Cześć Jasiek!

Piszę ten list do Ciebie, ponieważ nic nie wskazuje na to, że w najbliższym czasie będziemy mieli okazję, aby się spotkać.

Wiele rozmyślałem nad naszą ostatnią rozmową. Mówiłeś, że nie możesz dogadać się z własnym ojcem. Do niedawna ja również miałem taki problem. Jednak pewnego dnia wydarzyło się coś, co zmieniło moje relacje z tatą.

Otóż trzy miesiące temu trochę narozrabiałem w szkole. Po powrocie do domu czekała mnie trudna rozmowa z rodzicami. Musiałem wysłuchać „kazania”, które tym razem wygłosił mój ojciec. Gdy kończył swoje wywody, spojrzał mi głęboko w oczy. Zauważyłem, że po jego policzku spłynęła długo wstrzymywana łza. Pomyślałem sobie: „Taki twardy facet, a płacze? Co jest?”. Od tamtej chwili zacząłem baczniej przyglądać się memu tacie i przysłuchiwać się jego słowom.

Któregoś dnia oglądaliśmy rodzinne albumy. Tata zatrzymał się przy zdjęciu, na którym wpatrywał się we mnie, swego pierworodnego syna Piotrusia. Ze wzruszeniem opowiadał, jak tuż po mym narodzeniu wziął na ręce taką bezbronną istotkę. Mówił, że do tej pory pamięta słodki zapach noworodka. Twierdził, że tak właśnie pachnie życie i szczęście.

Pewnej soboty poszedłem z tatą na cotygodniowe zakupy. Zdumiało mnie, ile rzeczy trzeba kupić, aby ośmioosobowa rodzina mogła przeżyć siedem dni. Ale najbardziej niesamowite było to, że te ciężary musieliśmy jakoś donieść do domu (nie mamy przecież samochodu). Następnie z trudem wdrapałem się na nasze czwarte piętro i pomyślałem sobie wtedy: „Skąd taki drobny facet jak mój tata bierze tyle siły na ciągłe wnoszenie na górę tych nieobliczalnych ciężarów? A na dodatek nigdy nie słyszałem, aby narzekał”.

Z większą życzliwością spojrzałem na swojego ojczulka. Pozwoliło mi to dostrzec wiele jego pozytywnych cech. Wieczorem słyszę, jak pochylając się nad łóżkiem mojego najmłodszego, dwuletniego brata, cicho szepce: „Aniele Boży, stróżu mój…”. Później przychodzi do nas i wspólnie dziękujemy Bogu za przeżyty dzień. Niejednokrotnie tata przeprasza Chrystusa i nas za to, co mu nie wyszło tego dnia. Umie przyznać się do tego, że jest tylko człowiekiem i też czasem popełnia błędy.

Jego miłość do Boga usłyszałem na nowo w pieśniach, które sam układa (przyślę Ci płytę). Gdy zacząłem przyglądać się tatusiowi, zobaczyłem, że przynosi kwiaty mojej mamie – swojej żonie, tak bez okazji. Kilka razy w tygodniu dzwoni do swych rodziców, pytając, czy czegoś potrzebują. 11 listopada wywiesza za oknem flagę biało-czerwoną, a gdy uczy mnie poprawnie śpiewać „Mazurek Dąbrowskiego”, głos mu drży ze wzruszenia. Nie mam wątpliwości – widać jego dumę z tego, że jest Polakiem. Gdy nasi piłkarze przegrywają kolejny mecz, tata chodzi smutny i marzy o tym, by któryś z jego sześciu synów mógł uratować w przyszłości polską piłkę nożną.

Sam widzisz! Jedna skrywana łza troski otworzyła me oczy i zobaczyłem skarb, który przez cały czas mam tak blisko siebie. Przestałem już postrzegać mojego ojca jako mężczyznę, który przyjdzie, nakrzyczy, da karę i tak wychowuje, ale jako dobrego, troskliwego i przyjaznego człowieka, który wie, co jest dobre dla dzieci, który ma własne zdanie, postępuje konsekwentnie i uczy żyć uczciwie. Mój tata to osoba bardzo wymagająca, ale odkąd dostrzegłem, że sam jest niesamowicie pracowity, łatwiej mi przyjmować jego kategoryczność. Bo jak tu nie brać się do roboty, gdy widzę, że wróciwszy do domu po pracy na uczelni, pomaga swej żonie, a nocami sprawdza prace studentów i przygotowuje się do zajęć na następny dzień.

Każdego tygodnia odkrywam w moim ojczulku coś, co mnie zadziwia i zachwyca. Gdy piszę Ci o tym wszystkim, uzmysławiam sobie, że najbardziej cenię w tacie jego prawdomówność i to, że jeszcze nigdy się na nim nie zawiodłem. Jestem pewien, że i Ty, jeśli zechcesz, znajdziesz w swoim ojcu wiele pięknych cech, a to pomoże Ci lepiej się z nim dogadać.

Pozdrawiam Cię serdecznie.

Do zobaczenia

Piotrek

drukuj