Nowa „Trybuna Ludu”?

Orzeł i reszka

W wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej” w czwartek, 13 września, premier Jarosław Kaczyński wypowiedział się również na temat koncernu Agora i „Gazety Wyborczej”. Oto bardzo interesujący fragment tej publikacji. „Rz”: „Wydawnictwa takie jak Axel Springer, Edipresse czy Agora są pod kontrolą oligarchii?”. J.K.: „Według mojego rozeznania w niemałej mierze tak. W przypadku Agory dochodzi do tego czynnik bardzo intensywnie ideologiczny. To środowisko ma silną wolę panowania ideologicznego w kraju, co się mu przez lata udawało z fatalnym skutkiem dla Polski. Ale żeby było jasne – obawiam się, że związki finansowe Agory z układem oligarchicznym w Polsce też istnieją (…)”. „Rz”: „I tak oto zaatakował pan Agorę, sugeruje jej pan niejasne związki z oligarchami, już gdzieś w tle widać szarą sieć i układ. Czyli zrobił pan takie rytualne „łubu dubu”, to chyba się pan nie zdziwi, jak znów będzie krzyk?”. J.K.: „Państwo chyba nie czytają „Gazety Wyborczej”. To, co się tam wyprawia, to „Trybuna Ludu” z 1953 r. Atak na nas przekracza wszelką miarę. Barańskiego [redaktora „Trybuny” i dziennikarza „Nie”] potrafią zostawić w tyle. Agora nie może nie mieć związków z oligarchią, jeżeli jest wydawnictwem na dużą skalę, a w Polsce gospodarka w niemałej części jest w rękach postkomunistycznych oligarchów. I w związku z tym zamówienia na ogłoszenia, reklamy, promocje są w ich rękach”.

Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Krzyk się podniósł, jak przewidywali przeprowadzający wywiad dziennikarze „Rzeczpospolitej”. Zarząd Agory SA, wydawcy „Gazety Wyborczej”, zapowiedział, że wystąpi z pozwem sądowym o ochronę dóbr osobistych przeciwko premierowi Kaczyńskiemu. Szykuje się zatem, o ile dojdzie do sprawy sądowej, ciekawy proces. Jego motywem przewodnim będą zapewne przepływy finansowe związane z dającym Agorze gigantyczne zyski rynkiem reklamowym. Zapewne wyjaśnienia będzie wymagał udział przedstawicieli tego koncernu w „grze korupcyjnej” (wyrażenie Jana Rokity) przy okazji tak zwanej afery Rywina. Analizie zostanie poddana również zawartość „Gazety Wyborczej”.

„GW” może dość skutecznie kształtować opinię publiczną, gdyż odwołuje się do zakorzenionych w PRL stereotypów myślenia i przesądów („Polacy są nacjonalistami”; „Kościół stoi na drodze postępu”) okraszonych uwspółcześnioną nowomową wyrastającą z ideologii „politycznej poprawności”. Retoryka zamieszczanych w tym dzienniku tekstów często ma charakter autorytatywny, więc nie dziwi, że wielu czytelników w ten sposób interpretowaną rzeczywistość traktuje jako „prawdę objawioną”.

Znane, choćby z czasów „Trybuny Ludu”, jest zjawisko polegające na tym, że propagandziści i manipulatorzy nie potrafią opisywać rzeczywistości. W miejsce faktów wprowadzają ideologiczne wyobrażenia i uprzedzenia. Określają, kto jest „słuszny”, a kto jest „niesłuszny”. Ci ostatni bywają żarliwie zwalczani, są poddawani „medialnym linczom” i „seansom nienawiści”. Ich sposób działania sprowadza się do takiego preparowania rzeczywistości, który polega na dialektycznym przeciwstawianiu prawdy wyselekcjonowanym faktom wygodnym dla z góry założonej tezy.

Czyżby i te zasady były stosowane nadal, mimo że PRL nie istnieje, a redaktor naczelny „GW” lubi powoływać się na solidarnościowy etos i „wspólnotę ludzi przyzwoitych”? Adam Michnik nie ukrywa, że chce sprawować „rząd dusz”. W wywiadzie sprzed lat dla „Tygodnika Powszechnego” (Rozmowy o strachu i nadziei, „Tygodnik Powszechny”, nr 34, 20.08.1995) zaprezentował siebie następująco. „TP”: „Kogo ty udajesz?”. A.M.: „Ja udaję przyzwoitego człowieka”. „TP”: „A nie jesteś nim?”. A.M.: „Nie. Ale zręcznie udaję”. Te słowa chyba nie wymagają komentarza.


Jan Maria Jackowski
drukuj