Czym jest eurokonstytucja?

Prezydencja niemiecka Unii Europejskiej uparcie ożywia – zdawałoby się, że już martwy – traktat ustanawiający konstytucję dla Europy z 2004 roku. Dążeniom prezydencji niemieckiej i wspierających ją sił Polska przeciwstawia dziś sprzeciw wobec niekorzystnej dla nas zmiany sposobu głosowania w organach europejskich. To oczywiście sprawa ważna – nie jest jednak prawdą, że to najważniejszy problem związany z eurokonstytucją. Istotą problemu jest fakt, że eurokonstytucja ustanawia nowe superpaństwo europejskie, nadrzędne nad państwami członkowskimi.

Dzięki materiałom archiwalnym sowieckiego Politbiura, skopiowanym w 1992 roku przez Władimira Bukowskiego, wiadomo, że w styczniu 1989 roku delegacja Komisji Trójstronnej (Trilateral Commission) rozmawiała z Michaiłem Gorbaczowem (Nakasone, Giscard d”Estaing, Kissinger i David Rockefeller). W czasie spotkania Giscard d”Estaing powiedział do Gorbaczowa: „Panie prezydencie, nie mogę panu powiedzieć, kiedy to dokładnie nastąpi – prawdopodobnie w ciągu 15 lat – ale Europa zmierza do stania się federalnym państwem i pan musi się na to przygotować”. Po 1989 roku nastąpiło zarówno podpisanie traktatu z Maastricht, czyli powołanie do istnienia Unii Europejskiej (1992), jak i jej rozbudowa przez Niceę, Amsterdam i Laeken, wprowadzenie euro, poszerzenie Unii o liczne kraje Europy (2004 i 2007) i wreszcie zawarcie traktatu ustanawiającego konstytucję dla Europy (2004).


Stara Unia – nowa Unia


Pierwsze i zasadnicze stwierdzenie – na mocy eurokonstytucji powstać ma nowa Unia Europejska. Nowa w rozumieniu prawnym. Dotychczasowa Unia, zawarta w 1992 roku pomiędzy członkami Wspólnoty Europejskiej, jest swoistym porozumieniem jej członków. W jej ramach uzgadnia się i wprowadza pewne „polityki” – nie jest ona jednak osobnym bytem politycznym i prawnym. Dziś podmiotem prawa jest organizacja międzynarodowa czy raczej ponadnarodowa – Wspólnota Europejska. Po wejściu w życie eurokonstytucji to nowa Unia Europejska stałaby się podmiotem prawa. Artykuł I-7 stanowi, że „Unia ma osobowość prawną”. Traktat ustanawiający konstytucję dla Europy z 16 grudnia 2004 roku uchyla traktaty o Wspólnocie Europejskiej i o dotychczasowej Unii Europejskiej (Artykuł IV-437.1). Nowa Unia stać się ma następcą prawnym starej Unii Europejskiej i Wspólnoty Europejskiej (Artykuł IV-438.1). Nowa Unia objąć ma wszystkie kompetencje Wspólnoty Europejskiej i starej Unii Europejskiej. Cały dorobek wspólnotowy pozostaje w mocy, trwają dotychczasowe władze WE i UE, które stają się władzami nowej UE. W nowej UE trwa ciągłość prawna wszystkich procedur rozpoczętych w starej UE i WE.


Ustanowienie nowej Unii Europejskiej


Artykuł I-1 Traktatu ustanawiającego konstytucję dla Europy z 2004 roku stanowi, że: „Konstytucja ustanawia Unię Europejską, której Państwa Członkowskie przyznają kompetencje do osiągnięcia ich wspólnych celów”. Bardzo ważne jest samo sformułowanie prawne: traktat z 2004 roku, zawarty przez podpisujące go państwa, ustanawia konstytucję, ale to konstytucja ustanawia Unię. Przez to sformułowanie wyraźnie podkreślona jest swoistość prawna Unii, która oczywiście nie powstałaby bez woli państw zawierających traktat, ale która w sensie prawnym czerpać ma swą egzystencję z własnej konstytucji. Artykuł I-1 stwierdza też, że konstytucja dla Europy „zainspirowana jest wolą obywateli i państw”. Skoro traktat zawarty może być jedynie pomiędzy państwami, to przywołanie w tym artykule także obywateli podkreślać ma nie tylko traktatowe umocowanie Konstytucji. Konstytucja dla Europy i prawo przyjęte przez instytucje Unii w wykonywaniu przyznanych jej kompetencji mają pierwszeństwo przed prawem państw członkowskich (artykuł I-6).

Czy nowa Unia Europejska będzie superpaństwem?

Chcąc odpowiedzieć na to pytanie, należy najpierw wyjaśnić: co to jest państwo? Państwem jest podmiot prawa panujący nad ludnością osiadłą na określonym terytorium i wyposażony w suwerenną władzę. Kiedy nastąpi ustanowienie Unii jako podmiotu prawa międzynarodowego – i gdy nastąpi to łącznie z konstytucyjnym ustanowieniem jej organów władczych i łącznie z konstytucyjnym uznaniem pierwszeństwa eurokonstytucji i prawa przyjętego przez instytucje UE wobec prawa państw członkowskich – to tym samym nastąpi ukonstytuowanie Unii jako podmiotu prawa, równorzędnego państwom, a jednocześnie nadrzędnego nad państwami członkowskimi. Nowa Unia Europejska po wejściu eurokonstytucji w życie będzie miała wszystkie cechy państwa, czyli będzie podmiotem prawa posiadającym terytorium, ludność i suwerenną władzę. Zatem poprzez ustanowienie eurokonstytucji nastąpi ukonstytuowanie nowego państwa, zaś nadrzędność nad państwami członkowskimi uczyni je superpaństwem.


Czy nowa Unia Europejska zostanie uznana za państwo?


Mimo że z teoretycznego punktu widzenia definicja państwa jest jasna, to w prawie międzynarodowym i w stosunkach międzynarodowych występuje poważny problem uznania państwa. Jest to zarówno problem polityczny, jak i prawny. Zdarza się, że ludność osiadła na swoim terytorium pragnie zorganizować się w suwerenne państwo, ale inne kraje odmawiają jej prawa do samodzielnego bytu państwowego. Na przykład Polska czy Irlandia doświadczyły takich okoliczności w swoich dziejach. Stąd w stosunkach międzynarodowych dopiero wtedy nie ma wątpliwości, że ludność osiadła na swym terytorium i tworząca swą odrębną organizację polityczną jest państwem, kiedy inne państwa, już istniejące, uznają – czyli przyjmą do wiadomości i zaakceptują, także prawnie – że mają do czynienia z odrębnym państwem. Konsekwencją tego faktu będzie zdolność nawiązywania stosunków z innymi państwami, w tym zawierania z nimi umów międzynarodowych, oraz przystępowania nowego państwa do organizacji międzypaństwowych. Powstaje zatem pytanie: czy Unia Europejska zostanie uznana za państwo przez inne państwa? Odpowiedź na to pytanie mamy zawartą w treści eurokonstytucji. Jest ona wyrażona nie wprost, lecz pośrednio. Artykuł I-9.2 eurokonstytucji stwierdza, że Unia przystępuje do europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z 1950 roku. Kto jest stronami tej konwencji? Państwa! Państwa członkowskie Rady Europy. Zatem tylko nowe państwo może być jej stroną. Dodajmy – wszystkie państwa członkowskie Unii już są stronami tej konwencji. Skoro podpiszą traktat, z którego będzie wynikać, że Unia przystępuje do konwencji, to tym samym wyrażą zgodę na przystąpienie Unii do konwencji, przez co uznają, że Unia jest państwem. Jaki będzie status międzynarodowy państw członkowskich Unii Europejskiej? Przynależność do Unii Europejskiej z pozoru nie naruszy odrębnego, prawnego statusu jej państw członkowskich. Ograniczy jednak radykalnie prawną i polityczną swobodę ich działania. Nowa Unia „uszanuje równość Państw Członkowskich wobec Konstytucji”. Uszanuje też „ich tożsamość narodową” (artykuł I-5.1). Nie ma w artykule poświęconym stosunkom pomiędzy Unią a jej członkami ani słowa o szacunku dla suwerenności państw członkowskich, bo one już nie mają być suwerenne. Suwerenem ma być Unia. „Unia i Państwa Członkowskie wzajemnie się szanują i udzielają sobie wsparcia – w wykonywaniu zadań wynikających z Konstytucji” (artykuł I-5.2). Skoro zadania państwa członkowskiego mogą wynikać albo z konstytucji Unii, albo z innych przesłanek, to ze sformułowania tego wynika, że na Unii bynajmniej nie spoczywa obowiązek wspierania działań państwa członkowskiego niewynikających z konstytucji. Co więcej – wszelkie działania państw członkowskich podlegają badaniu pod kątem ich zgodności z eurokonstytucją. I oczywiście państwo członkowskie nie może w realizacji swoich własnych kompetencji używać „środków, które zagrażałyby urzeczywistnieniu celów Unii”, bo to byłoby sprzeczne z konstytucją (artykuł I-5.2). Unia będzie mogła zawierać umowy międzynarodowe, a umowy zawarte przez UE wiązać będą także państwa członkowskie (artykuł III-323.2). Unia wspierać będzie „spójność gospodarczą, społeczną i terytorialną oraz solidarność między Państwami Członkowskimi” (artykuł I-3 poświęcony celom Unii). Zatem cokolwiek zostanie uznane za „wspierające spójność”, może być w drodze interpretacji uznane za konstytucyjny cel Unii – na przykład przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości. W konsekwencji wszystkich tych zapisów ulegnie zmianie status polityczny państw członkowskich. Państwa spoza Unii będą traktować ją samą jako istotnego partnera stosunków politycznych. Z Unią podejmować będą rozmowy i ustalenia. Lobbystom z państw członkowskich pozostanie walczyć o akceptację dobra swych narodów w ramach nowego, unijnego państwa. Przedstawiciele większych narodów będą mieli większe szanse w tym lobbingu.


Czy Unia będzie szanować prawa narodów?


Eurokonstytucja nic nie mówi o poszanowaniu praw narodów Europy. Eurokonstytucja mówi jedynie o poszanowaniu „tożsamości narodowej Państw Członkowskich” (artykuł I-5.1). Przy czym nie bardzo wiadomo, co to takiego jest „tożsamość narodowa państw”. Zwykliśmy mówić o tożsamości narodowej poszczególnych osób (ze względu na ich świadomość przynależności do konkretnego narodu). Mówimy też o tożsamości narodowej poszczególnych, wielopokoleniowych ludzkich wspólnot (ze względu na tworzone przez nie kultury i ze względu na ich dążenia do urządzenia własnego życia wspólnotowego według zasad własnej kultury). Dlaczego twórcy eurokonstytucji nie posłużyli się tymi pojęciami? Znamy publicznie wypowiedziane marzenie jednego z przywódców Wspólnoty i Unii Europejskiej Romano Prodiego, który obejmując w 1999 roku urząd przewodniczącego Komisji Europejskiej, deklarował w swoim exposé, iż pragnie, aby dzieci urodzone w Europie po 2000 roku w chwili dojścia do swej pełnoletności (czyli po 2018 roku) miały w paszportach zapisaną „narodowość europejską”. Dlaczego w eurokonstytucji nic nie napisano już nie tylko o poszanowaniu praw narodów Europy, ale nawet o szacunku dla tożsamości narodowej żyjących w Unii narodów? Czy dlatego że celem wyznaczonym przez magów integracji europejskiej jest budowanie jednego „unijnego narodu”? Jak miałby być budowany ten nowy „naród europejski”? Czy poprzez unijne państwo? Metodami administracyjnego stanowienia? Czy to nie otwiera drogi do łamania praw człowieka i do kontynentalnego totalitaryzmu?


Dobro narodów Europy


Racją istnienia ludzkich społeczności jest dobro wspólne, czyli „suma warunków życia społecznego, jakie bądź zrzeszeniom, bądź poszczególnym członkom społeczeństwa pozwalają osiągnąć pełniej i łatwiej własną doskonałość” (Gaudium et spes, 26). Skoro zatem istnieje dobro wspólne wszystkich narodów Europy (przede wszystkim to, którym jest bezpieczeństwo i pokój), to tym samym narody te powołane są do budowania wspólnoty oraz do solidarnego współdziałania w imię tego dobra. Bezmyślnością jest jednak wywoływanie nowego Lewiatana, grożącego kontynentalnym despotyzmem. Narodom Europy potrzebne jest „zjednoczenie pluralistyczne” zamiast socjalistycznej w swym rodowodzie „urawniłowki”. Jan XXIII na początku lat 60. przypominał, iż „powszechna władza publiczna nie ma na celu ograniczenia działalności władz publicznych poszczególnych państw, a tym bardziej zastąpienia ich”. Jan Paweł II, idąc tym tropem, rozwinął nauczanie o potrzebie stworzenia systemu gwarancji praw narodów (postulat karty praw narodów – w czasie wystąpienia do Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 1995 r.). Europa wiele by skorzystała, gdyby zamiast roić o eurokonstytucji, podjęła niezwłocznie pogłębioną refleksję nad zasadniczym pytaniem: gdzie jest granica szaleństw skierowanych przeciwko prawom narodów – szaleństw czynionych rzekomo w imię jedności? Narodom Europy potrzebne jest zjednoczenie w oparciu o szacunek dla praw człowieka, dla praw rodziny i dla praw narodu. Zatem potrzebne jest zjednoczenie w oparciu o szacunek dla prawa naturalnego. Potrzebne jest wreszcie zjednoczenie oparte na zaufaniu Opatrzności Bożej czuwającej nad narodami. Potrzebne jest odniesienie do Boga, od którego pochodzi także prawo zapisane w ludzkiej naturze, czyli właśnie prawo naturalne. To dopiero w szacunku dla Boga i Jego praw ujawnić się może jedność ducha Europy, a bez jedności ducha nie będzie jedności Europy (Jan Paweł II). Preambuła eurokonstytucji rozpoczyna się przywołaniem „powszechnych wartości”, które podobno są „inspirowane kulturowym, religijnym i humanistycznym dziedzictwem Europy”. Tymczasem w czasie debaty nad eurokonstytucją w Parlamencie Europejskim (14 marca 2007 r.) przywódca Zielonych, a w przeszłości jeden z liderów marksistowskiej rewolty z 1968 roku, Daniel Cohn-Bendit, oświadczył: „my chcemy wolności orientacji seksualnej, wolności mniejszości, wolności dla ludzi, bez odniesienia do jakiegoś tam Boga czy czegokolwiek, co nas nie obchodzi”. Czy „wartości” reprezentowane przez pana Cohn-Bendita w istocie mieszczą się w ramach fundamentów eurokonstytucji? Jeżeli tak, to ta konstytucja nie jest niczym innym, jak jeszcze jednym aktem wypowiedzenia wojny dziedzictwu chrześcijańskiej Europy. O jakiej to jedności i o jakich to „powszechnych wartościach” można uczciwie mówić w tych warunkach? Przedstawiciele narodów europejskich stawiający ten problem natychmiast wchodzą w spór z przedstawicielami długiego, historycznego ciągu utopistów, którzy w imię budowania europejskiego imperium chcą usunąć przeszkodę – narody i ich państwa. W szeregu tych utopistów stoją jawni wrogowie chrześcijańskiej cywilizacji, ale także szeregi rzekomych jej zwolenników, takich jak ci, którzy sądzą, że jedność Europy można zbudować, nadając ludziom takim jak Cohn-Bendit doktoraty (honoris causa) katolickich uniwersytetów (otrzymał w 1997 roku doktorat h.c. Katolickiego Uniwersytetu w Tilburgu, Holandia). W tym sporze obrońcy praw narodów muszą być przeciwnikami ustanowienia jednego państwa europejskiego. Nie w imię sprzeciwu wobec budowania jedności europejskiej, lecz w imię sprzeciwu wobec budowania jej karykatury. I to właśnie obrońcy dziedzictwa i praw narodów europejskich bronią prawdziwego dziedzictwa Europy.

Jan Łopuszański
drukuj