Tusk znowu przegrywa ostatnią prostą

W najbliższych wyborach możemy powalczyć o zwycięstwo

Z Jackiem Kurskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki



Co musiałoby się stać, żeby nie doszło do rozwiązania tego parlamentu?


– Musiałaby się utworzyć nowa wiarygodna większość. Jednak gołym okiem widać, że wszyscy gracze są już sobą zmęczeni i jakkolwiek nie można wykluczać tej ewentualności – to samo istnienie słowa „cud” świadczy, że cuda się zdarzają – to niemniej jednak jest to możliwość bardziej teoretyczna niż praktyczna.


A więc sobotnia konwencja PiS to początek kampanii wyborczej?


– Formalnie nie jest to początek kampanii wyborczej ze względów prawnych, mamy bowiem dość rygorystyczne prawo, które uniemożliwia robienie konwencji wyborczych przed rozpisaniem wyborów. Przypomnę, że musi być ustalony kalendarz wyborczy, wtedy są konwencje wyborcze i inne finansowanie. W sobotę mieliśmy do czynienia z typową konwencją partyjną, polityczną w momencie dosyć trudnym dla Polski i PiS. Odbywała się ona w czasie, kiedy kwestionowane są dorobek rządu premiera Jarosława Kaczyńskiego oraz kierunek przemian zmierzających w sposób oczywisty do oczyszczenia życia publicznego i naprawy Rzeczypospolitej, i to przez siły, które chciałyby powrotu do „Rywinlandii”, a więc całego cwaniactwa i złodziejstwa III RP. Była to więc konwencja konsolidacyjna, która miała tchnąć ducha i wiatr w żagle Polsce solidarnej, i myślę, że w wysokim stopniu się to udało. Ponadto miała zarysować zdolności koalicyjne czy też tworzenie szerokiego frontu wyborczego, w przypadku gdyby doszło do rozpisania wcześniejszych wyborów. Stąd też wszyscy mówcy poza Jarosławem Kaczyńskim byli spoza PiS i reprezentowali bądź to byłą PO, i to w osobach bardzo prominentnych ministrów Zbigniewa Religii czy Zyty Gilowskiej, bądź środowiska chrześcijańskie.


Z jakim programem, w przypadku rozwiązania parlamentu, PiS chce wyjść do wyborców?


– Przede wszystkim pierwszy raz od 17 lat prawica ma się czym pochwalić. Nie musi czynić obietnic, bo jest się do czego odwołać. Mam tu na myśli dokonania rządu pod przewodnictwem Jarosława Kaczyńskiego. Powstaliśmy z klęczek w stosunkach zagranicznych, o czym świadczy chociażby przyznanie Polsce Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej Euro 2012. Dobrze funkcjonuje gospodarka, mamy do czynienia ze spadkiem bezrobocia, i to poniżej 10 proc., znakomite wykorzystanie funduszy europejskich, a Polska staje się jednym wielkim placem budowy i idzie w dobrym kierunku. Krótko mówiąc, z jednej strony odwołamy się do naszych dokonań, a z drugiej – zarysujemy przyspieszenie i kolejne zmiany na lepsze, i to już w najbliższej przyszłości.


Przedterminowe wybory są niemal pewne. Czy nie obawia się Pan, że ich wynik może oznaczać oddanie władzy w ręce liberałów i postkomunistów, a w konsekwencji – koniec marzeń o państwie solidarnym, wolnym od korupcji?


– Rozumem się obawiam, ale sercem wierzę, że możemy wygrać. Przewaga, jaką ma PO, jest mniejsza niż miała poprzednio, kiedy ją pokonaliśmy. Wszystko jednak zależy od dobrze przepracowanych najbliższych kilku miesięcy. Konwencja PiS pokazała dobitnie, że duch w polskim Narodzie jest i w najbliższych wyborach możemy powalczyć o zwycięstwo.


Czy w świetle oświadczenia Donalda Tuska, że PO nie będzie zawierała sojuszy m.in. z PiS, wyobraża Pan sobie już w nowym parlamencie koalicję z tym ugrupowaniem?


– Szczerze mówiąc, trudno mi to sobie wyobrazić, zwłaszcza widząc wściekłego Donalda Tuska, który nie przebiera w inwektywach i niebezpiecznie puszczają mu nerwy, gdy widzi, że po raz kolejny jest mistrzem przedostatniego okrążenia, a przegrywa ostatnią prostą. Jednak w polityce bywają różne, często zaskakujące rozwiązania i jeżeli nie będzie innej możliwości, to z pewnością i takiej koalicji nie można wykluczać. Sądzę jednak, że byłaby ona dużo łatwiejsza, gdyby to PiS dyktowało warunki. Jednak wciąż jeszcze wierzę w inną koalicję. Być może nasi dotychczasowi koalicjanci nie poniosą tak dotkliwej klęski wyborczej, przemyślą pewne zachowania, wyciągną wnioski z popełnionych błędów i wówczas wszystko może być jeszcze możliwe.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj