Bardzo szkodliwa moda

Ludzkie sprawy

Czynili, co złe w moich oczach, i wybrali to, co Mi się nie podoba. Iz 66,4

Zadziwiający pęd wielu ku całkiem kiepskim współczesnym bestsellerom powoduje, że należy przez chwilę zastanowić się nad przyczynami obserwowanego zjawiska. Przed kilkoma dniami dowiedzieliśmy się, jakie rekordy popularności bije najnowszy odcinek rzeczywistości według „Harry”ego Pottera”. Już nie tylko idzie o liczbę sprzedanych egzemplarzy, ale także o tempo, w jakim opuszczają one półki sklepowe, ponieważ miejscem sprzedaży tego odrażającego produktu, pretendującego do rangi utworu literackiego, są supermarkety. Księgarnie prawdopodobnie nie nadążyłyby z wykładaniem towaru, toteż w masową sprzedaż, przynoszącą kolosalne zyski autorce, wydawcy i dystrybutorom przedmiotu, zostały wprzęgnięte najszybciej obsługujące klientelę domy towarowe. Ale gdyby chodziło tylko o pieniądze, to jeszcze pół biedy, ostatecznie są one po to, by je wydawać. Sprawa jest o wiele poważniejsza i nie dotyczy samych gustów literackich.

„Harry Potter” to rzecz, która oddziałuje na młode, nieuformowane umysły w sposób szkodliwy z powodu treści, jakie przekazuje, oraz ze względu na cele, dla jakich została wytworzona. Przebiegle, w sposób niezauważony przez wielu odbiorców – zarówno dzieci, jak i ich rodziców – promowany jest tu antydekalog. Niby atrakcyjna i „niewinna” wycieczka w świat czarów, nieograniczone możliwości wynikające z używania mocy dostępnej dla adeptów sztuki czarnoksięskiej nieubłaganie „wciągają” kolejnych fanów nieczułych na narastające zło, przemoc i mrok kolejnych tomów tego wytworu.

Moda na „Harry”ego Pottera” nie jest równoznaczna z modą na noszenie markowych ciuchów czy chodzenie na imprezy sportowe, jak uważają niektórzy spokojni o swoje pociechy rodzice. Mody te łączy tylko masowość, natomiast ich konsekwencje są całkiem odmienne. O ile w przypadku tych pierwszych można rozstać się tylko z pewną ilością gotówki i ewentualnie – w przypadku imprez sportowych – z utratą zdrowia, tak w przypadku satanistycznej lektury można stracić wiarę i radość życia, a często – co jest zasadniczym celem całej akcji – zanegować prawdziwego Boga i w konsekwencji zatęsknić do bożka, pod którym ukrywa się prawdziwy nieprzyjaciel człowieka. Nieracjonalny pęd po nowy tom powieści lub wyprawa o północy do kina na premierę kolejnej części „wytworu” ma w sobie tak wiele absurdu, że poraża obserwatora i rodzi pytanie, dlaczego ludzie są skłonni do popełniania takich głupstw. Odpowiedź nasuwa się sama – ludzie łatwo dają się oszukiwać, wybierając rzecz, o której myślą, że przyniesie dobro, nie zastanawiając się, o jakie i czyje dobro chodzi. Trudno bowiem podejrzewać ludzi, przynajmniej większość, że chcą wybierać zło. Dlaczego więc często zło wybierają? Ponieważ oszukano ich, ukrywając zło pod pozorem dobra. „Harry Potter” to tylko szczyt góry lodowej, symbol „nowoczesnej” strategii promującej świat antyboski i antyludzki. Czy jest jakiś sposób na zmniejszenie tej góry? Po pierwsze „nie chodzić z nimi”, nie zasilać swoimi pieniędzmi i czasem.


Hanna Wujkowska
drukuj