Dziecko to nie zabawka

Synowie twoi jak szczepy oliwne dookoła twego stołu.

(Ps 128, 3)

Po co są dzieci? W naszej dobie to pytanie pojawia się często przy okazji działań i przeciwdziałań na rzecz życia człowieka, dyskusji na temat polityki prorodzinnej i na różnych forach publicznych i prywatnych. Dawniej ludzie takiego pytania nie stawiali, chcieli mieć dzieci. Potomstwo było oznaką błogosławieństwa, pomyślności, zapewniało rodzicom pomoc teraźniejszą i „na starość”. Brak dzieci uchodził za wielkie nieszczęście, nieraz wręcz hańbę.

Obecnie czyni się kalkulację – opłaca się mieć dzieci czy też nie; wylicza się, ile kosztuje utrzymanie dziecka, tak jakby chodziło o zużycie prądu albo benzyny do samochodu. Najpierw koniecznie dom, samochód, wczasy, polisy, kolejne studia odpłatne, a potem – jak pieniędzy wystarczy – to choć jeden potomek, żeby się „zrealizować” i móc tymi zgromadzonymi z takim trudem dobrami uszczęśliwić następcę.

Taka propozycja i realizacja pomysłu na rodzinę nie uchodzi bynajmniej za pokraczną. Media prześcigają się w promocji „ścieżki życiowej” opartej na hołdowaniu skrajnemu egoizmowi. Wszystko, co wymaga trudu, altruizmu, życzliwości, cierpliwego i systematycznego zaangażowania w sprawy drugiego człowieka, jest nie tylko niemodne, ale świadczy wręcz o zapóźnieniu i – nazwijmy to po imieniu – naiwności tych, którzy mimo wszystko czynią miłość bliźniego. Wyjątkiem są doraźne akcje pomocy na rzecz potrzebujących. Parę groszy na ofiary trzęsienia ziemi lub głodujących uspokaja sumienie, pozwala z tym większym zapałem oddać się pędowi życia.

Rodzina jest miejscem zatrzymania się; szczególnie dzieci „pilnują”, aby matka była z nimi. Nawet nie potrzebuje wymyślać jakiejś formy atrakcyjnego sposobu spędzenia czasu, wystarczy, że jest. „Wolność” bezdzietnego z wyboru małżeństwa polega m.in. na tym, że nie musi ono być w domu. Dom bez dzieci to jak galeria, bez dzieł sztuki albo łąka bez kwiatów – niby i galeria i łąka są, można wkroczyć na ich teren, podziwiać wnętrze lub przestrzeń, a nawet opuścić ze słusznym przekonaniem, że wszystko się zobaczyło. Rzeczywiście – tylko mury lub tylko trawę, żadnych niespodzianek, zaskakujących odkryć, żadnych zapachów?

Dzieci są, ponieważ miały być, były znane wcześniej, niż pomyśleli o nich ich rodzice. Dzieci są dla nich samych, nie są niczyją własnością, zabawką, kolejnym dobrem w szeregu pożądanych rzeczy. Są darem, największym, jaki może otrzymać rodzina. Podarunek jest za darmo, nie według zasług, zamożności czy mądrości, jest dany tam, gdzie miał być dany. W końcu wszyscy jesteśmy takim darem. Czy mogło zdarzyć nam się coś ważniejszego niż nasze istnienie?

Hanna Wujkowska
drukuj