MEDYTACJA SŁUGI W PIERWSZĄ SOBOTĘ MIESIĄCA

Pozwól dziś Matce Najświętszej przemawiać do Twego serca. Ona obiecała, że w pierwszą sobotę objawiać Ci będzie swoją miłość i kierować do Ciebie swoje słowo. Otwórz się więc na Jej obecność przy Tobie. Wycisz się, skup głęboko, spróbuj poczuć, jak otacza Cię nadprzyrodzoność. Niech słowa tej medytacji staną się Twoimi własnymi słowami, a usłyszysz głos Maryi mówiący osobiście do Ciebie.

ZWIASTOWANIE

Jestem Twoim dzieckiem, Maryjo. Kiedyś Bóg mi objawi, jak wiele lat tuliłaś mnie czule w swych ramionach, ile razy osłaniałaś mnie przed złem, chroniłaś przed chłodem. Nie pamiętam tego, jak nie jestem świadom pierwszych chwil mego dzieciństwa. Byłem wtedy duchowo za mały, nieporadny, nieświadomy. Ale Pan kiedyś mi to ukaże.

Kiedyś też zobaczę, jak wkładałaś w me dłonie dziesiątki, setki łask. Może nawet nie dostrzegałem Twego matczynego gestu – tak był cichy i ukryty. Często nawet nie zauważałem tych skarbów, które dawałaś mi do rąk. Zajęty tym życiem, odwracałem wzrok od tego, co najważniejsze.

Jest za mną tyle błędów, tyle niewykonanych gestów, tyle niewypowiedzianych słów, które byłem winny Tobie, mojej Matce. Pora, bym dostrzegł, że jestem Twoim dzieckiem – niewdzięcznym dzieckiem. Na pewno niewdzięcznym… Bo czy jestem w stanie okazać Ci wystarczająco dużo wdzięczności za to wszystko, co dla mnie uczyniłaś? Twa miłość była zawsze bez miary. Dlatego żadna wdzięczność nie wyrówna rachunków między dzieckiem i Tobą, moją Matką… Pozostaje mi uznać swą grzeszność, małość, niewykorzystanie darów od Ciebie otrzymanych.

MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ… WIELBIĘ… PRZEPRASZAM… BŁAGAM…

Dziś pochylam się w modlitwie nad misterium Twego Zwiastowania. Dziś otwieram swe serce przed Bogiem, by On sam zanurzył mnie w tajemnicę Twego spotkania z Gabrielem. Pan czyni mnie jego uczestnikiem, bym zrozumiał kilka ważnych prawd.

Czyż powoli nie uświadamiam sobie, że nie tylko poczęłaś w swym łonie Jezusa, ale nosiłaś w sobie także mnie? Ta mistyczna prawda mówi o tym, że długi czas chroniłaś mnie swym ciałem przed światem – mnie niedojrzałego, niegotowego do życia w krainie zła, pokus, duchowych epidemii. Powiedziałaś „tak” na swą macierzyńską opiekę nade mną w drodze do nieba. Byłaś gotowa stać się dla mnie Matką: bym był Twoim „ciężarem” do dnia, w którym już dojrzeję do wejścia na ten świat jako ktoś, kto przeżyje – zawsze przy Tobie – ataki zła i choroby tego świata.

Zaczynam rozumieć, dlaczego w Fatimie byłaś taka smutna. Ty nosisz w swym łonie tak wiele dzieci, które wciąż pozostają niesamodzielne. Bóg Ci je powierzył, ale one wciąż jeszcze pozostają nienarodzone do życia, niegotowe do samodzielnego rozwoju, do pracy, do służby. Ci ludzie nie dojrzeli duchowo do wsparcia Cię w wielkiej misji współzbawiania świata.

Maryjo! Może nawet ja sam nie opuściłem jeszcze Twego łona? Może nadal jestem niegotowy do przyjęcia trudnej misji bycia sługą Boga?

MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ… WIELBIĘ… PRZEPRASZAM… BŁAGAM…

Nazwałaś się „Służebnicą Pańską” i pochylasz się nade mną jako służebnica samego Boga! Ty widzisz we mnie dar Boży, dostrzegasz we mnie jakiś Boski element: moją duszę nieśmiertelną, przeznaczoną do nieba. Służysz Bogu we mnie. A gdy Go w moim sercu mało, Twoja służba staje się nadludzkim wysiłkiem. Walczysz o mnie. I wszystko za mnie robisz, bo ja nie robię nic… Jestem wciąż małym dzieckiem potrzebującym opieki, a nie dorosłym synem mogącym wesprzeć Cię swoją pomocą.


MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ… WIELBIĘ… PRZEPRASZAM… BŁAGAM…

Gdzie dziś jestem? Kim jestem? Wciąż nienarodzonym do służby na Twój wzór? A może zaczynam już dojrzewać pośród tego świata i z pomocą Matki (dla większości z nas niezauważalną) powoli wzrastam w świętości? Może już jestem Twym dorosłym dzieckiem i zaczynam pracować razem ze Służebnicą Pańską? Może zaczynam być – jak Ty – sługą?…

Łatwo mogę dziś odkryć swoje miejsce przy Tobie. Wystarczy, że pochylę się nad sceną Twego Zwiastowania, by sprawdzić, jak je odczytuję. Patrzę… Jeśli to tylko opowieść o Tobie – Matce Najświętszej – to wciąż jestem nienarodzony… A jeśli Twa odpowiedź udzielona aniołowi pokrywa się ze słowami, które ja pragnę wypowiedzieć wobec Boga – wtedy jestem już dojrzały do służby razem z Tobą, Maryjo. Dorosłem do wykonania najpiękniejszego zadania, jakie może otrzymać człowiek: do współpracy w zbawianiu świata!


MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ… WIELBIĘ… PRZEPRASZAM… BŁAGAM…


Stawiam dziś sobie kilka ważnych pytań. Czy chcę być taki jak Ty? Czy jestem gotów do przyjęcia z rąk Bożych tego, co najmniej oczekiwane, co mnie przerasta, co mnie ukrywa w głębokim cieniu, czyni ubogim, nieważnym, nawet wyśmiewanym przez ten świat? No właśnie… Gdzie jest, Maryjo, moje kryterium tego, co słuszne: w sercach ludzi czy w Sercu Bożym? Gdy na ziemi tłumy będą się ze mnie naśmiewać, rzesze świętych i aniołów w niebie będą radować się moim naśladowaniem Tej, która wyznaczyła nam wszystkim drogę do nieba, ścieżkę najpiękniejszą, szlak wytyczony całkowitym posłuszeństwem Bogu, szlak służby samemu tylko Bogu.

Pytam, Maryjo, co jest dla mnie ważniejsze: spojrzenie tego świata czy spojrzenie nieba. I proszę: Pomóż mi, by moja ostateczna odpowiedź wskazywała na Boże Królestwo.


MODLĘ SIĘ. DZIĘKUJĘ… WIELBIĘ … PRZEPRASZAM… BŁAGAM… AMEN!

Skończyła się twoja maryjna medytacja. Jeszcze przez chwilę pozostań w kręgu modlitwy… By zadać sobie pytanie: Co podczas tego spotkania było dla mnie najważniejsze? Matka Najświętsza skierowała do Ciebie swoje słowo, podkreśliła niebieskim gestem jakiś temat – twój temat. Czy go dostrzegłeś? Jeśli tak, podziękuj Maryi. Ona rozmawiała z tobą. Spotkałeś Ją dziś na drodze swego życia.

drukuj