Bo nie byli zainteresowani pracą
Z posłem Joachimem Brudzińskim, sekretarzem generalnym PiS, rozmawia Wojciech Wybranowski
Co się dzieje wewnątrz PiS? Po Pawle Zalewskim, Kazimierzu Ujazdowskim i Ludwiku Dornie Komitet Polityczny PiS opuścili Jerzy Polaczek i Piotr Krzywicki.
– Nic nie dzieje się nagle. Ci panowie złożyli rezygnacje z funkcji wiceprezesów i takie jest ich prawo, żeby rezygnować z zajmowanych stanowisk. Nikt nie czyni im z tego powodu żadnych zarzutów, zarzut stawiany jest tylko i wyłącznie dlatego, że mimo próśb pozostałych członków Komitetu Politycznego, a wręcz polecenia premiera Jarosława Kaczyńskiego, prezesa PiS, by ta dymisja nie została upubliczniona w bardzo trudnym dla partii momencie – kiedy wyłaniane było Prezydium Sejmu, kiedy trwały głosowania nad marszałkami Sejmu i Senatu – ci panowie postanowili to upublicznić. Media nam nieprzychylne takiej gratki nie przepuściły i nawet to pańskie pytanie jest dowodem na to, że ta decyzja wywołała bardzo poważny efekt medialny: pytania o jednolitość, jedność partii, niepokój ze strony naszych wyborców, którzy się martwią, że oddali głos na partię, która raptem parę dni po wyborach zaczęła się kłócić i dzielić. Otwarte pozostaje więc pytanie, czy koszty tej decyzji i jej nagłośnienia właśnie w takim, a nie innym momencie nie okażą się dla PiS zbyt wysokie i czy nie trzeba będzie wyciągnąć konsekwencji wobec tych osób. Natomiast co do rezygnacji z zasiadania w Komitecie Politycznym pana Polaczka czy pana Piotra Krzywickiego, to odbieram to jako zachowanie środowiskowe, lojalności środowiskowej; ci panowie są bardzo blisko związani z panem Ujazdowskim. Ale to akurat nie ma żadnego wpływu na jakość pracy w partii – pan Krzywicki przecież był członkiem KP od niedawna, fakt rekomendacji Krzywickiego do Komitetu Politycznego nie wynikał z wyjątkowej pracowitości czy zasług dla PiS, tylko z takiego wskazania towarzyskiego, z faktu wieloletniej przyjaźni i wspólnej drogi politycznej z Kazimierzem Ujazdowskim. Jerzy Polaczek w Komitecie Politycznym zasiadał dłużej, był ministrem, zdecydował się na taki ruch – odbieram to z przykrością, ale akurat z tego powodu nie będzie żadnych perturbacji dla partii. Złożyli rezygnacje, dali sygnał, że bliżej im do pana Ujazdowskiego i pana Zalewskiego niż do szefa partii, to ich prawo. Na pewno nie będzie kolejnej rekomendacji dla nich, jeżeli chodzi o uzupełnienie Komitetu Politycznego. I to tyle.
Tłumaczą, że zostali niejako zmuszeni do takiej decyzji wewnątrzpartyjną polityką, lekceważeniem przez prezesa Kaczyńskiego zdania Komitetu Politycznego…
– Nie, proszę pana, tak nigdy nie było. Komitet Polityczny zawsze opiniował i podejmował najważniejsze dla partii decyzje, choćby takie, jak kwestia wycofania rekomendacji dla pana premiera Kazimierza Marcinkiewicza czy udzielenia rekomendacji premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Komitet Polityczny zawsze akceptował i dokonywał zmian w kształcie list wyborczych, zarówno w ostatnich wyborach do Sejmu, jak i samorządu. Jestem w stanie bardzo dokładnie sobie przypomnieć, ile zmian i jakich na listach wyborczych wniósł pan Kazimierz Ujazdowski, jak włączał się w konstruowanie list pan Ludwik Dorn, a przede wszystkim pan Jerzy Polaczek. Stawianie zarzutów, że ich głos nie był głosem ważnym i że komitet się nie zbierał, jest absolutnie nietrafne. Oczywiście obradom Komitetu Politycznego przewodniczy szef partii, ale sytuacja była inna, zanim Jarosław Kaczyński został premierem i nieco inna, gdy stanął na czele rządu. Pełniąc obowiązki premiera, siłą rzeczy nawet taki tytan pracy, jakim jest Jarosław Kaczyński, nie był w stanie organizować spotkań komitetu tak często, jak miało to miejsce wcześniej. Przecież trzeba zdać sobie sprawę z tego, że zupełnie inna skala problemów pojawiła się wtedy, kiedy nasza partia zaczęła odpowiadać za państwo, kiedy stworzyliśmy rząd i tym samym obrady Komitetu Politycznego w znacznej mierze poświęcone były sytuacji w kraju. Bardzo często przecież komitet zajmował się kwestiami naszej relacji z panem Giertychem, bardzo trudnej, czy z Andrzejem Lepperem. Mniej czasu było na zajmowanie się sprawami wewnątrzpartyjnymi.
Te sprawy zostały zaniechane?
– Ten zakres obowiązków przejął po ostatnim kongresie Zarząd Główny jako organ wykonawczy naszej partii. I tutaj pojawia się pewien problem – otóż ja jako przewodniczący Zarządu Głównego nie przypominam sobie, by w ostatnich miesiącach w pracach, powiedziałbym takich bardzo mało medialnych, ale niezwykle ważnych dla partii, uczestniczyli ci wcześniej wymienieni panowie. I to już jest wystarczający powód, by mieć zastrzeżenia do ich pracy, zarówno w przypadku wiceprezesów, jak i dwóch pozostałych członków Komitetu Politycznego. Bo nie uczestniczyli w posiedzeniach Zarządu Głównego ani Ludwik Dorn, ani Kazimierz Ujazdowski. Jeden udał się na jakąś tajemniczą emigrację wewnętrzną, drugi nie miał na to czasu. Nie uczestniczył też w tych pracach Paweł Zalewski. Nie przypominam sobie, by zainteresowany pracą w ramach Zarządu Głównego był Jerzy Polaczek czy Piotr Krzywicki. A jako przedstawiciele Komitetu Politycznego zawsze mieli otwarte drzwi, żeby w tych pracach uczestniczyć. Więc zarzut o braku dyskusji, braku ich wpływu na politykę wewnątrzpartyjną jest absurdalny. Dysponuję listami obecności – żaden z nich od kilkunastu miesięcy w posiedzeniach Zarządu Głównego nie uczestniczył.
Paweł Zalewski stawia zarzut, że PiS zrezygnowało ze starań o pozyskanie elektoratu wielkomiejskiego.
– Uzyskaliśmy w tych wyborach ponad 2 mln głosów więcej. Oczywiście wybory z Platformą Obywatelską przegraliśmy, tylko teraz pojawia się pytanie – jaki byłby ich wynik, gdybyśmy konstruowali te listy tak, jak je sobie wyobraża Paweł Zalewski. Oczywiście można gdybać, ja uważam, że nie wygralibyśmy z Platformą rywalizacji o pozyskanie elektoratu centrowego, wielkomiejskiego, było to praktycznie niemożliwe przy takim nastawieniu mediów. Nawet Paweł Zalewski, z tą życzliwością wobec niego części mediów ogólnie nieprzychylnych PiS, nie byłby osobą będącą w stanie to zmienić. Oczywiście jest w partii miejsce na dyskusję, oczywiście kampanię wyborczą trzeba poddać bardzo rzetelnej analizie w każdym z możliwych punktów. Tam, gdzie jest to potrzebne, należy ją skrytykować
– ale występowanie dzisiaj z zarzutami i w dodatku występowanie nie na forach do tego uprawnionych, czyli podczas posiedzeń kongresu czy podczas kolejnych posiedzeń Komitetu Politycznego, czy w końcu podczas Rady Politycznej, ale formułowanie tego typu zarzutów za pośrednictwem mediów i tak naprawdę wywoływanie fermentu w samej partii i wpisywanie się w ten atak z jednej strony mediów, z drugiej Platformy, robienie wewnętrznej frondy, niczemu dobremu nie służy.
