Uratował szacunek dla człowieczeństwa
SANTO SUBITO
Ksiądz biskup Józef Pazdur
o świętości Jana Pawła II:
Ojciec Święty Jan Paweł II był człowiekiem świętym, który na serio przyjął i realizował Ewangelię Jezusa Chrystusa. Mówią o tym wszyscy, którzy z Nim się spotkali; i to nie tylko my, ludzie wierzący, katolicy, ale każdy, kto jest wrażliwy na człowieczeństwo, którego w XX w. niestety tak bardzo brakowało. Wystarczy wspomnieć dwa systemy totalitarne, które zerwały z Bogiem, a w konsekwencji sponiewierały człowieka. Wiemy, co uczynili ci spod znaku splugawionego krzyża – swastyki, pozostawiając po sobie popiół i nawóz.
Z kolei ci spod znaku czerwonej gwiazdy – sierpa i młota, burzyli świątynie, niszczyli krzyże. Przy tym wszystkim okazali niespotykaną w dziejach pogardę dla człowieka. Niczym ścierwo wcisnęli go w rowy Katynia i inne miejsca masowych zbrodni, odbierając mu godność, a nawet imię, bo ktoś się do niego mógł przyznać i godziwie pogrzebać. Tymczasem Papież Jan Paweł II, najpierw jako Karol Wojtyła – student, artysta, robotnik w Solwayu, kleryk, kapłan, biskup i wreszcie Namiestnik Chrystusa na Ziemi, pokazał nam, jak w obliczu tych systemowych zbrodni można być człowiekiem, zarazem szanując godność innych. Tak jak św. Maksymilian Kolbe w obliczu najgłębszego poniżenia, oddając życie za bliźniego – ojca rodziny, uratował pojęcie człowieczeństwa, tak samo całe życie Karola Wojtyły – Jana Pawła II, który rozpoczął swą działalność w XX w., było nacechowane ogromnym szacunkiem dla człowieczeństwa, tym większym, im bardziej było ono poniewierane i znieważane. Ludzkość jest i zawsze będzie Mu wdzięczna właśnie za uratowanie szacunku dla człowieczeństwa. Ojciec Święty Jan Paweł II był bardzo naturalny w oparciu o swoją mądrą i autentyczną pobożność, którą wyniósł z rodzinnego domu. Niedawno obchodziliśmy uroczystość Matki Bożej Szkaplerznej. Pamiętam, jak ze wzruszeniem oglądałem zdjęcia z Kliniki Gemelli po zamachu, kiedy na piersi umęczonego cierpieniem Papieża widniał szkaplerz. Jan Paweł II nie wstydził się ogólnoludzkiej, ale też naszej polskiej, tradycyjnej pobożności. Pamiętam z opowiadań, że jako krakowski kapłan ilekroć sięgał po coś do kieszeni sutanny, wypadał mu różaniec. Zawsze zachęcał nas do odmawiania tej modlitwy, ale sam też nią żył. Dodał nam pięć nowych tajemnic Różańca – tajemnice światła, w których rozważamy, jak Bóg stał się jednym z nas po to, by człowiek mógł być prawdziwie człowiekiem, by dla bliźniego nie był wilkiem – jak mówi powiedzenie – ale bratem. W Modlitwie Pańskiej, zwracając się do Boga, nie mówimy „Ojcze mój”, ale „Ojcze nasz”. Warto też mieć świadomość, że proklamacja uniwersalnego braterstwa nie dokonała się pod gilotyną francuskiej rewolucji, kiedy ktoś patykiem umoczonym we krwi na brudnym łachmanie napisał hasło „Wolność, Równość, Braterstwo”. Czy od tego czasu, jak często usiłuje się nam wmawiać, mieliśmy do czynienia z autentycznym braterstwem…? Nie! Nie było ani wolności, ani równości, ani też braterstwa. Natomiast Jan Paweł II w obliczu niepokojów i braku wizji rozwoju ze strony wielu możnych tego świata przypomniał nam, że wielką szansą dla ludzkości jest Bóg, do którego zwracamy się „Ojcze nasz”. Jeżeli nasz, to znaczy, że ten drugi człowiek o takim czy innym kolorze skóry jest moim bratem. W Jego papieskim nauczaniu stale podkreślany jest moment człowieczeństwa – „Redemptor hominis”. Papież stale podkreśla „homo”, ukazując nam wzór i to wzór poparty nie czymś nadzwyczajnym, ale realny wzór i wskazanie, jak być człowiekiem i człowiekowi bratem. Dla mnie jest to fundament świętości Papieża Jana Pawła II, z którym miałem szczęście
i przyjemność spotykać się w różnych sytuacjach. Szczególnie utkwił mi w pamięci fakt, kiedy byłem na studiach w Rzymie, a on przyjechał do Watykanu jako nowo konsekrowany sufragan krakowski. Panował wówczas obyczaj, według którego ksiądz witający biskupa całował jego pierścień, przyklękając na jedno kolano. Tak też uczyniłem podczas spotkania w Kolegium Polskim w Rzymie. Ku mojemu zdumieniu w odpowiedzi na ten gest ks. bp Wojtyła uklęknął przy mnie na oba kolana. To też świadczy o Jego bardzo ludzkim, nieskrępowanym podejściu do drugiego człowieka. Przypomniałem o tym zdarzeniu Ojcu Świętemu podczas jednej z wizyt w Watykanie, kiedy zaprosił mnie do siebie. Wspomniałem także, jak my, Polacy, byliśmy dumni z jego wystąpień podczas obrad Soboru Watykańskiego II, kiedy w zaledwie pół godziny, bez żadnych pomocy i materiałów, potrafił przygotować i wygłosić 15-minutowe ważne przemówienie. Świadczyło to o Jego wielkiej mądrości i bystrości umysłu, a my, Polacy, obecni wówczas w Auli Soborowej, byliśmy niezwykle dumni. Na te wspomnienia Ojciec Święty zareagował bardzo ciepło i uśmiechnął się serdecznie. Zawsze cechowała Go wielka mądrość, skupienie i zatopienie bez reszty w Bogu i Jego Najświętszej Matce, zarówno wtedy, kiedy ciężko pracował w Solwayu, jak i wówczas, gdy dzierżył w rękach powierzony mu przez Stwórcę ster Łodzi Piotrowej.
