Liczy się decyzyjność
Z Markiem Suskim, posłem PiS, rozmawia Jacek Dytkowski
Czego spodziewa się Pan po sobotnim kongresie PiS?
– Będą na nim omawiane przede wszystkim kwestie powyborcze. Nastąpi swego rodzaju ocena sytuacji w kraju po wyborach, a także przebiegu samej akcji wyborczej. Będą też swego rodzaju głosowania nad wotum zaufania dla władz partii. Taki kongres jest potrzebny, ponieważ stoimy w jakimś sensie w obliczu przełomowych momentów w naszym kraju – a są one istotne dla PiS. Trudno twierdzić, żeby partia polityczna była oderwana od tego, co się dzieje, więc w takich sytuacjach trzeba określić sposób, w jaki będziemy w tej chwili kontynuować działalność. Zatem potrzebna jest tego typu dyskusja.
Będziecie rozmawiać o zawieszeniu w prawach członków partii: Kazimierza Ujazdowskiego, Pawła Zalewskiego i Ludwika Dorna?
– Pewnie w jakimś sensie też, ale nie jest to przedmiotem kongresu.
Jarosław Kaczyński zamierza skrócić czas trwania kongresu, żeby nie dopuścić do dyskusji nad kwestiami zarządzania partią?
– Kongres zawsze od początku odbywał się tylko w jeden dzień. Było tak jeszcze przed pojawieniem się tych zarzutów w odniesieniu do kierownictwa partii ze strony byłych wiceprezesów.
Uważa Pan, że sposób zarządzania partią wymaga zmian?
– Zarządzanie partią, jak widać, było skuteczne. PiS cały czas kierowano w ten sposób, co doprowadziło do sukcesu, a w tych wyborach do bardzo silnej opozycji. Dotychczas żadna partia, która wcześniej sprawowała władzę, nie była tak silną opozycją, nie powiększyła swego poparcia i nie zwiększyła liczby parlamentarzystów. Więc w pewnym sensie jest to duże osiągnięcie PiS. Uważam, że w dużym stopniu jest to zasługą rozwiązań organizacyjnych i właśnie sposobu zarządzania partią. Więc wydaje mi się, że coś, co jest skuteczne, można najwyżej poprawiać, a nie zmieniać radykalnie. A propozycje zmian byłych wiceprezesów szły właśnie w kierunku radykalnym i – moim zdaniem – byłoby to znaczne osłabienie, rozmycie wręcz decyzyjności partii.
Pojawiają się zarzuty, że w partii nie dopuszcza się do dyskusji wewnętrznej, a o wszystkim decyduje prezes.
– Po pierwsze, od bardzo wielu lat, od początku istnienia PiS, a przedtem jeszcze PC, był bardzo podobny sposób zarządzania partią i nikomu to nie przeszkadzało. Co więcej, ta metoda funkcjonowania zapewniała sukcesy. Więc jestem przeciwnikiem zmian wtedy, kiedy coś jest skuteczne, nawet jeśli się przegrywa wybory. W dodatku nie były one przecież klęską, tylko zajęciem drugiego miejsca i poprawą wyników wyborczych. Z punktu widzenia skuteczności – a to powinno być racjonalną przesłanką dla ewentualnych zmian – jest to zadowalające. Zawsze można powiedzieć, że można coś poprawić, natomiast co do proponowanych radykalnych zmian nie oznaczałoby to poprawy sposobu zarządzania, tylko jego pogorszenie.
Jest kryzys w PiS?
– Nie. W żadnym razie nie można mówić o kryzysie. Istnieje dyskusja – i ten fakt chociażby świadczy o tym, że jest na nią miejsce w partii. Zawsze toczyła się ona wewnątrz, ponieważ jest to kwestia wewnętrzna, a jej uzewnętrznianie jest właśnie powodem zawieszenia w prawach członków partii byłych wiceprezesów. Przecież tego rodzaju postulaty, pomysły czy rozwiązania zawsze można zgłaszać na wewnętrznych spotkaniach. Zdarzyło się tak, że one wyszły na zewnątrz, co jest dla partii rzeczą niedobrą, niezręczną i niewygodną. Chociażby fakt, że dzisiaj rozmawiamy – wewnętrzna różnica zdań jest roznoszona poprzez media.
