Ocena z etyki i religii do średniej? Tak!

W dyskusji, jaka rozgorzała po wyrażeniu przez nowego ministra edukacji narodowej prof. Ryszarda Legutkę wątpliwości, czy ocena z religii powinna być wliczana do średniej ocen, zabrakło moim zdaniem opinii osób zaznajomionych z realną sytuacją katechezy i katechetów w polskich szkołach. Zabrakło też głosów uwzględniających doświadczenia nielicznych nauczycieli etyki.


Od 10 lat prowadzę zajęcia z etyki na poziomie gimnazjum i liceum, m.in. od 2001 r. w Liceum Ogólnokształcącym nr IX im. J. Słowackiego we Wrocławiu. Moja żona pracuje jako katechetka w tej samej szkole. Wśród naszych wspólnych znajomych jest wielu katechetów z różnych szkół. Przez cały rok szkolny 2006/2007 docierały do nas pogłoski, że minister Roman Giertych zamierza wydać rozporządzenie zmieniające status katechezy i zajęć z etyki w szkole. Słyszeliśmy, że – zgodnie z tym rozporządzeniem – ocena z religii lub etyki ma być wliczana do średniej ocen, że ma być zlikwidowana tzw. opcja „nic”, to znaczy, że uczniowie będą musieli wybrać jeden z tych przedmiotów, a nie będą mogli, jak było to do tej pory, nie uczęszczać na żaden z nich. Wszystkie te pogłoski przyjmowaliśmy z entuzjazmem.

Obecnie katechezę i katechetów w wielu szkołach traktuje się po macoszemu, zaś zajęć z etyki w zdecydowanej większości szkół w ogóle nie ma (LO nr IX we Wrocławiu pod obydwoma powyższymi względami jest chlubnym wyjątkiem). Standardem jest umieszczanie katechezy (czy zajęć z etyki, o ile w ogóle się one odbywają) na pierwszych lub ostatnich godzinach lekcyjnych. Znane są nam przypadki, gdy katecheci muszą prowadzić swoje zajęcia w barze szkolnym albo gdy równolegle z katechezą organizuje się fakultety przygotowujące uczniów do matury, a następnie wypomina się katechetom niską frekwencję na ich zajęciach. Katecheci i prowadzone przez nich zajęcia często bywają przedmiotem złośliwych, deprecjonujących uwag ze strony dyrekcji i grona pedagogicznego, jeśli nie regularnego mobbingu.

Również postawa uczniów uczęszczających na katechezę i zajęcia z etyki pozostawia wiele do życzenia. Za sprawą różnych nagłaśnianych w mediach zdarzeń powszechnie znane są problemy z utrzymaniem dyscypliny w klasach nawet w czasie „normalnych” lekcji. Można powiedzieć, że w przypadku religii i etyki te problemy się nasilają. W większości przypadków uczniowie traktują te lekcje jako czas na odrobienie zadań domowych lub na przygotowanie się do sprawdzianów z innych przedmiotów, lub jako chwilę przerwy od obowiązków szkolnych. Katecheci dodatkowo narażeni są na regularne wybuchy prymitywnego, agresywnego antyklerykalizmu, który – wbrew oficjalnym statystykom głoszącym, że ponad 90 procent osób mieszkających w Polsce to katolicy – wydaje się być mocno rozpowszechniony w naszym kraju. Taka postawa nie sprzyja poważnemu zajmowaniu się sprawami religii czy etyki.

Oczekiwanie, wyrażone m.in. przez ministra Kazimierza M. Ujazdowskiego, że katecheci (i – dodajmy – nauczyciele etyki) uporają się z tymi problemami, odwołując się jedynie do swojego osobistego autorytetu opartego na ich wysokim poziomie moralnym i intelektualnym, wydaje się zbyt idealistyczne, żeby nie powiedzieć – naiwne. Odbierzmy bowiem nauczycielom któregokolwiek z „normalnych” przedmiotów przywilej uwzględniania wystawianych przez nich ocen przy klasyfikacji semestralnej czy na koniec roku szkolnego, każmy im odwoływać się jedynie do własnego autorytetu, poziomu intelektualnego czy moralnego, uczyńmy ich zajęcia „dodatkowymi”, na których obecność nie jest obowiązkowa – i zobaczymy, czy znajdą się uczniowie chętni uczyć się matematyki, fizyki czy choćby języka polskiego, i jak będą wyglądały takie zajęcia!

W zarysowanej powyżej sytuacji rozporządzenie, iż ocena z religii albo etyki ma być wliczana do średniej, stanowi krok w kierunku instytucjonalnego dowartościowania i docenienia tych przedmiotów oraz prowadzących je katechetów czy nauczycieli, a co za tym idzie – w kierunku podniesienia jakości odbywającego się w ramach tych przedmiotów procesu kształcenia i wychowania młodzieży. Larum podnoszone obecnie przeciwko temu rozporządzeniu w imię „światopoglądowej neutralności państwa” (pomijając, że w taką neutralność w ogóle nie wierzę) wydaje mi się w przeważającej mierze elementem bieżącej, przedwyborczej agitacji odwołującej się do wspomnianych przeze mnie wcześniej rozpowszechnionych w naszym społeczeństwie antyklerykalnych sentymentów, niewiele natomiast ma wspólnego z realiami dotyczącymi obecności religii (i etyki) w polskich szkołach i z autentyczną troską o kształt tej obecności. Faktem dokonanym i w dającej się przewidzieć przyszłości niepodlegającym rewizji jest obecność religii w szkołach. Teraz idzie o to, aby obecność ta była jak najbardziej sensowna i wartościowa. W moim przekonaniu, wliczanie oceny z religii do średniej ocen jest jednym ze środków dobrze służących temu celowi.

Autentycznym problemem, na którym powinni skoncentrować się obrońcy „światopoglądowej neutralności państwa”, nie jest kwestia wliczania ocen z religii albo etyki do średniej, lecz faktyczny brak zajęć z etyki w szkołach. Nie przekonuje mnie argument, którym najczęściej wyjaśnia się taki stan rzeczy, a mianowicie wskazanie na rzekomy brak nauczycieli posiadających odpowiednie przygotowanie. Sam od kilku lat współpracuję w tym zakresie z Uniwersytetem Wrocławskim i co roku grupa studentów filozofii odbywa pod moją opieką praktyki pedagogiczne przygotowujące ich do pracy w charakterze nauczyciela etyki. Co z tego, gdy zdecydowana większość dyrektorów szkół nie chce organizować takich zajęć. Świadomość wagi problemu wśród osób zarządzających polskimi szkołami na ogół jest żenująca! Pamiętam na przykład, że gdy sam w połowie lat 90. szukałem we Wrocławiu pracy w charakterze nauczyciela etyki, w jednej ze szkół na moją ofertę usłyszałem odpowiedź: „Dziękujemy, ale mamy już zajęcia z religii i… kółko muzyczne”! Na pytania zainteresowanych rodziców czy uczniów dyrektorzy odpowiadają: „nie ma nauczycieli”; na pytania szukających pracy nauczycieli odpowiadają: „nie ma chętnych”. W efekcie zdarza się, że świetnie zapowiadającej się nauczycielce etyki, która odbyła u mnie praktyki pedagogiczne, muszę wypełniać list z referencjami potrzebny jej do podjęcia pracy z dziećmi w przysłowiowej już Wielkiej Brytanii. To fakt, że zorganizowanie zajęć z etyki wiąże się z pewnymi problemami logistycznymi (zorganizowanie dodatkowych zajęć, najczęściej w grupach międzyoddziałowych) i finansowymi (zatrudnienie dodatkowego nauczyciela). Również dla samego nauczyciela etyki praca taka nie jest łatwa, gdyż rzadko zdarza się, żeby w jednej szkole znalazł on zatrudnienie w pełnym wymiarze godzin. Zapewniam jednak, że chętni do takiej pracy, dysponujący odpowiednimi kwalifikacjami są! Niech więc obrońcy „światopoglądowej neutralności państwa”, przeciwstawiający się dyskryminacji osób niewierzących wykorzystają swoją energię i wpływy, aby zapisy rozporządzenia w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach, określające również warunki i sposób organizowania w tych placówkach zajęć z etyki, były w pełni realizowane – w pełni, tzn. również w zakresie dotyczącym zajęć z etyki. Wówczas wliczanie do średniej ocen z religii i etyki nie będzie żadnym problemem!

dr Łukasz Nysler
drukuj