Bieg Donalda Tuska po prezydenturę
Między PiS a PO wytwarza się duża przestrzeń do zagospodarowania przez nowy podmiot polityczny. Jest tak dlatego, że PiS, wchłaniając elektorat LPR i Samoobrony, stało się partią o obliczu radykalnym, przez co zostawiło cały środek, o który do niedawna walczyło z PO. Dlatego powstaje miejsce dla nowej formacji.
Zwycięstwo w wyborach parlamentarnych Platformy Obywatelskiej było nie tyle wynikiem kunsztu Donalda Tuska, co błędów Jarosława Kaczyńskiego. Owe błędy to nade wszystko „gra” wymiarem sprawiedliwości w kampanii wyborczej, wodzowski sposób zarządzania partią i najważniejszy: niczym nieuzasadniona decyzja o przyspieszonych wyborach. Partia Tuska jest zorganizowana w sposób analogiczny do PiS. Wodzostwo dzisiejszego premiera jest tak samo silne, jak w PiS. Przypomnijmy, dowodem na to jest nie tylko wyeliminowanie Jana Rokity czy wcześniej Zyty Gilowskiej, ale też skład Rady Ministrów. Do rządu weszli ludzie niewiele znaczący w życiu politycznym, a ci, którzy zajmują w Platformie eksponowane miejsca, dzierżą dziś teki zupełnie nieadekwatne do ich kompetencji (Bogdan Zdrojewski, Zbigniew Chlebowski). Jedyną postacią w Platformie mogącą zagrozić Tuskowi jest marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, ale tylko pod warunkiem totalnego upadku PO. Zatem wszystkie niemal działania premiera idą w kierunku utrzymania wodzowskiej pozycji w partii i skutecznego startu w przyszłych wyborach prezydenckich. Aby osiągnąć prezydenturę, Tusk wie, że nie może popełnić błędu Jarosława Kaczyńskiego. Dlatego robi wszystko, by zamaskować wodzowski ustrój Platformy. Na razie czyni to bardzo skutecznie. Wydaje się zatem, że również z tego względu Tusk będzie unikał większych konfliktów społecznych i politycznych. PSL może liczyć bardziej niż kiedykolwiek, że obecna koalicja przetrwa przynajmniej do wyborów prezydenckich, gdyż Donald Tusk nie będzie chciał ryzykować pogorszenia swego wizerunku. Dla polepszenia image był w stanie nawet przeprosić Lecha Kaczyńskiego za ataki podczas kampanii wyborczej. Podobnie rzecz się ma, jeśli idzie o politykę. Widać to wyraźnie po polityce zagranicznej, kiedy to premier, mimo swoich odmiennych poglądów, zgodził się na protokół brytyjski w sprawie Karty Praw Podstawowych, przy którym obstawał prezydent Lech Kaczyński. Niepolityczni ministrowie również nie będą mieli odwagi wchodzić w większe konflikty społeczne, wiedząc, że ich przyszłość jest nie w polityce, ale w środowiskach, którymi dziś zarządzają. Donald Tusk doskonale skalkulował, jaki wizerunek polityka wyborcy preferują najbardziej: jest to mieszanina Aleksandra Kwaśniewskiego z Kazimierzem Marcinkiewiczem. Premier zatem będzie robił wszystko, by pokazać, że jest wysportowany i aktywny (bliski ludziom) jak Marcinkiewicz. Z drugiej strony będzie mocno koncyliacyjny w polityce zagranicznej niczym Kwaśniewski. Jednakże jego sytuacja nie będzie aż tak prosta z uwagi na możliwość weta prezydenta. Tusk postara się unikać sytuacji, w których byłby zmuszony do łamania weta poprzez sięganie po głosy LiD. To kompromitowałoby go w oczach prawicowego elektoratu.
Oczywiście scenariusz na prezydenturę może się nie ziścić. Tusk doskonale wie, że dzisiejsze niebotyczne sondaże dla PO (55 proc.) są wynikiem braku alternatywy po mocnym upadku PiS (19 proc.). Jednakże z biegiem czasu sytuacja ta może ulec zmianie. Po pierwsze dlatego, że każda partia, która rządzi, zużywa swój autorytet. Po drugie, między PiS a PO wytwarza się duża przestrzeń do zagospodarowania przez nowy podmiot polityczny. Jest tak dlatego, że PiS, wchłaniając elektorat LPR i Samoobrony, stało się partią o obliczu radykalnym, przez co zostawiło cały środek, o który do niedawna walczyło z PO. Dlatego powstaje miejsce dla nowej formacji. Jest tak również dlatego, że na marginesie życia politycznego znalazła się coraz większa liczba polityków, którzy wyrzuceni poza nawias przez liderów obu największych ugrupowań będą zmuszeni szukać przestrzeni dla siebie. Wystarczy wymienić Kazimierza Marcinkiewicza (dawniej PiS), Jana Rokitę (PO), Ludwika Dorna (PiS), Kazimierza Ujazdowskiego (PiS), Marka Jurka (dawniej PiS) itd. Dla Donalda Tuska to ta grupa osób z biegiem czasu może stanowić większe zagrożenie niż Jarosław Kaczyński. I jeśli sytuacja dalej będzie się rozwijać w podobnym tempie, nawet olbrzymie dotacje państwowe mogą nie wystarczyć, by powstrzymać powstanie nowego podmiotu politycznego na polskiej scenie.
Pomijając rozgrywki polityczne, warto przyjrzeć się na koniec skutkom rządów PO dla kraju. Rząd podporządkowany w swych decyzjach przyszłym wyborom prezydenckim może nie umieć rozwiązywać najważniejszych problemów społecznych. Unikając konfliktów, będzie unikał podejmowania decyzji. Z rzeczy pozytywnych należałoby przyjąć zapowiedź odbiurokratyzowania gospodarki. Zaś ważną kwestią, osłabiającą radykalno-liberalne pomysły działaczy PO może być koalicja z PSL. Ludowcy twardo są związani z elektoratem wiejskim i będą się starali nie dopuścić do redukcji polityki społecznej. Jednakże już po pierwszych zapowiedziach widać, że PO zechce powrócić do polityki prywatyzacyjnej lat dziewięćdziesiątych. Do sprzedaży może dojść tak w przypadku PKO BP, jak i PZU. W sferze polityki zagranicznej Tusk będzie szukał większego zbliżenia z Paryżem i Berlinem, co może osłabić czujność polską w kwestii zagrożenia naszych interesów w tej przestrzeni. Idąc dalej, prounijne deklaracje obecnego rządu mogą skutkować większą niż do tej pory zgodą Warszawy na przyspieszenie budowy superpaństwa europejskiego (przykład: przyspieszenie prac nad wprowadzeniem w Polsce waluty euro). W sferze społeczno-ideologicznej Tusk będzie o wiele bardziej wrażliwy na pomysły kreowane w zaciszach gabinetów „Gazety Wyborczej”, niż to miało miejsce do tej pory. Ewentualne niwelowanie tych negatywnych tendencji będzie w dużej mierze uzależnione od aktywności społecznej. Jeśli Tusk uzna, że jest duży opór społeczny w danej kwestii, ze względu na swój główny cel (osiągnięcie prezydentury) może rezygnować z różnych pomysłów. Wydaje się zatem, że aktywność prawicowego elektoratu lub jej brak w sposób zasadniczy może wpłynąć na bieg spraw w Polsce.
