Mamy jeszcze dużo do zrobienia

Bogusław Kowalski, RLN wiceminister transportu

Ruch Ludowo-Narodowy (RLN) jako członek koalicji czuje się związany z misją polityczną i programową, jaką realizuje rząd Jarosława Kaczyńskiego. Dla mnie najważniejsze w pracy tego rządu są kwestie związane z infrastrukturą, transportem drogowym i kolejowym, z tranzytem i żeglugą śródlądową. Udało się nam, co poczytuję za duży sukces, maksymalnie skrócić okres przygotowawczy do inwestycji drogowej z 4,5 do 3,5 roku. Podjęliśmy również strategiczną decyzję dla Polski o usamorządowieniu kolejowych przewozów regionalnych. Zamierzamy wybudować korytarz tranzytowy na terytorium Polski, który łączyłby Europę z Rosją i Chinami. Moje zastrzeżenia dotyczące polityki obecnego rządu odnoszą się m.in. do pewnej niekonsekwencji w realizacji postulatów katolickich (obrona życia poczętego).

Rok działalności rządu to bardzo krótki okres. Pełnych ocen można dokonywać po całej kadencji Sejmu, a trwa ona 4 lata. Licząc od powstania rządu Kazimierza Marcinkiewcza, obecna koalicja rządzi niecałe 2 lata. Dla pełności obrazu musimy powiedzieć, że rząd Jarosława Kaczyńskiego funkcjonuje w warunkach o niebo trudniejszych niż rząd K. Marcinkiewicza. Przede wszystkim tamten rząd miał na starcie pewną taryfę ulgową, jak każdy rząd na początku swojej misji. Poza tym widać było wyraźnie, że media, które teraz nie pozostawiają na rządzie suchej nitki, wtedy zachowywały się np. wobec premiera znacznie bardziej wstrzemięźliwie.

Tak samo jest z opozycją, która prowadzi z rządem prawdziwą wojnę. Nie chodzi mi o to, by popierała rząd, ale żeby była w miarę konstruktywna, tymczasem praktycznie w każdym przypadku obserwujemy niesłychaną agresję i negację. Takiego zmasowanego ataku na rząd i premiera nie mieliśmy w całej historii po 1989 roku. Wiemy dobrze, skąd się to bierze. Koalicja rządząca postawiła sobie za cel budowę zupełnie innej Polski niż to było dotychczas, chodzi tu rzecz jasna o hasło IV Rzeczypospolitej. Ten polityczny projekt uderza oczywiście w tych, którzy tworzyli patologiczne układy po 1989 roku. Nic więc dziwnego, że ludzie ci bronią swoich pozycji wszelkimi dostępnymi środkami i to jest praprzyczyna tych ataków. Nie dajmy się oszukać, że chodzi o obronę demokracji, która nie jest zagrożona, czy o swobody obywatelskie lub prawa pracownicze. Śmiech ogarniał, kiedy widzieliśmy niedawno, jakich sojuszników mieli strajkujący lekarze czy pielęgniarki. Przez 17 lat po 1989 r. media liberalne ośmieszały każdy społeczny protest, szydziły z ludzi, zarzucając im zaściankowość i tkwienie w PRL, ale kiedy protest wymierzony został w ten rząd, który zresztą nie ponosi prawie żadnej odpowiedzialności za wieloletnie zaniedbania w służbie zdrowia, to znaleźli się obłudni „obrońcy ludu”. Nie wiem, czy było to tragiczne, czy komiczne, chyba jedno i drugie.

Ruch Ludowo-Narodowy (RLN) jest uczestnikiem obecnej koalicji rządowej. Jeszcze jako Narodowe Koło Parlamentarne podpisaliśmy umowę koalicyjną z Prawem i Sprawiedliwością oraz Samoobroną (dopiero potem dołączyła Liga Polskich Rodzin). Miałem zaszczyt osobiście podpisywać to porozumienie z Jarosławem Kaczyńskim i Andrzejem Lepperem. Czuję się więc związany z misją, jaką ten rząd realizuje, misją polityczną i programową. Już wtedy mieliśmy świadomość, że uczestniczymy w przedsięwzięciu trudnym, ale słusznym z punktu widzenia polskich interesów. Wiedzieliśmy także o uwarunkowaniach ideowych i programowych tej koalicji. Jako przedstawiciel szeroko pojętego obozu narodowego zdawałem sobie sprawę, że wiodącą rolę w tej koalicji będzie miało ugrupowanie, z którym nie we wszystkich kwestiach się zgadzam, ale przecież już Roman Dmowski przekonywał swoich zwolenników, iż nie jest ważne, jaka partia realizuje narodowy program, ważne jest to, że jest on realizowany. A w wielu punktach program PiS zbiegł się z postulatami głoszonymi od lat przez różne ugrupowania i ośrodki narodowe i narodowo-katolickie. Dlatego decyzja o powołaniu koalicji rządowej w takim właśnie składzie była słuszna. Na dzisiaj nie ma możliwości skonstruowania innej koalicji, która byłaby np. bardziej narodowa czy skuteczniej realizowała interes narodowy. Mam nadzieję, że odejście z rządu wicepremiera Andrzeja Leppera nie zmieni tej sytuacji. Oczywiście można mieć zastrzeżenia do niektórych elementów realizowanej polityki, a mianowicie, w moim odczuciu, zbytniego radykalizmu np. w kwestii tzw. polityki historycznej, nadmiernego nacisku na rozliczanie PRL, braku przełomu w polityce wschodniej, wreszcie pewnej niekonsekwencji w realizacji postulatów katolickich (obrona życia poczętego). Jednak nigdy nie będziemy mieli sytuacji idealnej, to są postulaty, które możemy stawiać w ramach dyskursu politycznego wewnątrz koalicji, zdając sobie sprawę z pozycji, jaką zajmuje w niej Ruch Ludowo-Narodowy.

Dla mnie najważniejsze w pracy tego rządu są kwestie związane z infrastrukturą, transportem drogowym i kolejowym, z tranzytem i żeglugą śródlądową. Jako wiceminister transportu mogłem przekonać się przez ten czas, z jakimi zaległościami i zaniedbaniami mieliśmy do czynienia. I jeśli teraz zarzuca się nam, że w tej dziedzinie nic się nie dzieje, że opóźniają się inwestycje, to jest to demagogia czystej wody. Zawsze powtarzałem i powtórzę to także przy tej okazji, że właśnie inwestycje drogowe należą do długotrwałych i wieloletnich. Okres przygotowania takiej inwestycji trwa mniej więcej 3,5 roku, a okres budowy około 3 lat, a więc, jak widzimy, cały proces ciągnie się około 6 lat. I jeżeli dzisiaj nie otwieramy zbyt wielu odcinków dróg, nie przecinamy uroczyście wstęg, to dlatego że ktoś 5-6 lat temu nie podjął właściwych decyzji, żeby uruchomić proces przygotowania tych inwestycji. Udało się nam, co poczytuję za duży sukces, maksymalnie skrócić okres przygotowawczy do inwestycji drogowej z 4,5 do 3,5 roku. Niektórym czytelnikom może się wydawać, że to i tak za długo, ale proszę mi wierzyć, szybciej już się nie da. Ludzie odczują to przyspieszenie, które zostało zrobione w ubiegłym i w obecnym roku, ponieważ Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, która jest głównym inwestorem w imieniu Ministerstwa Transportu, prowadzi w tej chwili kilkaset inwestycji, tytułów inwestycyjnych, przygotowuje je i one będą otwierane za 5-6 lat. W poprzednich latach takich inwestycji realizowano kilkadziesiąt. Nie muszę chyba mówić, że ogromnym impulsem dla nas jest przyznanie Polsce organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 r., ale i bez tego program znaczącego przyrostu inwestycji drogowych byłby realizowany.

Decyzje o zasadniczym znaczeniu podjęliśmy także w dziedzinie transportu kolejowego. Tutaj też najbliższe lata zapowiadają się bardzo optymistycznie. Zapadła również decyzja w sprawie dla mnie bardzo bliskiej, a mianowicie o usamorządowieniu kolejowych przewozów regionalnych. Będą powstawać – mam nadzieję, że szybko – spółki z dominującym kapitałem samorządu województwa, takie jak już istniejąca spółka Koleje Mazowieckie. To one przejmą stopniowo ruch regionalny. W moim przekonaniu, jest to rozwiązanie ze wszech miar słuszne, zarówno z ekonomicznego punktu widzenia, jak i przez wzgląd na interesy Polski. Jeśli tego nie zrobimy, to po wprowadzeniu liberalizacji rynku przewozów regionalnych przetargi na świadczenie usług wygrają firmy zachodnie. Usamorządowienie przewozów regionalnych uratuje polski stan posiadania i podniesie jakość świadczonych usług.

Trzecią kwestią, która jest bardzo pilna i nad którą pracuje rząd, jest budowa na terytorium Polski korytarza tranzytowego łączącego Europę z Rosją i dalej z Chinami. Jego powstanie miałoby dla nas ogromne znacznie gospodarcze. Już dzisiaj do Chin transportuje się rocznie 6 mln kontenerów. Polska musi stać się częścią tego korytarza, do czego predestynuje nas położenie geograficzne. Pewne wstępne rozmowy są już za nami, ale na ostateczne rozstrzygnięcia trzeba jeszcze poczekać.

Podsumowując, ten rząd ma przed sobą jeszcze wiele zadań do wykonania, a są to sprawy dla Polski najważniejsze. Mam nadzieję, że do końca kadencji uda nam się je zrealizować albo tak zapoczątkować, by nie mogły być zatrzymane.

Wydarzenia ostatnich dni mogą zakłócić ten proces, ale niezależnie od rozwoju wypadków powinniśmy uczynić wszystko, aby zapewnić większość parlamentarną dla naszego rządu.

drukuj