Prałat o wielkiej osobowości

Z Haliną Drachal, członkiem Zarządów Federacji Rodzin Katyńskich i Stowarzyszenia Warszawskiej Rodziny Katyńskiej oraz członkiem Stowarzyszenia Rodzina Policyjna 1939, córką więźnia Ostaszkowa zamordowanego w Twerze i spoczywającego w Miednoje, rozmawia Justyna Wiszniewska


Jakim człowiekiem był Ksiądz Prałat Zdzisław Peszkowski?


– Był człowiekiem prawym, zło piętnował, dobro chwalił. Nigdy nie kłamał, a najgorszą prawdę mówił, czy się to komuś podobało, czy nie.


Ale był też człowiekiem bardzo ciepłym…


– Tak, pomimo wojskowej postury, jako kapelan przygarniał wszystkich do serca. Do Księdza Prałata można było przyjść z dowolnymi problemami, nie tylko dotyczącymi ściśle Rodzin Katyńskich, ale również ze swoimi osobistymi sprawami. Umiał zawsze udzielić dobrej rady, niejednokrotnie w sytuacji, która wydawała się bez wyjścia. Takim charakterystycznym powiedzeniem Księdza w tych sytuacjach było: „Słuchaj, nie należy od razu podejmować decyzji, trzeba się czasami przespać z tą sprawą, odmówić Różaniec, pomyśleć i dopiero coś zdecydować”. Dawało to pełne uspokojenie.


Czego nauczał Ksiądz Prałat Zdzisław Peszkowski jako Kapelan Rodzin Katyńskich?


– Nauczał przede wszystkim prawdy. Prosił, aby w naszych wystąpieniach, negocjacjach opierać się na prawdzie, wymagać i żądać od władz rosyjskich, bo zbyt łagodne postępowanie nie przyniesie efektu. Z drugiej strony mówił nieustannie o przebaczeniu, a jednocześnie o tym, żeby pamięć o zamordowanych przeszła na młode pokolenia nie tylko Polaków, ale i Rosjan, żeby młodzi ludzie w tamtym kraju zrozumieli, że na ich ziemi miała miejsce straszna zbrodnia.


Jak kształtowały się kontakty Księdza Prałata z młodzieżą?


– Ksiądz Peszkowski był człowiekiem szalenie komunikatywnym, nawiązywał bardzo szybko bliskie relacje z ludźmi. Młodzież dosłownie za Księdzem Prałatem szalała, słuchała Go z wielkim zainteresowaniem. To była taka charyzma Księdza, która w działalności Rodzin Katyńskich bardzo nam pomagała, gdyż na tej młodzieży chcemy się w przyszłości oprzeć. Był człowiekiem o wielkiej osobowości, który pomimo że odszedł od nas fizycznie, nie odejdzie w naszych wspomnieniach. Myślę, że będzie patrzył z góry na nas i modlił się za nas, aby nasze sprawy zostały doprowadzone do końca.

W jakich relacjach był Ksiądz Zdzisław Peszkowski z Ojcem Świętym Janem Pawłem II?

– Relacje z Janem Pawłem II miał wspaniałe. Wyjeżdżał na Boże Narodzenie do Rzymu i był zapraszany na wieczerzę wigilijną. Z okazji 55. rocznicy zbrodni katyńskiej mieliśmy audiencję u Ojca Świętego Jana Pawła II, którą oczywiście zorganizował Ksiądz Prałat. Przyjechały rodziny z całej Polski. Byliśmy ustawieni w Sali Klementyńskiej ze sztandarami, Ojciec Święty przechodził od jednej grupy do drugiej i z każdą rozmawiał oddzielnie. Na zakończenie, kiedy już odchodził, ciągle się na nas oglądał. Ksiądz Peszkowski zabrał wówczas ze sobą piękny obraz Matki Bożej Katyńskiej przygarniającej więźnia z przestrzeloną czaszką; Ojciec Święty podczas tego spotkania przyłożył dwa palce do rany po kuli. Było to bardzo wzruszające i niezapomniane przeżycie.


Jaką rolę pełnił Ksiądz Prałat Zdzisław Peszkowski w inicjatywach podejmowanych przez Federację Rodzin Katyńskich?


– Bardzo dużą, zwłaszcza w pierwszej fazie organizacyjnej, kiedy trwały ciągłe negocjacje w Moskwie, w których Ksiądz Prałat intensywnie uczestniczył. Z Jego osobą wszyscy się liczyli, zarówno Zachód, jak i Wschód. Był więc dużą pomocą w dziele budowania cmentarzy, organizowania ekshumacji, w wydobywaniu na światło dzienne całej tej zbrodni. Walczył do końca i miał wiele projektów. Bardzo ubolewał nad tym, że nie mamy osobistych zeznań naszych ojców – świadectw pomordowanych na „nieludzkiej ziemi”. Warto dodać, że Ksiądz Prałat mobilizował nas do modlitwy. Wyjeżdżaliśmy zawsze w święto Miłosierdzia Bożego do Częstochowy i tam modliliśmy się za wszystkie Rodziny Katyńskie i za pomordowanych. Tworzyliśmy wspólnotę, rozmawialiśmy na różne tematy. Modlitwa zawsze łączyła Polaków, nawet o odmiennych poglądach. Dlatego w tej dziedzinie Ksiądz Prałat Peszkowski ma również ogromne zasługi. Nie umiał siebie oszczędzać. Bez względu na swoje samopoczucie uważał, że musi być w miejscach ważnych dla sprawy Katynia. Tę postawę Ksiądz Kapelan miał w sobie zakodowaną. To była Jego życiowa misja, aby swoich kolegów, jak mówił o pomordowanych, rzeczywiście „wyciągnąć” niejako z tych dołów śmierci i ocalić od zapomnienia. Będzie nam brakować Księdza Prałata Zdzisława Peszkowskiego, ale przyrzekamy, że będziemy się starali kontynuować Jego wielkie dzieło.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj