiemy każdego, zobaczcie Betlejem na własne oczy – zachęca cytowany już chrześcijański przedsiębiorca z miasta narodzin Chrystusa.

Jednak to, czy będą mogli utrzymać się, zależy także od tego, jak chrześcijanie na całym świecie odpowiedzą na te apele.


Mariusz Bober

Przedmioty z Ziemi Świętej można zakupić poprzez np. zamówienie telefoniczne pod numerem 022 845 17 09, a także e-mailem: [email protected]. Nasz adres: Pomoc Kościołowi w Potrzebie – Sekcja Polska, ul. Puławska 95, 02-595 Warszawa.

Można też dokonywać wpłat na konto:

Pomoc Kościołowi w Potrzebie, ING Bank Śląski o/Warszawa, 31105010251000002286747759

z dopiskiem „SOS dla Ziemi Świętej”.

drukuj